niedziela, 20 lipca 2014

Jezus Cię kocha! cz. 1

A więc jestem! Wczoraj wróciłam ze Spotkania Młodych w Wołczynie pt. „Żyj Nadzieją!”. Tak, dobrze zrozumieliście, jest to spotkanie młodzieży chrześcijańskiej. Tak, modliłam się CALUTKI TYDZIEŃ. Tak, było po prostu bajecznie i niech nikt z was nie doszukuje się w tym cienia sarkazmu.

W kilku słowach wstępu, tak żebyście zrozumieli moją dalszą opowieść, wytłumaczę wam jak tam trafiłam i o co w tym wszystkim chodzi. To będzie długa notka, przepraszam, ale dotrwajcie do końca, bo warto. Bardzo mi na tym zależy.

W życiu nie ma przypadków

Po raz pierwszy pojechałam do Wołczyna dwa lata temu. Dowiedziałam się o nim od kapucynów, którzy przyjechali do nas na rekolekcje, już wtedy poczułam bijącą od nich niesztampowość. Ostatecznie namówiły mnie koleżanki. Miałam niespełna 15 lat i nijak obchodził mnie Bóg. Zwyczajnie nie miałam żadnych dylematów, czasem szło się do kościoła, czasem nie. Wtedy cała ubierałam się na czarno, nosiłam glany i pieszczochy. Znacie to na pewno, a połowa z was też przez to przechodziła lub nadal siedzi w klimacie. Tego roku na Wołczynie grała Luxtorpeda i koncert tego zespołu był moją jedyną motywacją oraz oczekiwaniem wobec całego spotkania.

Pojechałam i coś poczułam. Niewiele rozumiałam, nie wszystkiego słuchałam, ale chociaż poczułam. Na początku chodziłam do kościoła regularnie, ale z czasem to wszystko się rozpłynęło i zostało jedynie wspomnienie o magicznych doświadczeniach. Przyświecała mi myśl, że nawet jeżeli Boga nie ma to Bogiem mogę nazwać atmosferę, która panuje na tym spotkaniu. Kolejnego roku przyjechałam jako osoba niewierząca, ale jednak przyjechałam, bo nie mogłam się doczekać, aż znowu będę mogła poczuć to „coś”. Liczyłam, że odnajdę odpowiedzi na nurtujące mnie wątpliwości.

Uwierzyłam, a potem odjechałam i z upływem czasu, jak ostatnia kretynka, znowu pozwoliłam się temu zawalić! ZNO-WU. W tym roku, już trzeci raz, pojawiłam się tam przekonana o istnieniu Boga, ale bezradna, niepotrafiąca pielęgnować wiary. I o to teraz jestem, bogatsza w wiedzę i Ducha Świętego. Zrozumiałam, że w życiu nie ma przypadków.

Z czym to się je?

konferansjerzy w akcji na otwarciu spotkania
Spotkanie młodych w Wołczynie to coroczny zjazd młodzieży chrześcijańskiej, trwający od poniedziałku do soboty. Wpłacamy 50 zł, dostajemy identyfikatorek, śpimy pod namiotami, myjemy się w korytku (jak na Woodstocku, ha!) i ogólnie mówiąc – radujemy się! Ach, no i w ten tydzień wyrabiamy całoroczną normę chodzenia do Biedronki. Nie żartuję. Typowy dzień (o ile cokolwiek na Wołczynie może być typowe) mniej więcej wygląda tak, że rano, pod wodzą konferansjerów śmieszków robimy jakieś dziwne wygibasy na rozgrzewkę, modlitwa poranna, dwie konferencje z gośćmi, często są to świadectwa, spotkanie w grupach, wieczorem koncert, a na koniec nabożeństwo. To nie brzmi zachęcająco, ale proszę nie wyłączać odbiorników, bo przybliżę wszystko po kolei!

Ale najpierw…

Trochę o najukochańszych braciszkach kapucynach!

Ja jestem całkiem szalona, serio, ale oni, ci goście, oni mnie przerastają! Mamy w głowach utrwalony obraz osoby duchownej jako takiej, która udaje obraz wszelkich cnót i tylko szuka poklasku. Bracia kapucyni są tego zupełnym przeciwieństwem. Ich uśmiech ma w sobie tyle miłości, czystej radości, do tego są niesamowicie pracowici i zabawni. Dostali to wszystko od Boga i dalej przekazują to nam. Dlatego właśnie atmosfera na Wołczynie jest tak wyjątkowa. Tam zacierają się granice między ludźmi. Wszyscy śpiewają, tańczą i cieszą się. Bracia w swoich brązowych habitach i sandałach wbijają na scenę i grają rocka albo pajacują przed nami, tańcząc i rzucając śmiesznymi tekstami. Nie tworzą żadnego dystansu, nie robią z siebie żadnych sztucznych świętości. Są ZAWSZE dla ludzi. Ja w tym roku robiłam pogo z kapucynami, czaicie? Żeby było tego mało, robiłam pogo z SIOSTRAMI ZAKONNYMI! Prawdziwe pogo. Widzieliście kiedyś coś takiego?

Kościół tworzą ludzie

Tam wszyscy są tak sympatyczni. W głupiej kolejce do korytka możesz do kogoś zagadać i rozmawiać z nim, jakbyście znali się od zawsze. Na jednym z nabożeństw bracia kazali nam się przemieszać, a potem opowiedzieć osobie obok jak się tutaj znaleźliśmy. Niektórzy płakali. Cudownie jest tak podchodzić do ludzi bez uprzedzeń i nigdy nie bać się odrzucenia, bo wiemy, że otrzymamy zrozumienie. A wiecie co robimy na znak pokoju? Przytulamy się! Oczywiście nie myślcie sobie, że jadą tam tylko tacy, którzy wyleżeli krzyżem regulaminowe siedemdziesiąt siedem godzin. Mnóstwo osób tam jest poszukująca lub nawet niewierząca. To nie ważne, kochamy wszystkich równie mocno.

Spowiedź

spowiedź
Uroczysta spowiedź odbywa się w środę, ale tak naprawdę przez cały tydzień, kiedy tylko chcesz, możesz złapać któregoś brata i go poprosić. To jest coś niesamowitego. Po prostu siadasz sobie z nim twarzą w twarz i mówisz. Mówisz to, co trudno ci przyznać nawet przed samym sobą. Bez jakiś śmiesznych formułek. Prosto z serca. Wiesz, że nie zostaniesz potępiony, czujesz ten ogrom zrozumienia i życzliwości. To jak rozmowa z najlepszym przyjacielem na świecie. W jednym momencie wszystko puszcza, choć wcześniej nie sądziłeś nawet, że byłeś aż tak przytłoczony swoim życiem, zaczynasz płakać. Wszyscy płaczą. To nic, bo braciszkowie mają chusteczki.


Koncerty

koncert Armii
O tegorocznych koncertach za wiele nie powiem, bo na wszystkich siedziałam w białym namiocie, gdzie z pomocą brata Michała, w tym czasie odbywały się dodatkowe, żywe dyskusje między uczestnikami. Jedynym, na którym byłam to występ Kapeli czyli zespołu kapucynów (czujecie tę grę słów, hę?) i naprawdę się ubawiłam. Współbracia porobili kolorowe transparenty z napisami „lovciam Kepelę” albo „Kapela jest the best”.


Co roku jest jeden taki największy koncert i tak jak kiedyś mnie przyciągnęła Luxtorpeda, tym razem była to Armia. Przez cały tydzień bawimy się do rapu, poprzez reggae, na rocku i metalu kończąc. Jak jest rap to wszyscy się bujamy, a jak metal to pogo na całego. Nie ma nudy, jakby to się mogło wydawać na spotkaniu chrześcijańskim. 


Uff! Dobrnęliście do końca? To w takim razie zapraszam na część drugą, bo to dopiero przedsmak! Wybaczcie  ewentualne niedociągnięcia, ale mam tyle do powiedzenia, a piszę w pośpiechu.

Pozwoliłam sobie pożyczyć zdjęcia ze strony spotkania, mam nadzieję, że nikt nie będzie na mnie zły, w końcu to dla dobra Królestwa Bożego. Tym razem szczególnie proszę o pytania na asku, można się umawiać na gochat, zwyczajowo czekam na waszą reakcję również na fejsie. Piszcie z wszelkimi wątpliwościami, nie ma głupich pytań.

3 komentarze:

  1. ale miło na Ciebie trafić! :) Też byłam w tym roku, i rok temu i dwa lata temu ;) Też co nieco podzieliłam się u mnie na blogu o wołczyńskich przeżyciach ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, że podzieliłaś się z Nami swoimi przeżyciami. Przyjemnie się czytało :). Nie powinniśmy bać się mówić o Bogu w życiu codzinnym. Choć do odważnych osób nie należę to zawsze żyję w zgodzie ze sobą (nie potrafię udawać i też nie chcę, że jestem kimś innym). Staram się być zawsze autentyczna w tym co robię, by dana osoba polubiła prawdziwą mnie, a nie kogoś kim nie jestem. Kończąc podsumuję to wszystko cytatem: "Lepiej być nienawidzonym za to kim się jest, niż być kochanym za to, kim się nie jest." André Gide

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń