piątek, 26 grudnia 2014

Lekko Stronniczy #1001


Jest piątek, godzina 18.00. Wiecie co robiłam, dokładnie o tym czasie, przez ostatnie trzy lata? Oglądałam Lekko Stronniczych, którym do zakończenia działalności został jeden odcinek. Dlatego dzisiaj, o tym symbolicznym czasie, wypuszczam niniejszą notkę. Ja wiem, ja wiem. To takie patetyczne! Ale lubię czasem małe, tanie sranie w banie. Kto nie lubi przypisywać sentymentu miejscom, rzeczom, wydarzeniom i ludziom? Wszyscy lubią, tylko nie każdy się przyznaje.

Jak już wspominałam, w relacji z Orange Video Fest, LS był pierwszym kanałem, który zaczęłam śledzić na bieżąco. Gdy dołączyłam do grona widzów, gdzieś po dwusetnym odcinku, bardziej lubiłam Włodka. Był taki kochany i miał fajne włosy, a wiadomo, że więcej nie potrzeba, żeby zostać idolem gimbusiary. Potem zaczęłam dorastać i bardziej zaimponował mi Karol. Doceniałam jego rzeczowe podejście do sprawy i uwielbiałam Paciorkowy sarkazm. Nadal tak jest, ale po przeczytaniu ich książki, wyjątkowe uznanie zdobył dla mnie Włodek. Poruszył, w sposób wyważony i z dystansem, wiele istotnych kwestii, szczególnie na temat dorastania. Miałam wrażenie jakby papier był jedynym miejscem, gdzie Karol nie ściąga całej uwagi poprzez swój słowotok i pewność siebie, a w końcu robi miejsce dla mądrego, acz introwertycznego partnera.

Teraz już nie potrafię wskazać ulubieńca. Lekko Stronniczy są jak smalec i ogórki kiszone, piwo i chipsy, Nutella i więcej Nutelli – najlepiej smakują razem! Formuła programu i wizerunek chłopaków to wypadkowa ich dwóch różnych osobowości. 

Przed koncertem Soundgarden w Oświęcimiu. Kolejnego dnia byłam na koncercie Erica Claptona, ale kogo to obchodzi? SPOTKAŁAM WŁODKA.

Wiecie co znaczy dla nastolatka słuchać kogoś codziennie przez trzy lata? To małe, skubane, wszystko wsiąka jak gąbka (nic dziwnego, że potem wielu pleśnieje). Ja miałam zaszczyt posiadania dwóch półetatowych starszych braci, porażających swoim poczuciem humoru, obowiązkowością i inteligencją. Czasem słuchałam ich uważnie, czasem sobie gadali do ściany. Jak to starsi bracia, wiadomo. Ale zawsze klikałam, a oni zawsze byli. Tam. O umówionym czasie i miejscu.

Dopiero zaczynam swoją przygodę z blogowaniem i YouTubem, a już wiem, że to nie jest łatwe. Inwestujesz mnóstwo czasu, wiedzy i zapału, żeby ktoś mógł, po tych kilku minutach, stwierdzić „śmiechłem” albo „#true”, po czym beznamiętnie kliknąć krzyżyk. Często włożona praca jest niewymierna w stosunku do efektów.

Rzadko wygrywam życie, ale jak wygrywam...
Dlatego nie mogę wyjść z podziwu dla tysiąca nakręconych odcinków, szczególnie bez ani jednego zaniedbania w czasie, odpisania na wszystkie maile (nawet moje!), przeprowadzenia kilku akcji charytatywnych, podpisania tysięcy książek i zrobienia milionów selfie z widzami. To jest taki ogrom pracy, że od samej myśli uginają mi się nogi. Szczerze? Myślę, że na miejscu Karola i Włodka, po pięćdziesięciu odcinkach, miałabym odruch wymiotny na sam dźwięk nazwy programu.

Pamiętam jak kończyłam gimnazjum. Poznałam tam najlepszych przyjaciół, przeżyłam mnóstwo pięknych i niezapomnianych chwil, ale pod koniec czułam się już jak bydło, mała cząsteczka czarnej masy. Potrzebowałam wyższej poprzeczki, wyzwania, większego pola. Teraz powoli zaczynam odczuwać to samo w stosunku do liceum. Tak po prostu jest, że w życiu potrzebne są zmiany. Coś się kończy, żeby zaczęło się coś nowego. Lepszego. Dlatego i ja, i wy, wiecie, że zakończenie programu w tym momencie jest najlepszym wyjściem.

Tymczasem teraz to ja biorę się do pracy. Będzie ciężko, ale warto. Kiedyś się spotkamy, chłopaki, a wtedy w końcu pójdę z wami na to cholerne piwo, bo nie będę już miała pieluchy na dupie, a pod nosem smarków! Ja stawiam, niech stracę.

I już zawsze będziemy...

Dziękuję.



PS:

5 komentarzy:

  1. Zawsze, gdy patrzę na Twoje zdjęcie z Włodkiem uśmiecham się, ale też zazdroszczę. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I z Moniczką, nie zapominajmy o Moniczce! :D

      Usuń
  2. Hej :) Na samym początku napiszę Ci szczerze, że raczej nie czytam blogów takiego rodzaju jak Twój :) Może w sumie to głupie, ale zajrzałam tutaj przez moje Lekko Stronnicze pierniki :) Wstawiłam ich zdjęcie na Instagrama, oznaczyłam hashtagami, między innymi #lekkostronniczy. No i z własnej ciekawości sobie sprawdziłam jakie fajne zdjęcia kryją się jeszcze pod #lekkostronniczy. I poprzez Twojego insta trafiłam na Twojego bloga :) Nie żałuję! Wpis o Lekko Stronniczych - genialny! Wspaniała historia. Przepełniona tyloma uczuciami... To naprawdę jest piękne. Aż Ci zazdroszczę, bo ja LS poznałam dopiero jakiś tydzień temu. No i od tych 7 dni siedzę i oglądam odcinki od samego początku :) Może do 3 stycznia nie zdążę obejrzeć wszystkiego, ale większość na pewno :) Także konkludując - LS rządzi! :) A i jeszcze przeczytałam jeszcze kilka wpisów na twoim blogu i na 100% zostaję :)
    Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki! :)
    Kasia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że zostajesz! Podać kawę i kapcie? ^_^

      Usuń
  3. LS'a zaczęłam oglądać od ok. 50 odcinka (z moich obliczeń jestem 3 lata od Ciebie starsza, jeżeli nie zawaliłaś jakiegoś roku ;) - chyba się zbytnio spoufalam. Jak tak to przepraszam.) i też miałam takie fazy jak Ty (Włodek-Karol-Włodek - Włodek&Karol). Z jednej strony introwersja Włodka (też jestem intro.) z drugiej żarty i rapowanie/podśpiewki Karola. Chłopaki razem się dopełniają tworząc świetny deser na pod koniec dnia jakim był LS o 18:00. Aż mnie wzięło na wspominki ;), będzie co wnukom na starość opowiadać :,).

    OdpowiedzUsuń