środa, 25 czerwca 2014

Non omnis moriar

Dziś jest 25 czerwca, dokładnie piąta rocznica śmierci Michaela Jacksona, więc na dobry początek, trochę o jego nowej płycie. Niedawno, we współpracy z najlepszymi amerykańskimi producentami, wydano krążek, zawierający niepublikowane wcześniej utwory Króla Popu.

phot. Epic Records
Prawie wszystkie piosenki z tego albumu znałam od lat w wersjach demo, które krążyły po Internecie. Większość z nich bardzo sobie ceniłam, ponieważ były całkiem smacznym kąskiem dla fana, który zna już na pamięć każdy dźwięk i każde słowo z oficjalnej dyskografii Michaela, a słyszalne niedociągnięcia tylko dodawały im archiwalnego klimatu. Kto się naprawdę interesował to znał.

Album Xscape jest dobry na dzisiejszy rynek muzyczny, ale niegodny Michaela. Mocno słychać, że to nie on sprawował pieczę nad dopieszczaniem tych utworów, w większości przypadków samo demo, które nagrał brzmi lepiej niż dokończone kompozycje. Nieważne jaką muzyczną osobistość zatrudniliby do pracy nad tymi piosenkami, ona nigdy nie będzie w stanie dorównać jego indywidualnemu geniuszowi. Z tego mogą być hity, ale nic co przejdzie do historii, tak jak wiele wcześniejszych utworów Michaela. Ta płyta tylko plugawi całość jego dorobku artystycznego.

Dodatkowo, nie mogę wypowiadać się za Mika, ale osobiście, gdyby ktoś po mojej śmierci znalazł moje niedokończone wiersze, poprzestawiał wersy, dodał kilka słów i wydał pod moim nazwiskiem to chyba bym go nawiedzała w nocy. Powszechnie wiadomo też, że Michael był wyjątkowym perfekcjonistą, potrafił cały gotowy materiał wyrzucić do kosza, jeżeli nie był z niego zadowolony. Piosenki z Xscape nie bez powodu pozostawił niepublikowane.

Pozostaje też kwestia „występu Michaela” na tegorocznych Billboard Music Awards. Ponoć użyto jego własnego hologramu. Nie chce mi się wierzyć, bo jest na tyle podobny, co każdy pierwszy lepszy sobowtór. Być może to fajne, że dzięki dzisiejszym zdobyczom technologicznym można sprawić pozory jak gdyby był żywy, ale to niszczy naturalną koncepcję przemijania, która zawsze odgrywała znaczącą rolę w sztuce na przestrzeni wieków. Piękno chwili polega na tym, że już nigdy nie wróci, a my, ludzie XXI wieku, coraz bardziej upieramy się na to, żeby ją zatrzymać na zawsze, przez co często zapominamy cieszyć się nią, gdy naprawdę trwa.

Ale! Co z tego? Przecież zawsze chodzi tylko o pieniądze, a na nieboszczyku to już bajecznie rżnie się kasę, bo nie zaprotestuje. Podsumowując, jeżeli miałabym wybierać to raczej wolałabym, żeby ta płyta nie powstała, ale to nie moja wola i jedyne co mogę zrobić to postawić grubą kreskę już pomiędzy Invincible, a Michael.

Dzięki za wszystko, Mike.

A jutro będzie szał, nie mogę się doczekać!

piątek, 20 czerwca 2014

Witam serdecznie

Zapewne jesteś tu tylko dzięki bezmyślnemu kliknięciu w link, który udostępniłam na fejsie. Nie scrolluj, nie uciekaj! Jeżeli już się tu spotykamy, przekuj w coś pożytecznego tę powierzchowną ciekawość. Przyznaj, że nawet obrazki na 9gagu (albo kwejku, bo nie umiesz angielskiego, hihi) pomijasz, gdy  jest za dużo czytania. Nie bój się słowa. Daj się zatrzymać.

Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad założeniem bloga. Nareszcie znalazłam czas i motywację - za cel obrałam sobie poprawę mojego warsztatu. Ćwiczenie na przyszłość, do tego też całkiem fajna zabawa, a jak ktoś przy okazji będzie czytał moje wypociny to już w ogóle szał!

O czym? O czym tylko zechcę, bo ja tu dyktuje zasady i podoba mi się to. Będzie mnóstwo kontrastów, przedstawionych w różnych formach, ale zawsze ciekawie. Dużo treści, ale podanej tak, że bez problemu ją sobie lekko łykniesz.

Sądzę, że przyda się na początek też kilka słów o etymologii mojego nicku, a co za tym idzie adresu bloga. Jestem bardzo sentymentalna i lubię nadawać symboliczne znaczenie, więc Billie od Billie Jean Michaela Jacksona, a Sparrow (z ang. wróbel), jak łatwo się domyślić, zostało zapożyczone od pirata Jacka Sparrowa. Nawet ta codzienność nie jest przypadkowa! Wzięła się z mojego starego powiedzonka. Po prostu, gdy ktoś łapie nad czymś taką smutną zawiechę, patrząc w jeden punkt, ja wtedy mówię: „[tu wstaw dany przedmiot] codzienności”, ot co. No wiem, suche. Taka ze mnie śmieszka humanistka.

Co do wyglądu bloga, no Wordpress to nie jest, ale co poradzić, będę musiała obronić się treścią. Chociaż jest chyba całkiem ładnie, co? Po prawej są podlinkowane moje inne miejsca w sieci. Szczególnie gorąco zapraszam O TUTAJ – na mojego tumblra z wierszami i luźnymi przemyśleniami. Bardzo skondensowana forma, ale myślę, że całkiem wartościowa.



Zostań tu ze mną, bo warto. Będzie fajnie, obiecuję.


Here we go!