poniedziałek, 16 lutego 2015

Jak schudłam? #1 - Zapalnik



Wcześniej tysiące razy obiecywałam sobie, że rzucę niezdrowe jedzenie i w końcu zacznę robić cokolwiek, bo dosłownie, dotychczas nie robiłam nic. Przeżywałam apogeum bezczynności, które napędzał brak poczucia własnej wartości i na odwrót. To było błędne koło. Nienawidziłam swojego ciała. Nienawidziłam siebie. Aż pewnego dnia, dostałam ostatecznego liścia w twarz i zmieniłam swoje życie.

Na początku liceum musieliśmy stawić się na bilans zdrowia. Pani doktor, bez mierzenia i ważenia, spojrzała na mnie i zapytała tak po prostu: „Skąd ta nadwaga? Mama też ma taki problem?”. Dobrze, że akurat leżałam, bo chyba zwaliłoby mnie to z nóg. Dzięki, nie pomagasz. Długo nie powiedziałam o tym nikomu, ale zabolało jak cholera, bo niby zawsze mieściłam się w tym BMI.

Kiedy po raz setny postanowiłam schudnąć, spisałam swoje myśli na karteczkach, które wsadziłam do koperty. Miały to być swoiste wiadomości od samej siebie, przypominające mi w trudnych chwilach, żebym się nie poddawała. To nie były motywacyjne teksty, to były słowa pełne nienawiści do siebie samej. Trzymam właśnie tę niebieską kopertę w rękach i aż boję się ją otworzyć.


MASZ NADWAGĘ :) PAMIĘTASZ?” – to babsko długo nie mogło wyjść mi z głowy

NIC NIE ROBISZ. NIC NIE JESTEŚ WARTA

„Ty tłusta, gruba świnio. Nie zasługujesz na niego. NIE JEDZ, ĆWICZ” – on, zaraz do niego wrócimy


No nie powiem, temperamentna była autorka tych karteczek! Wtedy wydawało mi się, że jestem tą osobą, którą od zewnątrz tłamsi ta leniwa grubaska, ale to było błędne myślenie. Potyczki mojej chorej psychiki. Żadna z nich nie była mną, bo obie mnie nienawidziły. Jeszcze nie wiedziały, iż prawdziwa ja jestem tak zajebista, że w końcu wykopię je obie raz na zawsze.


Zapalnik

To było dokładnie rok i pięć dni temu. Zostawił mnie kolejny chłopak, kolejny bez wyraźnego powodu. Siedziałam całkiem sama na ławce nad stawem i już wiedziałam, że jedynym powodem tego wszystkiego zawsze jestem ja, bo ktoś, kto nie kocha samego siebie, nigdy nie zostanie pokochany. Mama i Bóg się nie liczą.

W kilka minut zlecieli się moi przyjaciele, którzy nie zostawili mnie samej przez najbliższe trzy dni. Oni są najlepsi. Tej nocy nie potrafiłam zasnąć, robiłam w głowie rozrachunek ostatnich lat. Nie chciałam stracić ani jednego dnia więcej. Zapisałam sobie wszystkie cele na przyszłość. Zadanie było proste: samorozwój, samoakceptacja, samozadowolenie. Ja, ja, ja. Miłość do samej siebie.

Wstałam rano i zaczęłam to realizować. Po prostu. Czułam jak energia i motywacja przepływają przeze mnie. Tego dnia już wiedziałam, że tym razem się uda. Dzisiaj wiem, że to, co zdarzyło się wtedy, było najlepszą rzeczą, jaka mogła mnie spotkać. Potrzebowałam dotknąć samego dna, żeby się od niego odbić.

Musisz wiedzieć, że bardzo ciężko było mi to napisać, wracać myślami do tamtego okresu. Wielokrotnie opowiadałam już tę historię, ale teraz wpuszczam ją w Internet, a stąd nie ma już odwrotu. Teraz, kiedy już wiesz dlaczego, postaram się opowiedzieć jak. W każdy poniedziałek o 18:00. Tutaj. Z czasem padną odpowiedzi na wszystkie pytania (które zawsze możesz zadać tutaj lub w komentarzu). Nie jestem żadnym specjalistą, ale szczerze podzielę się swoimi doświadczeniami. To jest wstęp, kolejne wpisy będą bardziej rzeczowe. Wierzę, że komuś tym pomogę.

A, jeszcze jedno, jeżeli przeczyta to ktoś z mojej rodziny, udajmy, że jednak tego nie zrobił. Ciebie to też się tyczy, babciu. 

Tutaj jestem dla ciebie 24/7

14 komentarzy:

  1. Jesteś cudowna, podziwiam Cię! Nawet nie wiesz jak mnie motywujesz swoimi postami, wręcz przemawia nimi pewność siebie. Widząc Cię w szkole podczas przerwy nie da się powstrzymać uśmiechu, tak trzymaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ciepłe słowa pod tym wpisem są dla mnie szczególnie ważne :')

      Usuń
  2. Ale jak to zrobić jak pokochać samego siebie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to jest bardzo dobre pytanie! Mam nadzieję, że po wszystkich dziesięciu planowanych postach, każdy będzie znał na nie odpowiedź :)

      Usuń
  3. Ta pielęgniarka miała jakieś feralne sprzęty w tym swoim kantorku, więc wzrok też pewnie taki miała, że tak Ci powiedziała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Higienistki to suki. Człowiek pracuje miesiącami nad nabraniem masy po czym słyszy: "Oho, siedzący tryb życia, co?".

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam każdą najmniejszą kropeczkę tej notki. Jest świetna. bardzo inspirująca. Wielkie dzięki, że zdecydowałaś się o tym pisać. Wygląda na to, że przez najbliższy czas będę z przyjemnością czekała na poniedziałek! :)
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurde, umilacz poniedziałków to jest wyjątkowe stanowisko :D

      Usuń
  6. Świetny blog! A notka.. Niesamowita! Bardzo podoba mi się Twój styl. Odkąd tylko zauważyłam link do tego, jestem tu gdy tylko pojawi się coś nowego. Tak dalej trzymaj. Podziwiam jak dałaś radę tak się zmienić! :)
    K. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, to ja rzeczywiście mam jakiś styl i on się komuś podoba :D Dziękuję, nie przestawaj zaglądać!

      Usuń
  7. Kojarzę Cię jeszcze jak byłaś mała... Jesteśmy w tym samym wieku i już wtedy mi się szczerze mówiąc podobałaś. :D Teraz gdy chodzisz do liceum zerwał się kontakt kompletnie... Zastanawia mnie, czy masz kogoś. Bo jeśli nie można by było odnowić znajomość a i może byłoby coś więcej :D Pamiętaj aby wierzyć w siebie i nie słuchać ludzi D: jesteś piękna taka jaka jesteś i dla nikogo się nie zmieniaj :D

    OdpowiedzUsuń