poniedziałek, 21 lipca 2014

Jezus Cię kocha! cz. 2

Jesteśmy w kapucyńskim klimacie, więc przywitam się też po kapucyńsku - pokój i dobro!

Pomimo moich obaw, wczorajszy wpis został bardzo dobrze przyjęty, miło mi.


Modlitwa wstawiennicza czyli prochy po chrześcijańsku

Zapisujesz się u braciszków na daną godzinę, idziesz do kościoła, gdzie czekają małe grupki modlitewne. Zgłaszasz się do jednej z nich, oni przeprowadzają z tobą krótki wywiad: jak masz na imię, czy brałeś już kiedyś udział w takiej modlitwie, jaka jest twoja intencja, czy mogą położyć na tobie dłonie oraz czy wiesz czym jest dar języków? No właśnie, co to? Najprościej mówiąc, niektórzy ludzie mają od Boga taką umiejętność, że kiedy się modlą, pod wpływem Ducha Świętego, zaczynają mówić i śpiewać w różnych językach obcych, których normalnie nie znają. Haczyk jest taki, że intencja musi dotyczyć ciebie. Wiem, że to brzmi śmiesznie, wręcz niemożliwie, ale małe przypomnienie, dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Brałam udział w takiej modlitwie kilka razy i działy się ze mną przeróżne rzeczy. Raz ogromny żar wewnątrz, wręcz ogień, potem kobieta, która się nade mną modliła, przeprosiła że tak mocno wbijała we mnie palce. Ja nic nie poczułam, przez te kilkanaście minut, byłam przekonana, że delikatnie trzymała na mnie dłoń. Innym razem, zdrętwiały mi ręce i przycisnęły do siebie mocniej, tak jakbym nie mogła ich od siebie oderwać i dokładnie w tej samej sekundzie, tamci ludzie zaczęli modlić się językami. Byłam też świadkiem tego jak niektórzy pod wpływem Ducha Świętego zaczynali się głośno śmiać, zupełnie bez powodu i bardzo długo nie potrafili przestać. To nie jest zmanipulowany tekst, żeby was omamić i wciągnąć do naszej sekty. To jest moje zupełnie niezależne świadectwo. Osoby, która wyraźnie doświadczyła Boga.

Konferencje

br. Paweł Teperski
Codziennie bierzemy udział w konferencjach czyli mądrzy ludzie opowiadają nam głównie o swoich przeżyciach lub bardziej teoretycznie na temat Boga. Bywają te ciekawsze i te mniej, wiadomo. Jednak mój faworyt od zawsze i na zawsze to brat Paweł Teperski. O właśnie tutaj linkuje wam jedno z jego wystąpień. Szczerze mówiąc, akurat tego nie słuchałam, ale to brat Paweł i w ciemno wiem, że ta konferencja no… musi być po prostu zajebista. Jak Teperski!

To jest charyzma! To jest przekaz! Te słowa cię bombardują! Człowiek szczery do bólu, pełen energii i niesamowicie inteligentny. Chrześcijaństwo ma czasem naprawdę słaby PR, ale on? Poślijcie go wszędzie, bo nie potrafię wyobrazić sobie osoby, której nie zainteresowała jego konferencja. Jej fragmenciki możecie obejrzeć tutaj. Nie będę go dokładnie przytaczać, bo obawiam się, że to spale, po prostu posłuchajcie w wolnej chwili tej podlinkowanej konferencji. Ręczę życiem, że warto.

Jednak nie mogę przemilczeć tego, że bardzo z nim się utożsamiłam. Opowiadał, że często nie potrafi położyć nadziei w Bogu, bo stawia swoje zdanie na pierwszym miejscu, a biorąc wszystko na siebie, już trzy razy popadł w depresję.

Nabożeństwa i Eucharystie

Najpiękniejsze chwile mojego życia. Treści merytoryczne zawsze prezentowane ciekawie, przy pomocy filmików czy scenek, wspaniałe kazania i mnóstwo indywidualnych błogosławieństw. Wszystko w towarzystwie niesamowitego chóru. Szczególnie wieczorem klimat jest niesamowity. Tego nie da się opisać, ale możecie obejrzeć przynajmniej fragmenty na YouTube.

Piątkowe nabożeństwo było prowadzone przez neoprezbiterów i bracia wpadli na naprawdę słodki pomysł – dosłownie. Chcieli, żebyśmy poczuli i posmakowali nieba, więc zrobili nam na czołach krzyżyki z różanego olejku, dając małą paczkę żelków. Tego dnia poczułam w sobie tyle radości, tyle Ducha Świętego. Była już noc, a ja wciąż chciałam śpiewać z rękami w górze. Potem wróciliśmy na pole namiotowe i tam dalej rozkręcaliśmy imprezę. Grałam nawet na bębnie. Ja nie umiem grać na bębnie, wiecie? Ale kogo to obchodzi.

Spotkania w grupach

moja grupa
Codziennie też odbywają się spotkania w grupach. Jesteśmy do nich przydzieleni odgórnie, dyskutujemy o konferencjach, dzielimy się swoimi świadectwami oraz gramy w różne zabawy integracyjne. W tym roku miałam wyjątkowo fajną grupę i animatorkę. Pozdrawiam, w szczególności Marcina, który chce zostać kapucynem, ale wtedy musiałby się wyrzec wszystkich swoich ukochanych włoskich butów. A za rok ja zostanę animatorką choćby nie wiem co! Nie chcę być już jednym z szarych uczestników, chciałabym mieć swój wkład w to czynienie radości. 

Moja droga

Przyjechałam spragniona i sfrustrowana kołem, jakie zatacza moja wiara. Pierwszego dnia rozdawano nam opaski z cytatami z Pisma Świętego, w gestii udowodnienia, że w życiu nie ma przypadków.

„Przystąpcie bliżej do Boga,
to i on przybliży się do Was.” (Jk 4,8)

Uderzyło mnie to, bo pasowało idealnie do mojej sytuacji, tego że nie odczuwałam obecności Boga. Oczywiście próbowałam sobie to wytłumaczyć tak, że pewnie fragmenty są uniwersalne i pasowałyby do każdego, ale po przeczytaniu innych, okazało się, że wcale tak nie jest. Nie trafiłam też na nikogo z tym samym cytatem co ja, więc było ich sporo, a jednak dostałam właśnie ten. Poczułam się jak kretynka, przy której stoi Jezus, macha jej przed oczami, trzęsie za ramiona, a ona udaje, że go nie ma.

We wtorek udałam się na modlitwę wstawienniczą. Po raz pierwszy na niej nie płakałam. Dostałam cytat:

"Synu, daj mi swe serce
dróg moich niech strzegą twe oczy" (Prz 23,26)

Wstałam, kiedy jedna z tamtych dziewczyn zapisywała mi werset na obrazku. Już miałam odchodzić kiedy powiedziała:

- Szczególnie czułam, że Bóg chce ci powiedzieć: kocham cię, moje dziecko. Wiesz co, zapiszę ci to też.

Momentalnie napłynęły mi łzy do oczu. Tak nagle. W jednym momencie poczułam się podła jak nigdy. Wcześniej, myśląc o swojej relacji z Bogiem myślałam tylko o sobie, o tym, że tracę, będąc daleko od Pana. Wtedy zmieniłam punkt widzenia, jak to musi boleć, kiedy ktoś wciąż się od ciebie odwraca? Przecież ja tak lubię pomagać ludziom, jak mogłam tak krzywdzić kogoś, kto mnie kocha? Poczułam się jak najgorsze dziecko na świecie.

Cała środa była z bratem Pawłem. Myślałam o tym, że zawsze polegam na sobie, że nie modlę się o to, żeby coś mi się powiodło i za każdym razem przestaję wierzyć, bo szukam sobie na siłę wytłumaczeń na wszystko, argumentów, że Bóg nie istnieje, pomimo że miałam tak jednoznaczne doświadczenia z nim!

Wieczorem była spowiedź, na którą bardzo czekałam. Pragnęłam tego niesamowicie. Po usłyszeniu mojej całej opowieści, o tym jak odchodzę i wracam, brat powiedział, że jest dalszy ciąg przypowieść o synu marnotrawnym, gdzie syn znowu odchodzi, znowu wraca i tak aż do śmierci, kiedy ledwo udaje mu się dotrzeć do domu i  jeżeli te wszystkie oddalenia uświadomiły mi, jak bardzo potrzebuję Boga to były tego warte.

Potem wysłałam mojemu koledze sms o treści: „Byłam u spowiedzi iiii jestem mega szczęśliwa”. Dostał go siedem razy. Ja nic nie mówię, ale wiecie, że to boska liczba, oznaczająca zupełność?

Nabożeństwo czwartkowe trwało wyjątkowo aż do drugiej w nocy, bo dostawaliśmy świeczki, z którymi szliśmy wszyscy do błogosławieństwa, a następnie wpisać swoje imię i nazwisko do świętej księgi. To było po prostu piękne.

W piątek znowu udałam się na modlitwę wstawienniczą, powiedziano mi, że Bóg chce mi przekazać, żebym słuchała go z większą pokorą czyli dokładnie to, o czym rozmyślałam przez ostatnie dwa dni. Dokładnie o tym.

Jak już wspominałam wcześniej, piątkowe nabożeństwo było naprawdę magiczne, dosłownie Duch Święty wisiał w powietrzu.


No i wszystko zakończyło się w sobotę. Z perspektywy czasu, w porównaniu z moim pierwszym Wołczynem, widzę ogromną przepaść. Zmieniłam się niesamowicie, dorosłam. Moje oczekiwania wobec spotkania były zupełnie inne, zrozumiałam 1 000% więcej niż za pierwszym razem. Wiem już, że można się wymądrzać i opowiadać jakim to jest się panem swojego życia, a jak przychodzi co do czego, w obliczu Boga, szczęki opadają i wszystko staje się jasne. Wiem też, że nie da się jechać na samych emocjach, wiara to rozum, więc tak, świadomie wybieram Boga i poświęcenia jakie są z tym związane.


Nie bój się

Może po przeczytaniu tego wszystkiego coś cię tknęło. Może brakuje ci czegoś w życiu, ale nie wiesz czego. Ja zawsze byłam otwarta na nowe doświadczenia, więc nie czułam presji, że ktoś może mnie wyśmiać, bo przecież panuje przeświadczenie, że chrześcijaństwo jest passe, ale wiem, że to może hamować wielu z was przed takim spotkaniem i wcale się nie dziwię, bo rówieśnicy potrafią być naprawdę wredni. Jednak pojedź tam, nie z zamiarem koniecznego nawrócenia, bo nikt nie będzie cię zmuszał do wiary. Pokażemy ci po prostu jak jest. Nie chcesz przekonać się tego na własnej skórze? A może po prostu pójdź do kościoła i otwórz się na działanie Boga, odciąż swoje barki i daj jemu cię poprowadzić, słuchaj, bo naprawdę jest kogo. Wierzę w to.

Jeżeli potrzebujesz rozmowy to wal do mnie w dym, jakiekolwiek jest twoje nastawienie, bo służę pomocą: ask, gochat, fejs.

Dziękuję!

Braciszkowie, jesteście po prostu kochani! Nie wiem co bym bez was zrobiła, słowa nie wyrażą mojej wdzięczności. Pamiętam w modlitwie. 

I znowu piszę w pośpiechu! Czekajcie jeszcze na część trzecią, będzie bonus track! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz