piątek, 27 lutego 2015

20 faktów o mnie

Łapię właśnie ostatnie chwile ferii, dlatego jestem daleka od filozoficznych rozważań. Pomyślałam więc, że to dobra okazja, żebyśmy poznali się bliżej. Takie głupoty i drobnostki skracają dystans, a ja jestem pełna głupot.

1. Piszę właśnie na moim fioletowym blogu o tym, że wczoraj położyłam się na swoim fioletowym łóżku, w fioletowej bluzie i włosach, a potem nakryłam fioletową zasłoną. Już wiem, że mam problem.

2. Na samym początku swojego życia byłam tak nieśmiała do obcych, że pierwsze dwa lata w przedszkolu przesiedziałam na plastikowym pudle z klockami, obserwując inne dzieci.

3. Moja przygoda z pisaniem zaczęła się na początku podstawówki. Były to opowiadania o mojej lalce, Perfumelli. Nawiasem mówiąc, miałam tę z fioletowymi włosami.

4. Kiedyś pojechałam na obóz, gdzie nie znałam nikogo i już na spotkaniu organizacyjnym zrzygałam się na stół.

5. Nie potrafię też robić fikołków, bo mam taką psychiczną blokadę, że nie mogę nawet spróbować. Po prostu zostaje sparaliżowana w pozycji wyjściowej. Uwielbiam ten element zaskoczenia, gdy na każdym sprawdzianie z przewrotów, z głową uniesioną jak zawodowy gimnastyk, podchodzę do materaca, przykucam i… przedostaję się na drugi koniec skacząc jak żabka.

6. Z moją najlepszą przyjaciółką siedzę w ławce 9 lat, co daje nam 10 lat przyjaźni. Jesteśmy już na tym poziomie wtajemniczenia znajomości, że nawet nie musimy ze sobą rozmawiać, co więcej, nie musimy się nawet widywać. To nie ma znaczenia, bo i tak znamy się najlepiej na świecie.

7. Na osiemnaste urodziny planuję zrobić sobie dwa małe tatuaże: taukę franciszkańską i napis Hic et nunc, taki jaki ma Ian Somerhalder.

8. Wciąż potrzebuję nowych miejsc i wyzwań, bo gdy tylko je opanuje, zaczynają mnie nudzić.

9. Jestem największym wrogiem papierosów, jaki tylko mógł wykluć się na tym świecie.

10. Uwielbiam wszystkie duże, czarne buty. Średnio co pół roku kupuję takie same creepersy.

11. Lubię chodzić do kościoła.

12. Do niedawna nie utożsamiałam się ze swoim imieniem – Weronika. Dlatego wszyscy znajomi nazywali mnie Szymańska. Już wiem, że jestem Weroniką, ale z przyzwyczajenia i tak przedstawiam się zawsze nazwiskiem.

13. Z moją pewnością siebie bywa różnie, zależy od humoru, ale kiedy wchodzę na scenę, mogę powiedzieć i zrobić wszystko.

14. Nienawidzę swojego uśmiechu, bo jest asymetryczny.

15. Przez kilka lat byłam psychofanką Michaela Jacksona. Teraz Mike jest dla mnie jak np. płuca, o. Nie myślisz codziennie o tym, że je masz, ale one cały czas są w tobie i niech no tylko by ich zabrakło.

16. Mówią, żeby nie ufać ludziom z Internetu, a ja spotkałam tam taką jedną. Jakieś 6 lat temu. Mieli racje, bo od tego czasu regularnie mnie nachodzi. No, ale co zrobisz?

17. Naturalnie przychodzi mi wymyślanie coraz to nowych przezwisk i zdrobnień dla wszystkich z mojego otoczenia.

18. Już robią mi się zmarszczki mimiczne od uśmiechania. Codziennie obiecuję sobie, że resztę życia spędzę robiąc dzióbek, żeby spowolnić ten proces.

19. Jako dziecko wyjątkowo lubiłam robaki. Łapałam je i każdego nazywałam Larry Szymański.

20. Nie znoszę kukurydzy (no chyba, że w postaci popcornu).


No. To tylko ja. A więcej mnie tutaj, buzi.

środa, 25 lutego 2015

W środę nie robię - przegląd rzeczy fajnych #6



Siemanko! No i znowu środa, więc zebraliśmy się tutaj wszyscy, żeby odnaleźć kilka pozytywów ubiegłego tygodnia, lecimy!


Feel the chill - te urocze stanowiska z mrożonym jogurtem możemy spotkać w galeriach handlowych, w moim przypadku był to Pasaż Grunwaldzki we Wrocławiu. Uwielbiam tam chodzić, ale niezbyt często, bo przecież wiecie, że trzeba być fit. Sama nie wiem czy większą frajdę sprawia mi samodzielne nakładanie i dobieranie składników, czy jedzenie. Tym razem wybrałam jogurt naturalny i orzechowy, co posypałam płatkami fitness, granatem i kilkoma M&M'sami, za to moja towarzyszka postawiła na wiórki migdałowe. Prze-py-szne. Aż ślina mi leci na klawiaturę, gdy sobie o tym przypominam.



Mój vine jest najfajniejszy ze wszystkiego, rozbiłam bank. Wystarczy, że klikniecie w zdjęcie.


Czemu kobiety nie potrafią samodzielnie oddawać moczu? - myślę, że dla niektórych może to być niezwykle odkrywczy artykuł, wręcz odsłaniający te najmroczniejsze zagadki życia.


Tak mnie ujęło, że nie wiem ile razy już to widziałam, ale co najważniejsze, dzięki temu pamiętam o klikaniu! Masz to obejrzeć i koniec. Bo nie dostaniesz jogurtu. Mówię całkiem serio.


I spis ostatnich Vroobelków do przeczytania:

Na koniec mam jeszcze pytanie do was: jak minął wasz tydzień? Co wy na to, żebyśmy w tych postach poopowiadali sobie nawzajem co nieco? Czekam!

poniedziałek, 23 lutego 2015

Jak schudłam? #2 - Jedzonko

Dieta ma znaczny wpływ na wygląd naszego ciała. W Internecie znajdziemy tysiące porad od zwolenników przeróżnych teorii. Ciężko jest odnaleźć się w tym całym szale, jeżeli ktoś posiada jedynie podstawową wiedzę na temat odżywiania. Dlatego ja się w to raczej nie zagłębiam.


Chciałabym zaznaczyć, że nie jestem żadnym specjalistą i nie znam się, tylko dzielę swoimi doświadczeniami.


Dr. Zdrowy Mariusz Rozsądek poleca pięć posiłków dziennie

Proszę państwa, oto i on, nawracający bohater wielu moich tekstów: Zdrowy Rozsądek (ojeje, właśnie wpadłam na to, że będziemy o nim mówić jakby to było jego imię i nazwisko). Nie zawsze potrzebne są wizyty u dietetyka, które gorąco polecam, jeżeli ktoś jest starszy lub faktycznie jego nadwaga liczy dziesiątki kilogramów. Próbowania, na własną rękę, jakiś śmiesznych pisiont kcal dziennie, nie polecam nikomu.

Osobiście doszłam do wniosku, że jestem jeszcze nastolatką, więc mój organizm nie powinien mieć większych problemów z metabolizmem, trzeba było mu tylko pomóc. Pięć posiłków dziennie, co trzy godziny, to klucz do sukcesu. Kochani, możecie się śmiać, ale regularna, zdrowa kupa to najlepszy znak, że wasz organizm działa prawidłowo. Jeżeli będziecie jedli np. tylko dwa bardzo syte posiłki i nic więcej, wartość energetyczna zostanie zmagazynowana w postaci tłuszczu, bo wasz brzuszek pomyśli sobie:

O kurde, mój pan tak rzadko je! Pewnie nie umie nic upolować… A co jeżeli pewnego dnia on nic nie przyniesie, przyjdzie zima, a ja zostanę bez niczego?! Omg, to ja to sobie lepiej zostawię.

Dziwisz mu się? Weź się w ogóle opamiętaj, jak ty go traktujesz?! Masz jeść często, a mniejsze porcje, a nie, że ty sobie wrócisz pod wieczór do domu i nawrzucasz w niego, żeby biedaczek się rozciągnął jak balon!


Początki są trudne

No wiem! Ale trzeba przez to przebrnąć. Ja na początku bardzo rygorystycznie podchodziłam do wyznaczonych zasad. Musisz poczuć ten przeskok, dać sobie do zrozumienia, że zmieniasz cały tryb życia i skończyły się przelewki. Potem, gdy już twój żołądek się zmniejszy, pięć posiłków będzie takim przyzwyczajeniem, że brzuszek sam zacznie wołać o właściwej porze, a zjedzenie całej czekolady naraz stanie się jakąś abstrakcją, będziesz mógł sobie poluzować.

Największy problem miałam z nauczeniem się jedzenia śniadań. Całe życie je omijałam. Pamiętam jak w przedszkolu siedziałam co rano z twarzą w dłoniach, bo sam widok jedzenia z rana wywoływał u mnie odruch wymiotny. Najwyraźniej nie przeszło mi to z wiekiem, ale wmuszałam w siebie chociaż najmniejszą kanapeczkę. A teraz? Panie! Ostatnio nie zjadłam śniadania. Myślałam, że zemdleję, nawet jakby widziałam gorzej i czułam jak mózg mi śpi. Kiedyś było tak co rano, ale jakoś nie wiązałam faktów, bo miałam to za normę. Stupyd.


Najgorszy błąd

Częste jest takie myślenie, że jeżeli po tygodniu katorżniczej diety zjesz kawałek ciasta, to koniec. Nic bardziej mylnego! Trudno, stało się, ale to nie znaczy, że masz przestać wierzyć w siebie i płakać, jedząc kolejną porcję. Jutro będzie lepiej, jeżeli tylko się postarasz.


Co jeść?

Pytaliście o to setki razy, więc dobrze, rzucę wam najbanalniejszą wiązanką: warzywa, owoce, jogurt naturalny, owsiankę, otręby, ryby, jajka, brązowy ryż, ciemne pieczywo i makaron, kurde no, normalne jedzenie. Bez żadnego wymyślania, bez umiejętności gotowania. To mi wystarczyło. Nie objadać się i dbać o różnorodność. Jedyne, z czego zupełnie zrezygnowałam, to słodzone napoje, białe pieczywo i ziemniaki, bo jakoś nigdy się nimi nie upajałam. Jak były to bezmyślnie je w siebie wrzucałam, ale przecież lepiej zjeść cukierka niż ziemniaki, ja to mam łeb. Jeżeli chodzi o płyny, pijam tylko wodę i różne herbaty, zwykle zieloną.

Kiedyś na asku dostałam pytanie z jakiego śmieciowego jedzenia nigdy bym nie zrezygnowała. Odpowiedź brzmi: z żadnego. Nadal uwielbiam słodycze i fast foody, po prostu się nimi nie objadam, a że nie mam już nadwagi (in your face, pielęgniarko!) to spokojnie, od czasu do czasu, najczęściej przy okazji wyjścia ze znajomymi, mogę się nimi uraczyć. Poczęstować.


Te dni

Moje drogie panie, tylko my wiemy jak to jest, gdy dopada nas PMS. Każda z nas przechodzi go trochę inaczej. Są bóle, humory i chcice, ale w wielu przypadkach przejawia się on niekontrolowanym pożądaniem słodyczy. Mi wtedy często zdarza się tracić kontrolę nad sobą. No nie umiem sobie odmówić tej czekolady. Od razu czuję co się święci, nie muszę nawet zaglądać w kalendarz. Wychodzę z takiego założenia, iż jest to dla nas tak trudny czas, że naprawdę możemy sobie darować poczucie winy i nie stresować się dodatkowo. 

Smacznego, Ćwirki.


A za tydzień porozmawiamy o aktywności fizycznej! Bądź na bieżąco dzięki Facebookowi i Twitterowi!

niedziela, 22 lutego 2015

Jestem lepsza od ciebie

Bogacz, który nie ma czasu dla swoich dzieci, czy kochający biedak? Narkoman czy alkoholik? Inteligent i arogant czy głupek, ale sympatyczny? Wierny gej czy hetero, który zdradza na prawo i lewo? Matka pięciu dzieci czy jednego? Kto jest lepszy?


Ale z nas głupki

Ludzie to niełatwe stworzenia. Obserwujemy otaczający nas świat i wiecznie z kimś się porównujemy. Czasem tylko obniżamy sobie tym samoocenę, a innym razem poszukujemy dowartościowania. Na siłę uszeregowujemy się jako lepszych lub gorszych wobec reszty naszego środowiska. Ale co jest miarą człowieczeństwa?


Po co?

Nie dosypiamy, nie zauważamy naszych bliskich, nie dbamy o swoje zdrowie, bo pracujemy na sukces. A może w drugą stronę? Siedzimy tylko w domu i w kościele, a wzrokiem zabijamy każdego, kto wystąpił z szeregu, komu udało się coś więcej. Jeżeli chcesz poświęcić wszystko dla idei to w porządku, pnij się po niej. Ale zastanów się po co to robisz? Niech to niesie szczęście tobie i twoim bliskim, bo wypruwanie sobie żył, byleby pokazać innym swoją wyższość jest idiotyczne i bezcelowe.


Inność wszędzie

Wszyscy robimy złe rzeczy. Różne, ale równie złe. W każdym z nas jest też dobro, ogromny potencjał do robienia czegoś doskonale, jednak u każdego z osobna jest to coś innego. Różnimy się też pod względem upodobań i systemu wartości. Dla każdego jakaś idea jest priorytetem. Dla każdego inna, ale tak samo ważna. Jesteś inny, nie lepszy, nie gorszy. Inny. Nie istnieje miara człowieczeństwa.


Uff

Wiecie jaki nam tutaj wychodzi wniosek? Wszyscy jesteśmy wobec siebie równi. Tylko o tym pomyśl, już nie musisz się frustrować, śpieszyć, wstydzić i zazdrościć. Aww. Czy to nie jest wyzwalające? Od dziś możesz spać spokojnie, pilnując swoich własnych interesów. Bądź szczęśliwy, buzi.


A wiecie kiedy ja jestem szczęśliwa? Gdy lajkujecie Vroobelkowego fejsa.

czwartek, 19 lutego 2015

Starzy ludzie mają przekichane


Czy ciebie też przeraża przemijający czas? Co chwilę wstaję rano, co chwilę czekam święta, co chwilę kończy się weekend. Lat przybywa i pewnego dnia zestarzeję się. Jaka wtedy będę? Kto się mną zaopiekuje?


Obudziłam się dzisiaj bez pomysłu na wpis. Już myślałam, że odpuszczę, ale samo życie zawsze przyniesie inspiracje. Są takie teksty, które planuję od tygodni, są też inne, napisane pod wpływem impulsu. Ten jest jednym z nich.

Czekałam w kolejce do bankomatu. Przede mną, przy urządzeniu, stała starsza pani. Męczyła się i męczyła, a w ręce ściskała portfel, jakieś karteluszki oraz kartę bankową. Cały proces zajął jej o wiele dłużej niż powinien. W końcu wydawało się, że skończyła i nadeszła moja kolej. Kiedy już chciałam włożyć kartę, zobaczyłam, że pieniądze tej pani dopiero wychodzą z bankomatu. Wyciągnęłam plik banknotów i szybko ją zawołałam. Odebrała go ode mnie bez żadnych słów i emocji, jakby nie do końca wiedziała co dzieje się wokół niej, po czym powolnie odeszła. Myślę, że spokojnie mogła to być jej cała emerytura. Co gdyby trafiła na kogoś mniej uczciwego?

Prosto z banku poszłam zapłacić rachunek. W kolejce do małego okieneczka stała przede mną kolejna starsza pani. Okazało się, że przypadkowo wzięła ze sobą stary, już dawno opłacony wydruk. Ech. Jak ciężkie musi być życie dla ludzi, którzy ledwo pamiętają o tym, żeby wziąć lekarstwa? Wszechobecny pośpiech, technologie, tysiąc spraw do załatwienia. A czas płynie tak szybko, że wydaje się jakby jeszcze wczoraj byli autorytetami w pełni sił, spotykali się z przyjaciółmi i zarabiali pieniądze.

Jestem osobą, która po prostu nie potrafi usiedzieć na miejscu. Wiecznie angażują mnie jakieś nowe pomysły i działania. Często brakuje mi czasu na wszystkie zaplanowane wyjazdy i spotkania. Mam hopla na punkcie niezależności. Boję się pomyśleć, jak okropne mogłoby dla mnie być takie uziemienie. Już nawet te głupie zmarszczki są mi obojętne, ale niemożność wyjścia na spacer, ubytki w pamięci i do tego chodzenie na pogrzeby swoich przyjaciół? Ciekawe jak to jest. Bardzo nie chcę się o tym przekonać.

Rodzisz się bezbronny, latami pracujesz, zdobywasz wiedzę i umiejętności, a na końcu znowu nie jesteś całkowicie samodzielny. To jest tak cholernie smutne. Nie pozostaje nic jak dbać o to najstarsze pokolenie i liczyć, że nami też się ktoś zaopiekuje.


Bądź zawsze pomocny, bo oni naprawdę mają przekichane. 

środa, 18 lutego 2015

W środę nie robię - przegląd rzeczy fajnych #5



Siemanko! Jak minął tydzień? Przeszliśmy jakoś przez tłusty czwartek, piątek trzynastego, walentynki i dzień singla. Ugh. To co, lecimy z przeglądem rzeczy fajnych?

daily.art.pl - stąd zaczerpnęłam dzisiejsze zdjęcie tytułowe (mam nadzieję, że nikt mnie nie pozwie). Nie ma nic bardziej wciągającego od przeglądania tych komiksów. Chwilami brzmią nawet jak lajtowe Cyanide and Happiness. Brak twarzy u postaci jest najpiękniejszy, bo oni jej nie potrzebują, żebyśmy zobaczyli te emocje. Zajrzyjcie koniecznie, ale jak zawalicie pół dnia, to nie moja wina. Ostrzegałam. Obserwujcie też fanpage


1088 słów o długoletnim związku - totalnie urzekł mnie ten tekst! Niby nie pada w nim nic odkrywczego, ale każdy powinien rozważyć kwestie tutaj poruszone, bo zostało to napisane idealnie.



A to krótka parodia filmu Whiplash. Nawet jeżeli go nie widzieliście (a szkoda), to i tak się uśmiejecie. Mamy tu jakiegoś DJ-a? To dla was.


Na koniec Vroobelsony z tego tygodnia do nadrobienia:

Nie zapomnij polajkować Vroobelka na facebooku!

wtorek, 17 lutego 2015

Czy jesteś wolny?












Zastanów się przez chwilę, czym dla ciebie jest wolność? 

Rano nie budzi cię dźwięk kul armatnich, a idąc po ulicy, nie musisz pokonywać slalomu między martwymi ciałami. Good for you. Na szczęście nie mamy tutaj wojny, jednak o inną wolność przyszło nam walczyć. Tu nie poleje się krew, ale niech to nie uśpi twej czujności.

Gdy nie masz nic, gdy nawet nadzieja się już nie ostała, w rękach skupiasz największy dar, którego nawet ty sam nie możesz sobie odebrać. Posiadasz wolną wolę, kierującą twoim życiem. Powiesz mi, że to nie prawda, że los rzuca cię w wir przypadków, którego nie jesteś w stanie opanować, ale zauważ, iż zawsze masz więcej niż jedno wyjście z sytuacji.

Wiecznie musisz podejmować decyzje i nie przestajesz na to narzekać. Ja tak samo, bo nie jest łatwo, jednak uświadom sobie jak wielkim darem jest wolna wola. Jesteś otoczony przez sztuczne granice, zakazy, nakazy i oczekiwania, ale w praktyce słowa nie możesz nie istnieją. Masz dwie nogi, dwie ręce i umysł. Sam decydujesz w którą stronę pójdziesz. Żadna mistyczna siła nie zwiąże ci rąk.

Odpowiedzialność. Z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność, jak to mawiał wujek Ben. To, że masz możliwość zrobić wszystko, nie znaczy, że dobrze jest wieść bezrefleksyjne, nieuporządkowane, z pozoru wolne, życie. Nawet się nie zorientujesz, gdy zostaniesz największym niewolnikiem swoich postępków. Zasady też pomagają osiągnąć wolność, ale tylko jeżeli postępujesz według nich, nie dla samego respektowania, a z wewnętrznej wiary w ich sens. Nie kodeks, a sumienie jest najlepszym sędzią.

Uzależnienia, brak odpowiedzialności, brak odwagi - to jest prawdziwy, tragiczny brak wolności. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Możesz być nawet ograniczony kratami, ale wolność to stan umysłu, na który trzeba sobie zasłużyć. Zawalczyć.

No więc, czy jesteś wolny?

poniedziałek, 16 lutego 2015

Jak schudłam? #1 - Zapalnik



Wcześniej tysiące razy obiecywałam sobie, że rzucę niezdrowe jedzenie i w końcu zacznę robić cokolwiek, bo dosłownie, dotychczas nie robiłam nic. Przeżywałam apogeum bezczynności, które napędzał brak poczucia własnej wartości i na odwrót. To było błędne koło. Nienawidziłam swojego ciała. Nienawidziłam siebie. Aż pewnego dnia, dostałam ostatecznego liścia w twarz i zmieniłam swoje życie.

Na początku liceum musieliśmy stawić się na bilans zdrowia. Pani doktor, bez mierzenia i ważenia, spojrzała na mnie i zapytała tak po prostu: „Skąd ta nadwaga? Mama też ma taki problem?”. Dobrze, że akurat leżałam, bo chyba zwaliłoby mnie to z nóg. Dzięki, nie pomagasz. Długo nie powiedziałam o tym nikomu, ale zabolało jak cholera, bo niby zawsze mieściłam się w tym BMI.

Kiedy po raz setny postanowiłam schudnąć, spisałam swoje myśli na karteczkach, które wsadziłam do koperty. Miały to być swoiste wiadomości od samej siebie, przypominające mi w trudnych chwilach, żebym się nie poddawała. To nie były motywacyjne teksty, to były słowa pełne nienawiści do siebie samej. Trzymam właśnie tę niebieską kopertę w rękach i aż boję się ją otworzyć.


MASZ NADWAGĘ :) PAMIĘTASZ?” – to babsko długo nie mogło wyjść mi z głowy

NIC NIE ROBISZ. NIC NIE JESTEŚ WARTA

„Ty tłusta, gruba świnio. Nie zasługujesz na niego. NIE JEDZ, ĆWICZ” – on, zaraz do niego wrócimy


No nie powiem, temperamentna była autorka tych karteczek! Wtedy wydawało mi się, że jestem tą osobą, którą od zewnątrz tłamsi ta leniwa grubaska, ale to było błędne myślenie. Potyczki mojej chorej psychiki. Żadna z nich nie była mną, bo obie mnie nienawidziły. Jeszcze nie wiedziały, iż prawdziwa ja jestem tak zajebista, że w końcu wykopię je obie raz na zawsze.


Zapalnik

To było dokładnie rok i pięć dni temu. Zostawił mnie kolejny chłopak, kolejny bez wyraźnego powodu. Siedziałam całkiem sama na ławce nad stawem i już wiedziałam, że jedynym powodem tego wszystkiego zawsze jestem ja, bo ktoś, kto nie kocha samego siebie, nigdy nie zostanie pokochany. Mama i Bóg się nie liczą.

W kilka minut zlecieli się moi przyjaciele, którzy nie zostawili mnie samej przez najbliższe trzy dni. Oni są najlepsi. Tej nocy nie potrafiłam zasnąć, robiłam w głowie rozrachunek ostatnich lat. Nie chciałam stracić ani jednego dnia więcej. Zapisałam sobie wszystkie cele na przyszłość. Zadanie było proste: samorozwój, samoakceptacja, samozadowolenie. Ja, ja, ja. Miłość do samej siebie.

Wstałam rano i zaczęłam to realizować. Po prostu. Czułam jak energia i motywacja przepływają przeze mnie. Tego dnia już wiedziałam, że tym razem się uda. Dzisiaj wiem, że to, co zdarzyło się wtedy, było najlepszą rzeczą, jaka mogła mnie spotkać. Potrzebowałam dotknąć samego dna, żeby się od niego odbić.

Musisz wiedzieć, że bardzo ciężko było mi to napisać, wracać myślami do tamtego okresu. Wielokrotnie opowiadałam już tę historię, ale teraz wpuszczam ją w Internet, a stąd nie ma już odwrotu. Teraz, kiedy już wiesz dlaczego, postaram się opowiedzieć jak. W każdy poniedziałek o 18:00. Tutaj. Z czasem padną odpowiedzi na wszystkie pytania (które zawsze możesz zadać tutaj lub w komentarzu). Nie jestem żadnym specjalistą, ale szczerze podzielę się swoimi doświadczeniami. To jest wstęp, kolejne wpisy będą bardziej rzeczowe. Wierzę, że komuś tym pomogę.

A, jeszcze jedno, jeżeli przeczyta to ktoś z mojej rodziny, udajmy, że jednak tego nie zrobił. Ciebie to też się tyczy, babciu. 

Tutaj jestem dla ciebie 24/7

sobota, 14 lutego 2015

Jak spędzić samotne walentynki? - 5 rad

Kolejny rok, a ty znowu sama? Już nawet własny kot się o ciebie nie ociera? Nie wiesz jak zareagować na ten zmasowany atak serduszek? Mam dla ciebie plan na dzisiejszy wieczór!


1. Oglądaj Jego zdjęcia

Rzuć „nienawidzę cię!” w stronę monitora z jego ryłem na wyświetlaczu, to jest niezawodne. Pokaż mu nawet fuckera, a co! Możesz robić to regularnie, w zależności od potrzeby. Uważaj tylko, żeby przypadkiem nie zlajkować tej fotki, bo będzie przypał. Zorientuje się, że go stalkujesz, a przecież po tobie to spływa! Dużo bezpieczniejsze są papierowe wersje. Jeżeli takowe posiadasz, możesz je zdeptać, podrzeć, a na końcu się w nie wysmarkać. Smarkaj całym sercem.


2. Oglądaj romantyczne filmy

Koniecznie te, gdzie na okładkach są całujący się ludzie. Najlepiej na podstawie książek Nicholasa Sparksa! Zakochaj się w głównym aktorze, a potem go wygoogluj. Dowiedz się, że ma żonę i dwójkę dzieci. Zaszlochaj, bo tylko facet jak Ryan Gosling potrafiłby cię zrozumieć. To jest prawdziwy mężczyzna, a nie jakieś ciepłe kluchy.


3.Obżeraj się! 

Goslinga nie ma, ale jest czekolada. Nie musisz wyglądać dobrze, i tak jesteś i będziesz sama! Dlatego możesz wyjść z domu w swoim ulubionym dresie i bez makijażu, żeby pojechać po McZestaw powiększony i McFlurry. Skorzystaj z McDrive’a, ponieważ wejście do środka oznaczałoby spotkanie wrrr... ludzi. 


4. Wal w drinki!

To już tylko dopełnienie, lecz bez alkoholu się nie obędzie. Wybierz wino, bo wiesz jak mówią: ... ale dama! W przypływie nadziei naszykuj też drugi kieliszek. Obie wiemy, że on nie przyjdzie, ale na insta musi się jakoś prezentować. Walewdrinki są super, jednak często odpowiedniejszą opcją są walewtynki. Po prostu stań przy ścianie i napierdalaj głową, bo już nic ci nie pomoże.


5.  Płacz!

Ten punkt to czysta wariacja, czynność przeplataj pomiędzy i w trakcie pozostałych.

A jaki jest twój sposób na spędzenie walentynek?



A tak zupełnie serio: nie przejmuj się. Jak nie w tym roku, to w innym. Przyjdzie kolej i na twoją miłość, więc jeżeli czujesz dzisiaj presję społeczeństwa, miej ich wszystkich głęboko w dupie.
Ja Cię kocham i czekam zawsze tutaj!

czwartek, 12 lutego 2015

Miłość jest niekochana

Miłość niebiańska i miłość ziemska autorstwa Tycjana













Kocham Michaela Jacksona, czekoladę, Boga i pisanie. Tyle rzeczy kocham! Kocham, kocham, kocham – zdarza nam się rzucać na prawo i lewo. Ale co to właściwie znaczy?


Słowa to za mało

Słyszałam, że w niektórych językach występuje mnóstwo określeń na miłość. My znamy takie pojęcia jak eros, philos i agape, ale nijak da się nimi posługiwać w życiu codziennym. Kocham jest niezastąpione. Często brakuje nam słów, żeby dookreślić rodzaj swej miłości, ale może właśnie czar wokół niej polega na płynności jej granic?


Każdy ma własną definicję

Niektórzy zauroczenie nazywają miłością romantyczną. Nie lubię tego. Jeżeli raz wyznałam komuś miłość, z pewnością nie było to powiedziane pod wpływem chwili i w pewien sposób nigdy się nie zdezaktualizuje. Jedni mówią, że nie można kochać dwóch osób jednocześnie, ja sądzę, że nie można kochać dwóch osób tak samo, a najlepszym sędzią miłości jest czas.


Miłość to droga

Niedawno zapytałam mojego katechetę, jakie zobowiązania narzuca wspólnota neokatechumenalna, bo doszły mnie głosy, że poważnie zahacza o sektę. Rzekł, że nie może mi powiedzieć, ponieważ by mnie tym skrzywdził. Z tego co zrozumiałam, obowiązki są nakładane stopniowo, w zależności od etapu duchowości, na którym się znajdujemy. Skojarzyło mi się to z miłością do drugiego człowieka, która również potrzebuje wiele czasu i doświadczeń, aby dojrzeć. Stawia przed nami coraz to nowe, trudniejsze wyzwania. Gdybyśmy wiedzieli o nich wcześniej, najprawdopodobniej stchórzylibyśmy na starcie, ale teraz, na jej skrzydłach, możemy zrobić o wiele więcej niż kiedyś.


Nic jak ciężka praca

Kocham Michaela Jacksona, jednak nigdy nie uwierzę w jego „dwie operacje plastyczne”. Kocham czekoladę, ale nie napycham się nią od rana do wieczora. Kocham Boga, lecz nie urządzam demonstracji pod Empikiem. Kocham pisanie, co wcale nie znaczy, że czasem nie robię tego z obowiązku. Tak samo jest z miłością do bliskich osób. Dla mnie jest ona pełna rozsądku. Zawsze trochę kulawa i nieidealna, ale wiecznie pragnąca bycia doskonalszą. Znająca swoje zalety i słabości, obarczona wieloma wyrzeczeniami. Nie bój się tego trudu. Nie bój się prawdziwej miłości.


„Miłość jest niekochana” – św. Franciszek z Asyżu 


Nie zapomnij, że Vroobelek ma swojego fanpage'a, którego można obserwować!

środa, 11 lutego 2015

W środę nie robię - przegląd rzeczy fajnych #4




Aż tu się normalnie zakurzyło! Wszystko ze względu na moją chorobę, ale ten kto obserwuje Vroobelkowego fejsa albo snapa (@billie_sparrow) dobrze o tym wie. Zapraszam was na dzisiejszy przegląd, który jest wyjątkowo pochorobowy.

Mleko. Mleko z miodem. Poezja, proszę państwa. Ilekroć przyjeżdżam do Lublina, moja przyjaciółka musi mnie leczyć. A bo to klimatyzacja w busie, a bo zima, a ja jestem znana z tego, że nie ubieram się stosownie do pogody. Wtedy na horyzoncie pojawia się Natalia z napojem bogów. Za to wielki buziak dla niej, stąd drugą fajną rzeczą w tym tygodniu jest

przyjaciel. To gadżet o wielu zastosowaniach. Poduszko-kołdro-kocyk, gdy czujesz się tak źle, że zaczynasz powoli iść w stronę światła. Może okazać się również profesjonalnym zaparzaczem herbaty, ale to już trzeba trafić na wyjątkowy okaz. Przyjaciel to ten, który nie przestaje się cieszyć, gdy przyjeżdżasz do niego 350 km, nie tylko po to, żeby pochorować w łóżku, ale przy okazji i jego zarazić. 









Zdjęcie mojego ciasta. Ono wygrywa cały przegląd. ... nie, wcale nie wyciągnęłam specjalnie tego kwiatka z wazonu. Skąd taki pomysł?


PS: Puknij fotkę, żeby przejść na mojego insta.












To był bezpłodny tydzień, a ta notka jest trochę niepełnosprawna, bo ja też jeszcze taka jestem, przymknijmy na to oko. Ale już jutro wracam do gry! Jeżeli jednak coś przegapiłeś, musisz to nadrobić:

piątek, 6 lutego 2015

5 tekstów, które usłyszy każdy, mający tunele w uszach




Mam tylko jeden tunel, do tego malutki, to nie jest modyfikacja ciała, to jest przedszkole. Jednak i mi nie szczędzi się komentarzy na ten temat. Przytoczę wam kilka z najczęstszych. 

1. To się nie zrośnie.

Nie ma zielonego pojęcia o piercingu. Nic nie widział, nigdy o tym nie czytał, ale on wie, że się nie zrośnie. Prawda jest taka, że to zależy od techniki rozpychania, wielkości, czasu oraz indywidualnych cech organizmu, ale zawsze w takiej sytuacji nasuwa mi się pytanie: czy ja powiedziałam, że chcę, żeby mój tunel się zrósł? Zrobiłam dziurę. Mam dziurę. Lubię dziurę – proste. Jednak on już wie, że…


2. …kiedyś będziesz chciał to wyciągnąć i pożałujesz!

Wróżbici, wróżbici wszędzie! Pożenili się i wtedy wydawało im się, że można podjąć decyzję na całe życie. Porozwodzili się, a mój tunel jak był, tak jest i układa nam się świetnie. Nie przytył, wciąż ma dla mnie czas i dzięki niemu czuję się piękna. W życiu przyjdzie mi podjąć jeszcze tyle decyzji „na zawsze”, że dziurka w uchu naprawdę nie jest największym ryzykiem.


3. Bolało?

Państwo ciekawscy – i dobrze, niech pytają! Świetnie, że chcą się czegoś dowiedzieć. Ja im opowiem o wszystkim. Jakie techniki, na co trzeba uważać i co najlepsze, żeby nie bolało. Dzięki temu oswoją się i będą widzieli tunele jako biżuterię, bo nią właśnie są. Prawie każda kobieta ma dziurki w uszach, nie budzi to żadnej kontrowersji, ale weź tylko mieszkaj w małej miejscowości i zrób sobie taką samą dziurkę w innym miejscu, no szatan. Wszystkie sąsiadki już wiedzą. Takie to uwarunkowania kulturowe.


4. To jest obrzydliwe.

Ten tekst powtarzają najczęściej nauczycielki i matki, w tym moja własna. Każdy ma swoje poczucie estetyki, w porządku, ale zanim tak kogoś zaatakujesz, pomyśl: jak ja bym się czuł, jeżeli ktoś to, co mam na sobie, nazwałby obrzydliwym? Sądzisz, że jeżeli tak powiesz, wykręcając twarz w grymasie obrzydzenia, ktoś nagle zorientuje się: ej, faktycznie obrzydliwe! I może jeszcze od razu wyciągnie pluga? Nie wydaje mi się. Ten tekst jest zupełnie zbędny, twoja opinia nic nie zmieni, więc możesz jej sobie oszczędzić.


5. Ja pierdole.

Po prostu. Ci ludzie nie chcą niczego się dowiedzieć ani też wymądrzać. Im zwyczajnie opadają ręce na widok modyfikacji ciała i tak kwitują moją głupotę. To nic. Prychnę albo nie odpowiem wcale, niech umierają w przekonaniu, że jestem idiotką, bo najwyraźniej, dzięki temu czują się lepiej.


Widzimy się na Facebooku!

czwartek, 5 lutego 2015

Grubaski i debile w telewizji



Ostatnio przypadkiem trafiłam na powtórkową emisję Mam Talent, a wtedy moim oczom ukazały się trzy tańczące, chorobliwie otyłe, kobiety. Jury było za-chwy-co-ne, chociaż sami przyznali, że panie nie potrafią tańczyć, ale to nic, bo uwaga, ich umiejętnością nie miał być taniec. Okazuje się, że te kobiety mają talent do bycia grubym! Kurtyna.


To jest choroba

Jaka byłaby reakcja opinii publicznej, jeżeli pokazaliby nam trzy anorektyczki, które cieszą się ze swojej tuszy? No przecież to świetne, że akceptują siebie, niech dają przykład wszystkim anorektyczkom w kraju! Uczcie się od nich, dziewczyny! Złoty guzik! 

Tak, te panie też są chore. Założę się, że mają problemy z kolanami, kręgosłupem i sercem, a ktoś wykwalifikowany na pewno wymieniłby jeszcze dziesięć razy więcej powikłań związanych z otyłością, która prowadzi do przedwczesnej śmierci, tak samo jak anoreksja. Znacie moje podejście do tematu kobiecej figury (Grube jest brzydkie, bo ja tak mówię), ale wszystko ma swoje granice i uważam, że pokazywanie w takim świetle, w tak znanej telewizji, tak chorobliwej otyłości jest po prostu poniżej jakichkolwiek standardów. 


Tandeta

Za każdym razem, gdy ktokolwiek wyraża najdelikatniejsze zaangażowanie emocjonalne w programy typu Rozmowy w toku albo, co gorsza, Ukryta Prawda, mówię: przestań. To jest średniej inteligencji pan, który bardzo chciał pójść do telewizji, przykleili mu te wąsy, żeby wyglądał jeszcze głupiej, a na koniec zmontowali materiał tak, że teraz ty, ze wszystkimi swoimi rutynowymi małostkami, możesz dumnie powiedzieć: jestem lepszy.

Branie widza pod włos jest żenujące. Przełączam, gdy co drugi uczestnik talent show opowiada o swoim ciężkim dzieciństwie. To wszystko jest tak płytkie, a przy tym tanie i słabe. Spójrzmy na amerykańską telewizję, która sukcesywnie publikuje swoje materiały w sieci. Cały świat ogląda Ellen Degeneres. Te programy mają w sobie taką wielką dawkę radości, prawie tak wielką jak ich budżet.


Kto pod kogo robi?

To wszystko sprawia, że ja, jako potencjalny widz, gdy już zdecyduję zasiąść przed telewizorem, wyczuwam brak szacunku do mojej osoby. Panie redaktorze, pan ma mnie za idiotę i ja to widzę, bo to nieprawda. Uwłacza mi to. Nie jestem tylko jedną cyferką w przód na liczniku oglądalności. Panie dyrektorze, widzę te dolary w oczach, gdy pan na mnie patrzy i już panu mówię, że mój czas jest wiele więcej wart niż to, co serwujecie regularnie w tym pudle.

Oczywiście, że są też inne, „mądre” kanały, ale ze świecą ich szukać, a już na pewno nie w czołówce. Wśród młodych i w Internecie utarło się powiedzenie, że nikt już nie ogląda telewizji. Chciałoby się! To wciąż najpowszechniejsze medium tradycyjne. A chyba już ustaliliśmy, że większość społeczeństwa się nie zna, prawda? Najciekawsze jest to, że jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym, żeby ktoś był prawdziwym fanem Trudnych Spraw. Wszyscy oglądają je dla beki albo z nudów, nawet moja prababcia uważa, że to głupie, a nieustannie mówią: to telewizja dostosowuje się pod widza. Może wcale tak nie jest? Może to my zaniżamy swoje oczekiwania? Świata nie zmienię, bo nim rządzi pieniądz, ale mogę szepnąć właśnie tobie: zastanów się czasem.

Niech sobie zostaną słabizny w ramówce, bo po południu śpi się do nich najlepiej. A nie, już nie sypiam w dzień, bo piszę bloga. To jednak możecie zdjąć te gówna z anteny.


Wiecie, że zawsze możemy zobaczyć się tutaj?

środa, 4 lutego 2015

W środę nie robię - przegląd rzeczy fajnych #3


(kto nie dotrwa do refrenu, ten nie wie co traci)

Nietrudno jest zauważyć, że fioletowy to mój ulubiony kolor. Wiecie też, iż kocham się w eksperymentach z włosami. Dzisiaj nadszedł ten dzień, własnie teraz siedzę z foliową siatką na łbie (jak gdyby coś to miało dać, oprócz tego, że nie pobrudzę kanapy) i czekam aż moja fioletowa głowa powróci, bo nareszcie kupiłam moją ulubioną farbę. Goldwell Elumen VV moim życiem. Ostatnio podupadałam finansowo, więc musiałam zadowolić się tańszymi substytutami, które niby fioletowe, a ni to bordo, ni to gówno.

Drugą rzeczą, która otrzymuje ode mnie ćwirka fajności, jest aktualizacja Snapchata. Od niedawna możecie dodawać znajomych poprzez nakierowanie aparatu na ich osobistą ikonkę. Moja znajduje się na powyższym zdjęciu, jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, zaobserwujcie mnie koniecznie!

Relacja na żywo z czytania Wszystkich odcieni czerni - kto nie lubi oglądać koszmarnych filmów razem z przyjaciółmi? We wspólnej niedoli powstają najśmieszniejsze komentarze. Opydo co jakiś czas wybiera słabą książkę i zdaje z niej relację na bieżąco. W tym tygodniu opublikował już drugą część, ale musicie zacząć od pierwszej. Ten wpis to jest złoto, moi drodzy.



Nie powinnam się z tego śmiać, ale jestem złym i słabym człowiekiem. Te 2 mln wyświetleń są moje.


Jutro będzie dobry tekst, a tymczasem możecie nadrobić Vroobelki:

poniedziałek, 2 lutego 2015

Nie masz rodzeństwa? Nie masz serca

To ja, a zdjęcie wykonał Paweł Jogurt


Jedynacy nie pożyczają kredek, zabierają klocki i ściągają na siebie największą uwagę.  Przecież  inne dzieci tak nie robią. Jesteś jedynakiem? Jak ty możesz sobie tak spokojnie siedzieć, gdy już wiadomo, że nigdy nie odnajdziesz się w społeczeństwie?!


Jaką miarą zmierzyć człowieka?

Od lat panuje powszechne przekonanie, że dzieci, które nie mają rodzeństwa, nie rozwiną się prawidłowo. Zabraknie im doświadczeń międzyludzkich, nie nauczą się dzielić zabawkami, a tym bardziej innymi ludźmi. Przez swój narcyzm, w konfliktach nigdy nie będą gotowi do poświęceń. Ja jestem jedynaczką i mówię wam: bullshit. Mamy swoje humory, ale każdy je ma. Na wychowanie składa się tak wiele różnych czynników, że nie sposób podzielić ludzi pod jednym względem. Jedni nie mają ojca, inni siostry, a niektórzy zdrowego rozsądku. I jak tu takich porównać?


Socjoholizm

Dzięki temu, że moja mama i babcia, całe swoje pedagogiczne zdolności i pokłady miłości ulokowały tylko we mnie, stworzyły duszę towarzystwa. Nie lubię być sama i uwielbiam się dzielić. Całe moje życie kręci się dzięki ludziom. Mój humor jest całkowicie uwarunkowany tym, jak czują się moi bliscy. Obcy też! Uwielbiam coś robić dla ogółu, sprawiać, że inni się uśmiechają i to jest jedyna nagroda jakiej oczekuję. Dar i przekleństwo, mówię wam.


Ciesz się, bo gdybyś miał rodzeństwo […]

Ależ oczywiście, że jestem rozpieszczona! Tak samo jak ty, ty i ty. Dobra ty nie, ale ten za tobą na pewno. Tak jest, bo moi rodzice mają chęć i możliwość spełniać moje marzenia, ale wszystko jest w granicach zdrowego rozsądku po obu stronach. Wcale nie jest to dla mnie priorytet i coś, z czego nie mogłabym zrezygnować na rzecz drugiego człowieka. Powiem więcej, większość jedynaków żałuje, że nie ma rodzeństwa, a cały pokój dla siebie i nowy telefon, nie są dostatnim wynagrodzeniem. My naprawdę nie jesteśmy materialistycznymi bestiami. Niejednokrotnie zazdrościmy wam, że możecie narzekać na swoje rodzeństwo, pożyczać od nich ubrania i kryć się wzajemnie przed rodzicami. Jesteśmy zmuszeni szukać alternatywy poza domem, na własną rękę.


Bądź moim Larrym

Ja całe życie marzyłam o psie, ale moi rodzice nigdy się na niego nie zgodzili. W ramach rekompensaty często łapałam robaki, nadając każdemu zaszczytne imię – Larry. Zawsze uważałam, i swojego zdania nie zmienię, że to idealna nazwa dla insekta. Zwierzęciem, którym opiekowałam się dłużej niż dopóki wypadło mi z rąk, była rybka – Tęcza Szymańska. Z przyczyn technicznych, nie bawiłyśmy się razem zbyt często i wciąż czegoś było mi brak. Przez pierwsze lata życia byłam chorobliwie nieśmiała wobec obcych, ale to szybko przeszło, aż w końcu skompletowałam sobie grupę bliskich przyjaciół, którym jestem w stanie wszystko wybaczyć i nieba uchylić. No nerkę bym im oddała! Oni nauczyli mnie jak postępować z rówieśnikami i żadne więzy krwi nie były nam do tego potrzebne.

Nie skreślajcie nas tak od razu.


Ćwir, ćwir - nie zapomnij polajkować Vroobelkowego facebooka!