poniedziałek, 23 lutego 2015

Jak schudłam? #2 - Jedzonko

Dieta ma znaczny wpływ na wygląd naszego ciała. W Internecie znajdziemy tysiące porad od zwolenników przeróżnych teorii. Ciężko jest odnaleźć się w tym całym szale, jeżeli ktoś posiada jedynie podstawową wiedzę na temat odżywiania. Dlatego ja się w to raczej nie zagłębiam.


Chciałabym zaznaczyć, że nie jestem żadnym specjalistą i nie znam się, tylko dzielę swoimi doświadczeniami.


Dr. Zdrowy Mariusz Rozsądek poleca pięć posiłków dziennie

Proszę państwa, oto i on, nawracający bohater wielu moich tekstów: Zdrowy Rozsądek (ojeje, właśnie wpadłam na to, że będziemy o nim mówić jakby to było jego imię i nazwisko). Nie zawsze potrzebne są wizyty u dietetyka, które gorąco polecam, jeżeli ktoś jest starszy lub faktycznie jego nadwaga liczy dziesiątki kilogramów. Próbowania, na własną rękę, jakiś śmiesznych pisiont kcal dziennie, nie polecam nikomu.

Osobiście doszłam do wniosku, że jestem jeszcze nastolatką, więc mój organizm nie powinien mieć większych problemów z metabolizmem, trzeba było mu tylko pomóc. Pięć posiłków dziennie, co trzy godziny, to klucz do sukcesu. Kochani, możecie się śmiać, ale regularna, zdrowa kupa to najlepszy znak, że wasz organizm działa prawidłowo. Jeżeli będziecie jedli np. tylko dwa bardzo syte posiłki i nic więcej, wartość energetyczna zostanie zmagazynowana w postaci tłuszczu, bo wasz brzuszek pomyśli sobie:

O kurde, mój pan tak rzadko je! Pewnie nie umie nic upolować… A co jeżeli pewnego dnia on nic nie przyniesie, przyjdzie zima, a ja zostanę bez niczego?! Omg, to ja to sobie lepiej zostawię.

Dziwisz mu się? Weź się w ogóle opamiętaj, jak ty go traktujesz?! Masz jeść często, a mniejsze porcje, a nie, że ty sobie wrócisz pod wieczór do domu i nawrzucasz w niego, żeby biedaczek się rozciągnął jak balon!


Początki są trudne

No wiem! Ale trzeba przez to przebrnąć. Ja na początku bardzo rygorystycznie podchodziłam do wyznaczonych zasad. Musisz poczuć ten przeskok, dać sobie do zrozumienia, że zmieniasz cały tryb życia i skończyły się przelewki. Potem, gdy już twój żołądek się zmniejszy, pięć posiłków będzie takim przyzwyczajeniem, że brzuszek sam zacznie wołać o właściwej porze, a zjedzenie całej czekolady naraz stanie się jakąś abstrakcją, będziesz mógł sobie poluzować.

Największy problem miałam z nauczeniem się jedzenia śniadań. Całe życie je omijałam. Pamiętam jak w przedszkolu siedziałam co rano z twarzą w dłoniach, bo sam widok jedzenia z rana wywoływał u mnie odruch wymiotny. Najwyraźniej nie przeszło mi to z wiekiem, ale wmuszałam w siebie chociaż najmniejszą kanapeczkę. A teraz? Panie! Ostatnio nie zjadłam śniadania. Myślałam, że zemdleję, nawet jakby widziałam gorzej i czułam jak mózg mi śpi. Kiedyś było tak co rano, ale jakoś nie wiązałam faktów, bo miałam to za normę. Stupyd.


Najgorszy błąd

Częste jest takie myślenie, że jeżeli po tygodniu katorżniczej diety zjesz kawałek ciasta, to koniec. Nic bardziej mylnego! Trudno, stało się, ale to nie znaczy, że masz przestać wierzyć w siebie i płakać, jedząc kolejną porcję. Jutro będzie lepiej, jeżeli tylko się postarasz.


Co jeść?

Pytaliście o to setki razy, więc dobrze, rzucę wam najbanalniejszą wiązanką: warzywa, owoce, jogurt naturalny, owsiankę, otręby, ryby, jajka, brązowy ryż, ciemne pieczywo i makaron, kurde no, normalne jedzenie. Bez żadnego wymyślania, bez umiejętności gotowania. To mi wystarczyło. Nie objadać się i dbać o różnorodność. Jedyne, z czego zupełnie zrezygnowałam, to słodzone napoje, białe pieczywo i ziemniaki, bo jakoś nigdy się nimi nie upajałam. Jak były to bezmyślnie je w siebie wrzucałam, ale przecież lepiej zjeść cukierka niż ziemniaki, ja to mam łeb. Jeżeli chodzi o płyny, pijam tylko wodę i różne herbaty, zwykle zieloną.

Kiedyś na asku dostałam pytanie z jakiego śmieciowego jedzenia nigdy bym nie zrezygnowała. Odpowiedź brzmi: z żadnego. Nadal uwielbiam słodycze i fast foody, po prostu się nimi nie objadam, a że nie mam już nadwagi (in your face, pielęgniarko!) to spokojnie, od czasu do czasu, najczęściej przy okazji wyjścia ze znajomymi, mogę się nimi uraczyć. Poczęstować.


Te dni

Moje drogie panie, tylko my wiemy jak to jest, gdy dopada nas PMS. Każda z nas przechodzi go trochę inaczej. Są bóle, humory i chcice, ale w wielu przypadkach przejawia się on niekontrolowanym pożądaniem słodyczy. Mi wtedy często zdarza się tracić kontrolę nad sobą. No nie umiem sobie odmówić tej czekolady. Od razu czuję co się święci, nie muszę nawet zaglądać w kalendarz. Wychodzę z takiego założenia, iż jest to dla nas tak trudny czas, że naprawdę możemy sobie darować poczucie winy i nie stresować się dodatkowo. 

Smacznego, Ćwirki.


A za tydzień porozmawiamy o aktywności fizycznej! Bądź na bieżąco dzięki Facebookowi i Twitterowi!

4 komentarze:

  1. fajny wpis i małe pytanie: jak godzisz te 5 posiłkow dziennie ze szkoła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jem rano przed wyjściem, po 3 lekcji, po 6. Po szkole idę od razu na siłownie, a nawet jeżeli nie, to i tak nie jem wcześniej niż około 17. Kolacja o 20 :)

      Usuń
  2. a w weekendy jak z tymi posiłkami? Zmieniasz godziny na weekend?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, w weekendy po prostu przesypiam pierwszy i jem cztery, haha :D Ewentualnie przy okazji jakiejś imprezy jem ten piąty później, ale wtedy też o wiele później idę spać

      Usuń