poniedziałek, 21 lipca 2014

Jezus Cię kocha! cz. 2

Jesteśmy w kapucyńskim klimacie, więc przywitam się też po kapucyńsku - pokój i dobro!

Pomimo moich obaw, wczorajszy wpis został bardzo dobrze przyjęty, miło mi.


Modlitwa wstawiennicza czyli prochy po chrześcijańsku

Zapisujesz się u braciszków na daną godzinę, idziesz do kościoła, gdzie czekają małe grupki modlitewne. Zgłaszasz się do jednej z nich, oni przeprowadzają z tobą krótki wywiad: jak masz na imię, czy brałeś już kiedyś udział w takiej modlitwie, jaka jest twoja intencja, czy mogą położyć na tobie dłonie oraz czy wiesz czym jest dar języków? No właśnie, co to? Najprościej mówiąc, niektórzy ludzie mają od Boga taką umiejętność, że kiedy się modlą, pod wpływem Ducha Świętego, zaczynają mówić i śpiewać w różnych językach obcych, których normalnie nie znają. Haczyk jest taki, że intencja musi dotyczyć ciebie. Wiem, że to brzmi śmiesznie, wręcz niemożliwie, ale małe przypomnienie, dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Brałam udział w takiej modlitwie kilka razy i działy się ze mną przeróżne rzeczy. Raz ogromny żar wewnątrz, wręcz ogień, potem kobieta, która się nade mną modliła, przeprosiła że tak mocno wbijała we mnie palce. Ja nic nie poczułam, przez te kilkanaście minut, byłam przekonana, że delikatnie trzymała na mnie dłoń. Innym razem, zdrętwiały mi ręce i przycisnęły do siebie mocniej, tak jakbym nie mogła ich od siebie oderwać i dokładnie w tej samej sekundzie, tamci ludzie zaczęli modlić się językami. Byłam też świadkiem tego jak niektórzy pod wpływem Ducha Świętego zaczynali się głośno śmiać, zupełnie bez powodu i bardzo długo nie potrafili przestać. To nie jest zmanipulowany tekst, żeby was omamić i wciągnąć do naszej sekty. To jest moje zupełnie niezależne świadectwo. Osoby, która wyraźnie doświadczyła Boga.

Konferencje

br. Paweł Teperski
Codziennie bierzemy udział w konferencjach czyli mądrzy ludzie opowiadają nam głównie o swoich przeżyciach lub bardziej teoretycznie na temat Boga. Bywają te ciekawsze i te mniej, wiadomo. Jednak mój faworyt od zawsze i na zawsze to brat Paweł Teperski. O właśnie tutaj linkuje wam jedno z jego wystąpień. Szczerze mówiąc, akurat tego nie słuchałam, ale to brat Paweł i w ciemno wiem, że ta konferencja no… musi być po prostu zajebista. Jak Teperski!

To jest charyzma! To jest przekaz! Te słowa cię bombardują! Człowiek szczery do bólu, pełen energii i niesamowicie inteligentny. Chrześcijaństwo ma czasem naprawdę słaby PR, ale on? Poślijcie go wszędzie, bo nie potrafię wyobrazić sobie osoby, której nie zainteresowała jego konferencja. Jej fragmenciki możecie obejrzeć tutaj. Nie będę go dokładnie przytaczać, bo obawiam się, że to spale, po prostu posłuchajcie w wolnej chwili tej podlinkowanej konferencji. Ręczę życiem, że warto.

Jednak nie mogę przemilczeć tego, że bardzo z nim się utożsamiłam. Opowiadał, że często nie potrafi położyć nadziei w Bogu, bo stawia swoje zdanie na pierwszym miejscu, a biorąc wszystko na siebie, już trzy razy popadł w depresję.

Nabożeństwa i Eucharystie

Najpiękniejsze chwile mojego życia. Treści merytoryczne zawsze prezentowane ciekawie, przy pomocy filmików czy scenek, wspaniałe kazania i mnóstwo indywidualnych błogosławieństw. Wszystko w towarzystwie niesamowitego chóru. Szczególnie wieczorem klimat jest niesamowity. Tego nie da się opisać, ale możecie obejrzeć przynajmniej fragmenty na YouTube.

Piątkowe nabożeństwo było prowadzone przez neoprezbiterów i bracia wpadli na naprawdę słodki pomysł – dosłownie. Chcieli, żebyśmy poczuli i posmakowali nieba, więc zrobili nam na czołach krzyżyki z różanego olejku, dając małą paczkę żelków. Tego dnia poczułam w sobie tyle radości, tyle Ducha Świętego. Była już noc, a ja wciąż chciałam śpiewać z rękami w górze. Potem wróciliśmy na pole namiotowe i tam dalej rozkręcaliśmy imprezę. Grałam nawet na bębnie. Ja nie umiem grać na bębnie, wiecie? Ale kogo to obchodzi.

Spotkania w grupach

moja grupa
Codziennie też odbywają się spotkania w grupach. Jesteśmy do nich przydzieleni odgórnie, dyskutujemy o konferencjach, dzielimy się swoimi świadectwami oraz gramy w różne zabawy integracyjne. W tym roku miałam wyjątkowo fajną grupę i animatorkę. Pozdrawiam, w szczególności Marcina, który chce zostać kapucynem, ale wtedy musiałby się wyrzec wszystkich swoich ukochanych włoskich butów. A za rok ja zostanę animatorką choćby nie wiem co! Nie chcę być już jednym z szarych uczestników, chciałabym mieć swój wkład w to czynienie radości. 

Moja droga

Przyjechałam spragniona i sfrustrowana kołem, jakie zatacza moja wiara. Pierwszego dnia rozdawano nam opaski z cytatami z Pisma Świętego, w gestii udowodnienia, że w życiu nie ma przypadków.

„Przystąpcie bliżej do Boga,
to i on przybliży się do Was.” (Jk 4,8)

Uderzyło mnie to, bo pasowało idealnie do mojej sytuacji, tego że nie odczuwałam obecności Boga. Oczywiście próbowałam sobie to wytłumaczyć tak, że pewnie fragmenty są uniwersalne i pasowałyby do każdego, ale po przeczytaniu innych, okazało się, że wcale tak nie jest. Nie trafiłam też na nikogo z tym samym cytatem co ja, więc było ich sporo, a jednak dostałam właśnie ten. Poczułam się jak kretynka, przy której stoi Jezus, macha jej przed oczami, trzęsie za ramiona, a ona udaje, że go nie ma.

We wtorek udałam się na modlitwę wstawienniczą. Po raz pierwszy na niej nie płakałam. Dostałam cytat:

"Synu, daj mi swe serce
dróg moich niech strzegą twe oczy" (Prz 23,26)

Wstałam, kiedy jedna z tamtych dziewczyn zapisywała mi werset na obrazku. Już miałam odchodzić kiedy powiedziała:

- Szczególnie czułam, że Bóg chce ci powiedzieć: kocham cię, moje dziecko. Wiesz co, zapiszę ci to też.

Momentalnie napłynęły mi łzy do oczu. Tak nagle. W jednym momencie poczułam się podła jak nigdy. Wcześniej, myśląc o swojej relacji z Bogiem myślałam tylko o sobie, o tym, że tracę, będąc daleko od Pana. Wtedy zmieniłam punkt widzenia, jak to musi boleć, kiedy ktoś wciąż się od ciebie odwraca? Przecież ja tak lubię pomagać ludziom, jak mogłam tak krzywdzić kogoś, kto mnie kocha? Poczułam się jak najgorsze dziecko na świecie.

Cała środa była z bratem Pawłem. Myślałam o tym, że zawsze polegam na sobie, że nie modlę się o to, żeby coś mi się powiodło i za każdym razem przestaję wierzyć, bo szukam sobie na siłę wytłumaczeń na wszystko, argumentów, że Bóg nie istnieje, pomimo że miałam tak jednoznaczne doświadczenia z nim!

Wieczorem była spowiedź, na którą bardzo czekałam. Pragnęłam tego niesamowicie. Po usłyszeniu mojej całej opowieści, o tym jak odchodzę i wracam, brat powiedział, że jest dalszy ciąg przypowieść o synu marnotrawnym, gdzie syn znowu odchodzi, znowu wraca i tak aż do śmierci, kiedy ledwo udaje mu się dotrzeć do domu i  jeżeli te wszystkie oddalenia uświadomiły mi, jak bardzo potrzebuję Boga to były tego warte.

Potem wysłałam mojemu koledze sms o treści: „Byłam u spowiedzi iiii jestem mega szczęśliwa”. Dostał go siedem razy. Ja nic nie mówię, ale wiecie, że to boska liczba, oznaczająca zupełność?

Nabożeństwo czwartkowe trwało wyjątkowo aż do drugiej w nocy, bo dostawaliśmy świeczki, z którymi szliśmy wszyscy do błogosławieństwa, a następnie wpisać swoje imię i nazwisko do świętej księgi. To było po prostu piękne.

W piątek znowu udałam się na modlitwę wstawienniczą, powiedziano mi, że Bóg chce mi przekazać, żebym słuchała go z większą pokorą czyli dokładnie to, o czym rozmyślałam przez ostatnie dwa dni. Dokładnie o tym.

Jak już wspominałam wcześniej, piątkowe nabożeństwo było naprawdę magiczne, dosłownie Duch Święty wisiał w powietrzu.


No i wszystko zakończyło się w sobotę. Z perspektywy czasu, w porównaniu z moim pierwszym Wołczynem, widzę ogromną przepaść. Zmieniłam się niesamowicie, dorosłam. Moje oczekiwania wobec spotkania były zupełnie inne, zrozumiałam 1 000% więcej niż za pierwszym razem. Wiem już, że można się wymądrzać i opowiadać jakim to jest się panem swojego życia, a jak przychodzi co do czego, w obliczu Boga, szczęki opadają i wszystko staje się jasne. Wiem też, że nie da się jechać na samych emocjach, wiara to rozum, więc tak, świadomie wybieram Boga i poświęcenia jakie są z tym związane.


Nie bój się

Może po przeczytaniu tego wszystkiego coś cię tknęło. Może brakuje ci czegoś w życiu, ale nie wiesz czego. Ja zawsze byłam otwarta na nowe doświadczenia, więc nie czułam presji, że ktoś może mnie wyśmiać, bo przecież panuje przeświadczenie, że chrześcijaństwo jest passe, ale wiem, że to może hamować wielu z was przed takim spotkaniem i wcale się nie dziwię, bo rówieśnicy potrafią być naprawdę wredni. Jednak pojedź tam, nie z zamiarem koniecznego nawrócenia, bo nikt nie będzie cię zmuszał do wiary. Pokażemy ci po prostu jak jest. Nie chcesz przekonać się tego na własnej skórze? A może po prostu pójdź do kościoła i otwórz się na działanie Boga, odciąż swoje barki i daj jemu cię poprowadzić, słuchaj, bo naprawdę jest kogo. Wierzę w to.

Jeżeli potrzebujesz rozmowy to wal do mnie w dym, jakiekolwiek jest twoje nastawienie, bo służę pomocą: ask, gochat, fejs.

Dziękuję!

Braciszkowie, jesteście po prostu kochani! Nie wiem co bym bez was zrobiła, słowa nie wyrażą mojej wdzięczności. Pamiętam w modlitwie. 

I znowu piszę w pośpiechu! Czekajcie jeszcze na część trzecią, będzie bonus track! 

niedziela, 20 lipca 2014

Jezus Cię kocha! cz. 1

A więc jestem! Wczoraj wróciłam ze Spotkania Młodych w Wołczynie pt. „Żyj Nadzieją!”. Tak, dobrze zrozumieliście, jest to spotkanie młodzieży chrześcijańskiej. Tak, modliłam się CALUTKI TYDZIEŃ. Tak, było po prostu bajecznie i niech nikt z was nie doszukuje się w tym cienia sarkazmu.

W kilku słowach wstępu, tak żebyście zrozumieli moją dalszą opowieść, wytłumaczę wam jak tam trafiłam i o co w tym wszystkim chodzi. To będzie długa notka, przepraszam, ale dotrwajcie do końca, bo warto. Bardzo mi na tym zależy.

W życiu nie ma przypadków

Po raz pierwszy pojechałam do Wołczyna dwa lata temu. Dowiedziałam się o nim od kapucynów, którzy przyjechali do nas na rekolekcje, już wtedy poczułam bijącą od nich niesztampowość. Ostatecznie namówiły mnie koleżanki. Miałam niespełna 15 lat i nijak obchodził mnie Bóg. Zwyczajnie nie miałam żadnych dylematów, czasem szło się do kościoła, czasem nie. Wtedy cała ubierałam się na czarno, nosiłam glany i pieszczochy. Znacie to na pewno, a połowa z was też przez to przechodziła lub nadal siedzi w klimacie. Tego roku na Wołczynie grała Luxtorpeda i koncert tego zespołu był moją jedyną motywacją oraz oczekiwaniem wobec całego spotkania.

Pojechałam i coś poczułam. Niewiele rozumiałam, nie wszystkiego słuchałam, ale chociaż poczułam. Na początku chodziłam do kościoła regularnie, ale z czasem to wszystko się rozpłynęło i zostało jedynie wspomnienie o magicznych doświadczeniach. Przyświecała mi myśl, że nawet jeżeli Boga nie ma to Bogiem mogę nazwać atmosferę, która panuje na tym spotkaniu. Kolejnego roku przyjechałam jako osoba niewierząca, ale jednak przyjechałam, bo nie mogłam się doczekać, aż znowu będę mogła poczuć to „coś”. Liczyłam, że odnajdę odpowiedzi na nurtujące mnie wątpliwości.

Uwierzyłam, a potem odjechałam i z upływem czasu, jak ostatnia kretynka, znowu pozwoliłam się temu zawalić! ZNO-WU. W tym roku, już trzeci raz, pojawiłam się tam przekonana o istnieniu Boga, ale bezradna, niepotrafiąca pielęgnować wiary. I o to teraz jestem, bogatsza w wiedzę i Ducha Świętego. Zrozumiałam, że w życiu nie ma przypadków.

Z czym to się je?

konferansjerzy w akcji na otwarciu spotkania
Spotkanie młodych w Wołczynie to coroczny zjazd młodzieży chrześcijańskiej, trwający od poniedziałku do soboty. Wpłacamy 50 zł, dostajemy identyfikatorek, śpimy pod namiotami, myjemy się w korytku (jak na Woodstocku, ha!) i ogólnie mówiąc – radujemy się! Ach, no i w ten tydzień wyrabiamy całoroczną normę chodzenia do Biedronki. Nie żartuję. Typowy dzień (o ile cokolwiek na Wołczynie może być typowe) mniej więcej wygląda tak, że rano, pod wodzą konferansjerów śmieszków robimy jakieś dziwne wygibasy na rozgrzewkę, modlitwa poranna, dwie konferencje z gośćmi, często są to świadectwa, spotkanie w grupach, wieczorem koncert, a na koniec nabożeństwo. To nie brzmi zachęcająco, ale proszę nie wyłączać odbiorników, bo przybliżę wszystko po kolei!

Ale najpierw…

Trochę o najukochańszych braciszkach kapucynach!

Ja jestem całkiem szalona, serio, ale oni, ci goście, oni mnie przerastają! Mamy w głowach utrwalony obraz osoby duchownej jako takiej, która udaje obraz wszelkich cnót i tylko szuka poklasku. Bracia kapucyni są tego zupełnym przeciwieństwem. Ich uśmiech ma w sobie tyle miłości, czystej radości, do tego są niesamowicie pracowici i zabawni. Dostali to wszystko od Boga i dalej przekazują to nam. Dlatego właśnie atmosfera na Wołczynie jest tak wyjątkowa. Tam zacierają się granice między ludźmi. Wszyscy śpiewają, tańczą i cieszą się. Bracia w swoich brązowych habitach i sandałach wbijają na scenę i grają rocka albo pajacują przed nami, tańcząc i rzucając śmiesznymi tekstami. Nie tworzą żadnego dystansu, nie robią z siebie żadnych sztucznych świętości. Są ZAWSZE dla ludzi. Ja w tym roku robiłam pogo z kapucynami, czaicie? Żeby było tego mało, robiłam pogo z SIOSTRAMI ZAKONNYMI! Prawdziwe pogo. Widzieliście kiedyś coś takiego?

Kościół tworzą ludzie

Tam wszyscy są tak sympatyczni. W głupiej kolejce do korytka możesz do kogoś zagadać i rozmawiać z nim, jakbyście znali się od zawsze. Na jednym z nabożeństw bracia kazali nam się przemieszać, a potem opowiedzieć osobie obok jak się tutaj znaleźliśmy. Niektórzy płakali. Cudownie jest tak podchodzić do ludzi bez uprzedzeń i nigdy nie bać się odrzucenia, bo wiemy, że otrzymamy zrozumienie. A wiecie co robimy na znak pokoju? Przytulamy się! Oczywiście nie myślcie sobie, że jadą tam tylko tacy, którzy wyleżeli krzyżem regulaminowe siedemdziesiąt siedem godzin. Mnóstwo osób tam jest poszukująca lub nawet niewierząca. To nie ważne, kochamy wszystkich równie mocno.

Spowiedź

spowiedź
Uroczysta spowiedź odbywa się w środę, ale tak naprawdę przez cały tydzień, kiedy tylko chcesz, możesz złapać któregoś brata i go poprosić. To jest coś niesamowitego. Po prostu siadasz sobie z nim twarzą w twarz i mówisz. Mówisz to, co trudno ci przyznać nawet przed samym sobą. Bez jakiś śmiesznych formułek. Prosto z serca. Wiesz, że nie zostaniesz potępiony, czujesz ten ogrom zrozumienia i życzliwości. To jak rozmowa z najlepszym przyjacielem na świecie. W jednym momencie wszystko puszcza, choć wcześniej nie sądziłeś nawet, że byłeś aż tak przytłoczony swoim życiem, zaczynasz płakać. Wszyscy płaczą. To nic, bo braciszkowie mają chusteczki.


Koncerty

koncert Armii
O tegorocznych koncertach za wiele nie powiem, bo na wszystkich siedziałam w białym namiocie, gdzie z pomocą brata Michała, w tym czasie odbywały się dodatkowe, żywe dyskusje między uczestnikami. Jedynym, na którym byłam to występ Kapeli czyli zespołu kapucynów (czujecie tę grę słów, hę?) i naprawdę się ubawiłam. Współbracia porobili kolorowe transparenty z napisami „lovciam Kepelę” albo „Kapela jest the best”.


Co roku jest jeden taki największy koncert i tak jak kiedyś mnie przyciągnęła Luxtorpeda, tym razem była to Armia. Przez cały tydzień bawimy się do rapu, poprzez reggae, na rocku i metalu kończąc. Jak jest rap to wszyscy się bujamy, a jak metal to pogo na całego. Nie ma nudy, jakby to się mogło wydawać na spotkaniu chrześcijańskim. 


Uff! Dobrnęliście do końca? To w takim razie zapraszam na część drugą, bo to dopiero przedsmak! Wybaczcie  ewentualne niedociągnięcia, ale mam tyle do powiedzenia, a piszę w pośpiechu.

Pozwoliłam sobie pożyczyć zdjęcia ze strony spotkania, mam nadzieję, że nikt nie będzie na mnie zły, w końcu to dla dobra Królestwa Bożego. Tym razem szczególnie proszę o pytania na asku, można się umawiać na gochat, zwyczajowo czekam na waszą reakcję również na fejsie. Piszcie z wszelkimi wątpliwościami, nie ma głupich pytań.

piątek, 4 lipca 2014

Widziałaś tego cudoka, Halinka?







Tydzień temu przefarbowałam włosy na fioletowo. Chciałam, żeby to był najfioletowszy fioletowy jaki tylko może. I jest. I dobrze mi z tym.

Od dawna fascynują mnie kolczyki, tatuaże i oryginalne fryzury. Co najmniej od dwóch lat marzyłam o tak odważnym kolorze włosów. Jestem bardzo stabilna w uczuciach, rozważna i zdecydowana w podejmowaniu decyzji, dlatego uwielbiam takie modyfikacje wyglądu. Dają mi dawkę tego bezpiecznego ryzyka. Dodatkowo, jeżeli czegoś chcę, jeżeli coś sobie postanowię, idę prosto do celu. Moje włosy są na to podwójnym dowodem, ponieważ jest to nagroda, którą ustanowiłam sobie za zrzucenie sześciu kilogramów, czyli pokonanie mojego największego diabła. Mam nadzieję wspomnieć o tym szerzej w najbliższym czasie, bo naprawdę jest o czym.

Wiecie jaką ludzie robią minę, gdy mówicie im, że idziecie farbować włosy na fioletowo? Prześmieszną! Takie zdziwione gały. WSZYSCY. Po fakcie to już bywa różnie. Nie powiem, niektórym się podoba, spotkałam się z wieloma pozytywnymi reakcjami. Jednak często i gęsto trzeba być przygotowanym szczególnie na te negatywne. Ja chciałam tego niezależnie od efektu. Wolałam zaryzykować i sprawdzić jak będzie, niż nigdy nie zrealizować swojego pragnienia. Zresztą to tylko włosy.

Bardziej negatywne reakcje dotyczą mojego tunelu. Mały, bo mały, ale dziura na wylot całkiem widoczna. Często jest tak, że ludzie zauważając go, zmieszani napomkną „no wiesz, NIE OBRAŹ SIĘ, ale mi OSOBIŚCIE… no TAK ŚREDNIO się to podoba…”. Proszę was, miejcie jaja, bo ja mam. Nie wstydźcie się swojej opinii. Byłabym naiwna, oczekując powszechnego poklasku dla mojej fryzury, wszystkich obecnych i przyszłych kolczyków oraz planowanych tatuaży. Zdaję sobie z tego sprawę i nie uraża mnie to ani trochę. Hej, tobie nie podoba się mój tunel, a mi twoje buty, ale jakkolwiek szkaradne będą, nie obchodzi mnie to. Nie wstydzę się z tobą wyjść na ulicę, bo jesteś fajny i cieszę się, że masz buty, które ci się podobają.                                                                                                                                                           
Ty decydujesz o tym jak odbierają cię inni. Sygnalizujesz to swoją postawą. Wystarczy odrobina nieskrywanej pewności siebie i dostajesz od ludzi podświadome przyzwolenie społeczne na więcej niż inni. Nie ważne co, ale kto i jak. Rozumiesz? Taka trusia, która nie ma żadnych znajomych i nikt jej nie lubi, cokolwiek powie, zawsze na nią krzywo spojrzą, zawsze wyśmieją jak się wychyli, a ten najfajniejszy może zrobić coś totalnie odklejonego od normy i wszyscy zapragną tego samego. Wcale nie dlatego, że ma fajniejsze pomysły. Po prostu on wierzy w to, że jest fajny.

Uwielbiam odważne modyfikacje ciała i bronię przed innymi takie osoby, jeżeli w parze idzie zdrowy rozsądek. Zabiegi zawsze powinno przeprowadzać się u profesjonalistów i stosować się do ich zaleceń. Trzeba również uważać, aby nie przekroczyć cienkiej linii pomiędzy wyrażaniem siebie, a zasłanianiem się.

Inną kwestią jest uzależnienie od czasu i miejsca. Świat się zmienia i na szczęście wraz z nim podejście pracodawców, ale są takie zawody, gdzie kategorycznie ludzie o wyzywającym wyglądzie nie pasują i trzeba to respektować, chodzi na przykład o pracowników administracji. W przypadku moich rówieśników i osób jeszcze młodszych, sądzę że powinniśmy uszanować wolę naszych rodziców. Moi pozwolą mi zrobić sobie kolczyk na twarzy dopiero po ukończeniu osiemnastego roku życia, pomimo że truję im o tym od lat. To dobre podejście, pewien kompromis, bo ani trochę nie podobają im się takie rzeczy, ale wiedzą, że mogą mi zaufać, stawiając takie ultimatum. Zrobię to i tak, ale bez problemu poczekam i dzięki temu moja decyzja będzie przemyślana. Przecież wszystko jest dla ludzi, ale świadomych ludzi i w swoim czasie.
Podsumowując! Jeżeli nie lubisz się wyróżniać z tłumu, wszystko w porządku, tacy też są potrzebni, a jeśli w skrytości serca marzy ci się szalony kolor na włosach, tatuaż czy kolczyk, ale bardzo przejmujesz się opinią innych, nie rób niczego pochopnie, bo kolejny tydzień możesz spędzić na płaczu. Jeśli lubisz ryzykować, masz gdzieś co sobie pomyślą ludzie oraz zdajesz sobie sprawę, że coś może wyglądać nie tak jak chciałeś to go for it, ale pewnie nawet nie muszę cię do tego namawiać. Natomiast zachęcam wszystkich do pracy nad sobą i to nie tylko pod tym względem. W obie strony i na wielu płaszczyznach. Bądźmy tolerancyjni dla innych, starajmy się wyciągnąć z nich co najlepsze i najważniejsze oraz nie bójmy się mieć własnego zdania i własnych upodobań. Nie oglądajmy się wiecznie na innych, sprawmy aby oni wpatrywali się w nas. 

I pamiętajcie: "tylko wariaci są coś warci"!
Gorąco zachęcam do zadawania pytań na asku, komentowania czy pisania do mnie na fejsie, dajcie znać co sądzicie, każda wskazówka jest dla mnie ważna. Nie zapomnijcie też udostępnić znajomym, jeżeli wam się podoba :)