niedziela, 29 marca 2015

Jutro umieram




Nie uwierzę, jeżeli powiesz, że nigdy nie zastanawiałeś się nad tym, kto położyłby czerwoną różę na twoim grobie, kto siedziałby przy szpitalnym łóżku, kto długo chodziłby pobladły, a przynajmniej życzyłabym sobie, żebyś czasem nad tym rozmyślał, bo jeżeli nie, to stawia mnie w świetle delikatnego szaleństwa.

Obejrzałam właśnie film Now is good, który opowiada o śmiertelnie chorej dziewczynie, starającej się jak najlepiej wykorzystać ostatnie chwile życia. Historia z serii cry a lot, ale to nic nadzwyczajnego. Widziałam takich wiele i myślę, że nie sztuką jest zrobić poruszającą produkcję na ten temat. Każdy zdrowy człowiek by sobie na tym płaknął. Choć troszkę, choć łezkę. Dlaczego?

Utożsamiasz się z filmem i stawiasz na miejscu śmiertelnie chorej bohaterki. Wymieniasz w myślach to wszystko, co chciałbyś powiedzieć swoim bliskim. Te rzeczy, na które jakoś nigdy nie ma czasu, te inne, na które brak odwagi. Może nawet zostawiłbyś listy? Tyle działań, planów i marzeń. Wstałbyś i zaczął wszystko realizować, nie bojąc się ryzyka. Okazuje się, że w obliczu śmierci to, co cię na co dzień smuci i ogranicza, jest niczym.

Myślami wchodzisz też w role drugoplanowe i wyobrażasz sobie co by było, gdyby umierała twoja przyjaciółka, dziewczyna czy córka. Serce pękałoby z każdym jej mrugnięciem. Chciałbyś poświęcić cały swój czas, żeby być obok. Choć przerażony niemniej od niej, stanąłbyś na wysokości zadania i był najlepszą podporą, jaką tylko możesz. Dużo byś też płakał, głównie z bezradności.

Uświadamiasz sobie, że bez niektórych nie potrafisz wyobrazić sobie życia, że zgubiłbyś się w tłumie, gdyby nie to, iż jesteś dla nich ważny, że masz w sobie tyle pragnień do zrealizowania. Pragnienie miłości, wolności. Pragnienie świata.

No piękny film. Zamykasz laptopa, wychodzisz z sali kinowej, wyłączasz telewizor i zupełnie nic z tym nie robisz. Ale gdyby tylko pozostał ci miesiąc życia to jednak byś wszystko zmienił i takim pięknym patosem zajebał, no prawie jak w tym filmie.

Dlaczego doceniamy wartość życia, gdy mamy je stracić?

Żyj zanim umrzesz. Nigdy nie będziesz młodszy niż teraz, nigdy nie odzyskasz czasu, który tracisz na złość, nienawiść, bezczynność i obojętność. Dzisiaj, z uśmiechem na ustach, mówię: memento mori. W pozytywnym tonie, bo to jest dobre hasło, które przypomina, że masz tutaj wiele do zrobienia, więc lepiej bierz się do roboty. 

piątek, 27 marca 2015

Pomniejsze podziały większości

Kilka dni temu przeczytałam wpisy Marii i Kondrada, zainspirowane artykułem Mariusza Szczygła, gdzie autorzy dzielili typy ludzi według własnych kryteriów. Tak mi się te teksty spodobały, że przycupnęły cicho z tyłu mojej głowy, a potem całymi dniami po niej smyrały, przypominając o swoim istnieniu. W końcu nie wytrzymałam i napisałam własną wersję.


Podział temperamentu

Są tacy ludzie, którzy gdy postanawiają schudnąć, skrzętnie liczą każdą kalorie, nazywają się Serduszkiem czy Kwiatuszkiem Chodakowskiej i codziennie, razem z Ewką, łapią spokojne oddechy, spinając mięśnie brzucha. Są też inni, którzy wolą poćwiczyć kickboxing, z każdym uderzeniem mając w pamięci czekoladowego batonika, którego po raz kolejny nielegalnie wtranżolili.


Podział matematyczny

Jak zwykle okazuje się, że Królowa świadczy o wszystkim. Jest taka grupa ludzi, którzy nie wiedzą czy już skończyli rozwiązywać zadanie z matmy, bo pierwiastki nie są dla nich żadną odpowiedzią, a literki najchętniej odesłaliby do zupełnie innej dziedziny nauki. Jednak po drugiej stronie znajdują się ci, obdarzeni jakimś dodatkowym zmysłem do odczytywania tego pokrętnego języka. Oni, po nieobecności na jednych zajęciach, wcale nie czują się, jak gdyby przespali cały semestr.


Podział rozwagi słowa

Niektórzy, gdy mają przeprowadzić poważną rozmowę czy to online, czy w realu, najpierw planują ją w Wordzie. Ważą każde słowo, dbają, żeby nie pominąć niczego ani nie powiedzieć też za dużo. Dziesiątki razy zmazują i piszą od nowa, a to wszystko na marne, bo potem i tak nerwy biorą górę, a rozmowa przyjmuje swoje własne, nieoczekiwane tory. Inni mówią, co im ślina na język przyniesie. Czasem chlapną coś za dużo, ale przynajmniej nie ukrywają swoich emocji, na czym zwykle zyskują.


Ciekawostka: wymyśliłam to, podczas gdy ostro napierdzielałam kickboxing i zupełnie nie czuję satysfakcji po otrzymaniu wyniku: pierwiastek z trzech przez cztery, bo cholera, nadal nie wiem ile metrów ma to ogrodzenie. A co mój Word widział, wiemy tylko ja i on.

A kim wy jesteście? Może macie też swoje podziały?

środa, 25 marca 2015

W środę nie robię - przegląd rzeczy fajnych #10




Uaa, mamy już dziesiątą fajną środę, jak ten czas leci! No to jedziemy w rytm Maroon 5, które zapętlam od rana do wieczora tak, że niedługo zostanę wydziedziczona... aaa, własnie sobie uświadomiłam, że mam dziś same smutne i poważne zajawki, więc ani trochę to się nie nada. No nic, lepiej dla was, nie będziecie nucić.

Opowiem Ci jak to jest kiedy mama umiera na raka - trafiłam na tego bloga przez Konrada i bardzo się cieszę. To jeden z tych, w którego słowach zaklęty jest wyjątkowy, intymny nastrój. Zostaję tu na dłużej!

Billie Sparrow - polecam, Billie Sparrow. Nie wiem czy pamiętacie, ale mam fanpage z własnymi wierszami i właśnie wrzucam małą nowość, więc zajrzyjcie. Nie należę do płodnych artystek, ale nie są najgorsze.



Nie wiem jak wy, ale nigdy nie uważałam łatwego dostępu do broni za dobry pomysł, a ten filmik daje liścia w twarz.




Ja wiem, że prawie nikt tego nie obejrzy, bo przecież to półgodzinny wywiad z księdzem, helou. Jednak jestem przekonana, że każdy, kto ma choć trochę więcej szarych komórek, będzie zadowolony po obejrzeniu. Warto znaleźć chwilę czasu, mnie osobiście ten człowiek poraził swoim podejściem. Duchowny mówiący świeckim językiem. Mądrości dla każdego.


To jeszcze tylko ostatnie Vroobelki:

poniedziałek, 23 marca 2015

JS? #6 - Moje zapiski z początku odchudzania

Często pytacie mnie jak się zmotywować. Nie do końca potrafię na to odpowiedzieć, nie potrzebuję już codziennego dopingu, bo taki, a nie inny tryb życia wszedł już w moją rutynę. Za to znam kogoś, kto wam pomoże! Weronika z wiosny 2014, powitajmy ją w studiu gromkimi brawami. Rok temu, na początku mojej przygody, co dwa tygodnie zapisywałam od myślników wszystkie pozytywy, prócz utraty wagi, które przyniósł mi nowy tryb życia.


Nigdy nie lubiłam warzyw i owoców, nigdy nie jadłam śniadań, nigdy nie uprawiałam sportu. Wieczorem rozpierała mnie energia, a rano budziłam się niewyspana. Długo zajmowało mi rozbudzenie się, miałam wory pod oczami, ogromny cellulit i zamiast połączyć to z niewłaściwym trybem życia, myślałam, że tak po prostu jest. Dieta to nie tylko utrata tkanki tłuszczowej i paradoksalnie, ten fakt może być ogromną motywacją do działania. Nie tylko wygląd się liczy, ale i zdrowie. Już ledwo pamiętam początek tej walki i wielkich zmian, przejrzyjmy więc wspólnie moje oryginalne zapiski, które zaczęłam prowadzić z dniem przejścia na dietę:


2 tyg.

- jestem oszołomiona, bo na oko zniknęło mi jakieś 50% cellulitu, srsly,
- poprawiła mi się kondycja,
- lepiej się wysypiam, budzę wcześniej,
- nie czuję się nigdy ociężała,
- jadam 5 posiłków dziennie,
- w końcu zaczęłam jeść śniadania,
- o wiele mniej czasu spędzam przed komputerem i zamknięta sama we własnym pokoju.


4 tyg.

- kupiłam sobie mniejsze spodnie i bluzkę z odsłoniętym pępuszkiem,
- mój organizm przyzwyczaił się do tak dużej aktywności fizycznej i mniejszej ilości węglowodanów, że nie jestem już taka wymęczona jak na początku,
- niesamowicie poprawiła mi się kondycja,
- nie potrafię spać dłużej niż do 9.15, no ni chuja,
- polubiłam paprykę.


6 tyg.

- wory pod oczami zniknęły mi na tyle, że nawet przestałam używać korektora, a zawsze były spore,
- tak przywykłam do aktywności fizycznej, że nawet jak mam okazję leniuchować, nie potrafię usiedzieć na miejscu
- polubiłam rzodkiewki i sałatę.


8 tyg.

- jestem niesamowicie zaskoczona odzewem na tumblrze, dało mi to mega kopa*,
- moja kondycja poprawiła się, bo kilka miesięcy temu dystans z domu na rynek pokonywałam w 40 min z zadyszką, a w tę sobotę wróciłam do domu spod cmentarza w równe 40 min i żadnej zadyszki,
- moja mama jest ze mnie mega dumna i bardzo mnie wspiera, więc próbuje  nowych dietetycznych przepisów,
- złapałam tak idealną równowagę w moim nowym trybie życia, że nigdy nie chcę przestać.


10 tyg.

- gdzie tylko się nie pojawię, mnóstwo osób mówi mi, że schudłam,
- wszystkie spodnie i koszulki są mi za luźne.


*prowadziłam wtedy tumblra, gdzie codziennie wrzucałam zdjęcia swojego jedzenia, nowych sportowych ciuchów albo porównawczych before-afterów


Tak jak widzicie, wystarczy skupić się na tych wszystkich pozytywach, które wręcz kipią ze zdrowego trybu życia, a już nigdy nie będziecie chcieli przestać. Trzymam kciuki, buzi!


niedziela, 22 marca 2015

Małe miasteczko - wielkie plotki

Znam jej byłego, aktualnego, a nawet przyszłego, wiem dokładnie co robiła na ostatniej imprezie, jest daleką kuzynką mojej koleżanki z klasy, słyszałam, że ostatnio pokłóciła się ze swoją przyjaciółką, w końcu wszyscy wiedzą, że tamta jest strasznie pusta, ale nie, nie powiem jej cześć, bo przecież się nie znamy. Mogę dać lajka na insta, nic więcej – czyli witamy w małym mieście!


Pomimo dwóch przeprowadzek, w moim krótkim życiu, nigdy nie przeniosłam się dalej niż o jakieś pięć kilometrów. W drodze z liceum mijam ten sam słup, na który wpadłam podczas jednego z pierwszych samodzielnych powrotów do domu. Dzięki Bogu, siniaki nie są tak permanentne jak słupy. Kupuję chleb w tej samej Biedronce, gdzie nieraz wjeżdżałam do środka na rolkach z koleżankami. Z każdym kolejnym chłopakiem siadam nad tym samym stawem, ba, na tych samych ławkach! Wszyscy dziwią się, jeżeli w rozmowie wyniknie, że ktoś kogoś nie kojarzy. Ale spokojnie, szybki research na fejsie wystarczy, żeby dopasować twarz do nazwiska. To wszystko jest na swój sposób kochane, klimatyczne, pełne sentymentu, ale chwilami wręcz przerażające.

Jako małe dziecko pamiętam, że dorośli często mówili: Zobacz, ten znowu idzie narąbany, ale on zawsze był głupi! albo O, chodziła ze mną do klasy. Nie zapowiadała się nigdy, a teraz robi taką karierę. Powoli sama wkraczam w ten etap. Nadchodzą ważne wybory, stałe związki, dzieci, czasem przychodzi nawet śmierć. Co więcej, są też takie sytuacje, że wydawałoby się, iż jeszcze wczoraj jadłyśmy naprzeciw siebie obiad w szkolnej stołówce, podczas gdy nasze mamy czekały na zewnątrz, żeby nas odebrać, a tu nagle okazuje się, że po sieci banglają jej nagie zdjęcia. Znamy się tu wszyscy doskonale, więc przesyłanie informacji idzie w zawrotnym tempie. Obserwujemy zmiany wokół i nie przestajemy nawzajem się oceniać. Czasem może być to równie uciążliwe, co wielkomiejska samotność.

Nauczyciele są szczególnie wszędobylscy - dwie szkoły na krzyż, a wiek emerytalny wzrasta, więc dobrze znają całe pokolenia. Wiem, bo nie brakuje ich w mojej rodzinie. Skoro jesteśmy przy nauczycielach, pozwolę sobie przytoczyć anegdotkę, jak to zupełnie obcy pan zaczepił w sklepie mojego kolegę z klasy, pytając do jakiej szkoły chodzi, kto go uczy i jak mu się podoba. Opisał panią w samych superlatywach i jego szczęście, ponieważ nieznajomy  skwitował: no wiem, bo to moja córka. AHA, OKEY. Do dzisiaj dziękuję Bogu, że nie mnie to spotkało, bo ja się nie nadaję do polityki. Jestem z natury zbyt szczera i bezpośrednia, a że nie ma ludzi idealnych, na pewno bym coś palnęła.

Idziesz ulicą i wszędzie znajomi, to jest niby sympatyczne, a na pewno było za dzieciaka, bo nie trzeba się jakoś specjalnie umawiać i można zostawać na dworze po zmroku, nie to co w dużych miastach. Wszystko fajnie, są plusy mieszkania w małych miejscowościach, ale trzeba nauczyć się przesiewać informacje i nie przejmować szeptami, tylko robić to, co uważamy za słuszne. Męczy mnie już, że co byś nie zrobił, jak byś nie wyglądał, złośliwi sami połączą sobie puzzelki, powołując się na twoje drzewo genealogiczne i ostatnie lata życia. Ech, to chyba nie jest mój wymarzony styl życia. Mam czasem wielkie łaknienie nowych ludzi, miejsc i anonimowości. Przepraszam, ale na mnie już czas.

PS: Jest miejsce, z którego nigdy wam nie zwieję, o tutaj!

piątek, 20 marca 2015

Biedak czy oszust?

Nieciężko jest spotkać żebraków. Z dziećmi, w ciąży, na ulicy, w sklepie, pod kościołem - wszędzie. Niejednokrotnie słyszało się zewsząd opowieści o oszustach, którzy chcieli pieniądze na chleb, ale na darowane pieczywo reagowali agresją, bo wcale nie mieli zamiaru go kupować. Jednak zawsze, gdy odmawiamy pomocy, a papierowe banknoty wręcz szeleszczą w naszych kieszeniach, coś w środku wywołuje poczucie niesprawiedliwości. Jak więc reagować i nie dać się oszukać?


Niedawno odwiedziłam centrum handlowe. Siedziałam właśnie przy stoliku w jednej z kawiarni, oglądając wesoło płytę CD, którą przed chwilą kupiłam sobie bez większego zastanowienia. Akurat odpisywałam komuś na fejsie, gdy nad sobą usłyszałam najpierw obcy, cichy głos, a niemal natychmiast po nim drugi. Należał do mojego towarzysza, który machinalnie odparł, że nie ma żadnych pieniędzy. Podniosłam wzrok, odruchowo naciskając przycisk, wtem dźwięk iPhone’owej blokady jakby odbił się echem wewnątrz moich uszu. Gdybym w tym momencie zaprzeczyła, byłabym najpodlejszą osobą na świecie, a przynajmniej tak bym się poczuła. Nie było innej opcji dla mojego sumienia.

Powiedziałam, że mogę pójść z nią do sklepu, ale zażyczyła sobie loda, bo rzekomo była w drugim miesiącu ciąży. Stawiam 80%, że ta kobieta traktowała wyłudzanie od każdego po troszku jako sposób na życie, bo jednak coś podpowiada mi, iż każdy w takim momencie chciałby coś bardziej treściwego aniżeli lód w wafelku. Ale! Poczułam się dobrze. Bardzo ładnie poprosiła, równie ładnie podziękowała. Kupiłam komuś loda, jej.

Innym razem, w środku nocy, siedziałam na Wrocławskim PKS-ie. Nie, wcale nie dlatego, że i ja postanowiłam przyjąć bezdomny tryb życia. Zwyczajnie uciekł mi wcześniejszy autobus. Podszedł do mnie mężczyzna, prosząc o coś do jedzenia. Powiedział, że nie jest żadnym nałogowcem, chociaż kiedyś był, ale teraz zależy mu tylko na ciepłym posiłku. Chciał, żebym poszła z nim na PKP, gdzie mieści się kilka restauracji, ale ja byłam na to zbyt zmęczona. Zaspana zerknęłam do swojego portfela, między drobniakami walał się biały kamień, który dostałam na ostatnim Spotkaniu Młodych w Wołczynie. Masz być jak skała. Nie omieszkałam dorzucić go do tych kilku monet, które mu podarowałam. Ciekawe co z nim zrobił.

Jak się zachować? Człowieku, pójdź i kup chociaż tę bułkę za 50 groszy. Za dokładnie tyle, ile wypada ci z tylnej kieszeni przy każdej wizycie w toalecie, za tyle, ile leży na skraju biurka, bo nawet nie chce ci się włożyć tej monetki do portfela. Staraj się nie dawać pieniędzy, chyba że naprawdę chcesz pomóc, a nie masz na to wystarczająco dużo czasu, ale nigdy nie bądź obojętny na czyjąś prośbę. Nie zagłębiaj się w to. Ty miałeś dobre intencje, było cię stać na rezygnacje z własnych dóbr na rzecz drugiego człowieka. Cokolwiek ta osoba z tym zrobi, jakimkolwiek kłamliwym oszustem może być, ty zrobiłeś dobrze, a te kilka złoty wcale cię nie zaboli.

środa, 18 marca 2015

W środę nie robię #9 - Share week 2015



Taki fajny Andrzej Tucholski, z bloga Jest Kultura, co roku organizuje akcje polecania swoich ulubionych blogerów. To bardzo ciekawa i życzliwa inicjatywa, nakręcająca wzajemną promocję, więc stwierdziłam, że i ja zaangażuję się w nią przy okazji cotygodniowego przeglądu rzeczy fajnych. Nie sposób wybrać najlepszą trójkę, wskazałabym z łatwością jeszcze kilka blogów, ale zasady to zasady. Łapcie moich ulubieńców!

Jason Hunt - o Tomku wspominałam już przy temacie jego książki. Był pierwszym blogerem, którego zaczęłam czytać. Po tym, gdy trafiłam do niego po raz pierwszy, każde popołudnie spędzałam na buszowaniu po archiwum Kominka, bo takie wtedy nosił pseudo. 

Znalazł się na tej liście, ponieważ wiele mnie nauczył. Nie myślę tylko o blogowaniu, bo jak wiadomo, jest autorem dwóch dobrych poradników, ale i o podejściu do życia w szerokim pojęciu. Niektórzy zarzucają mu gwiazdorzenie, ale to tylko szary lud, który boi się wypowiedzieć własne pragnienia nagłos, a co dopiero je spełnić. Tomek jest niezłomnym wizjonerem. Podoba mi się to. 


Zombie Samurai - ten facet po prostu nigdy nie przestanie udowadniać mi, że jestem okropnie złym człowiekiem. I bardzo dobrze, niech nie przestaje! Paradoksalnie, on jako mężczyzna, uzmysłowił mi istnienie wielu problemów społeczeństwa, związanych z podejściem do kobiet. Wcześniej nawet nie zwracałam na nie uwagi, bo byłam przyzwyczajona do takiego, a nie innego traktowania, a tak nie powinno być. Dzięki, Paweł.

No i robi czytanie książek na żywo, a to jest złoto.


Halo Ziemia - o człowieku i dla człowieka. Konrad jest osobą bardzo mądrą życiowo, pisze niczym kaznodzieja. Jego artykuły są wyjątkowo wyważone i spokojne. Potrafi poruszyć, zmienić coś we wnętrzu czytelnika na lepsze, a to wszystko nie bez pokrycia, bo lista akcji charytatywnych, w które jest zaangażowany zdaje się nie mieć końca. 

Kiedy wspomina o swojej żonie i córeczce, chciałoby się, żeby wszyscy byli dla siebie tak kochający.


Zamiast oglądać kolejny film, szczerze polecam zrobić sobie wieczór z powyższymi blogami. Jak zwykle, pod spodem Vroobelki z ostatniego tygodnia. Czytamy się jutro, cya!


wtorek, 17 marca 2015

Jak schudłam? #5 - 3 rozmiary w dół

Stroje kąpielowe, krótkie spódniczki, bluzki z odsłoniętym brzuchem i obcisłe sukienki. O tak. Co druga dziewczyna chciałaby je ubrać, a tylko odsetek  może sobie na to pozwolić, ale zdarza się czasem, że nawet założenie czegokolwiek jest niełatwe.


Przymierzalnia w centrum handlowym. Piąta, dziesiąta czy dwudziesta, kto by to liczył? Przeszłam już wszystko wzdłuż i wszerz. Po raz kolejny próbuję wcisnąć na siebie największą parę spodni, którą tylko udało mi się znaleźć w całym sklepie. Cholera, nie ma szans. Z góry pada światło, które z niesamowitą dokładnością eksponuje mój cellulit. Widzę w lustrze, że z każdym ruchem,  moje ciało dosłownie faluje. Czuję bezsilność i przygnębienie, trudno nie płakać w takich chwilach. Ostatecznie zgarniam jakieś rozciągliwe legginsy, bo przecież w czymś chodzić trzeba, a potem idę pooglądać buty i torebki.

*

Zbliża się impreza sylwestrowa. W żadnej czarnej sukience nie wyglądam dobrze, bo rzecz jasna, mierzę tylko czarne. Moje wymarzone, obcisłe kreacje, jedynie omiatam wzrokiem. W końcu biorę pierwszą i ostatnią, która w ogóle na mnie pasuje. Tak wyglądają każde moje zakupy. Kupuję wszystko, w co się wciskam, a więc nie mam za wielkiego wyboru.

*

Minął już pierwszy miesiąc diety oraz ćwiczeń. Kupuję sobie motywacyjną, krótką koszulkę. Co jakiś czas zakładam ją, kontrolując jak wyglądam. Tygodniami leży sobie w szafie i czeka na swój moment. Nadchodzi ten dzień, ubieram ją na imprezę. Jest pięknie. Osiągnęłam to. Victoria.


Nienawidziłam zakupów i ubierania się przed każdym wyjściem. Próbowałam tysiąca stylizacji, przekopywałam całą szafę, a we wszystkim czułam się okropnie. Moje kompleksy doszły do tego stopnia, że przez cały sezon letni nie założyłam krótkich spodenek, choćby nie wiem ile było stopni. Nie i koniec. Za wszelką cenę unikałam pokazywania się w stroju kąpielowym, chociaż zawsze lubiłam pływać. To było życie w klatce, w której zamknęłam sama siebie. Tylko ja miałam do niej kluczyk.

Teraz zwykle wchodzę tylko do trzech ulubionych sklepów, bo wszędzie znajduję tyle rzeczy na siebie, że i tak nie byłabym w stanie ich wszystkich kupić. Ostatecznie zjechałam z 44/42 na 38/36. Sukienki i spódniczki mniejsze, ale spodnie zwykle większe, bo kto ma ogromny tyłek, niechaj będzie go miał na wieki. Luz, ogromny, ale jędrny – wszystko pod kontrolą.

Jeżeli kiedykolwiek płakałaś w przymierzalni, musisz wiedzieć, że nie jesteś jedyna.

niedziela, 15 marca 2015

Jak polubić Boga w trzech krokach

Wyślij sms o treści ICHTHYS pod numer 777, następnie udostępnij ten wpis, a wyślemy ci międzynarodowy certyfikat UE, CKE oraz EJEJE na istnienie Boga wraz z imiennym autografem od samego Jezusa Chrystusa! A jeśli zrobisz to już teraz, dostaniesz pozłacany modlitewnik gratis!

Wy wiecie, że żartuję, a ja za to, wiem coś o was. Niezależnie od światopoglądu, statusu społecznego, siły racjonalnych argumentów i zdolności samodzielnego przetrwania w świecie, każdy z nas wolałby żyć wiecznie w miejscu idealnym, aniżeli pewnego dnia nagle zniknąć, bo pierwsza wersja jest po prostu o wiele bardziej pozytywna. Ten wpis jest dla wszystkich, którzy czasem chcą, ale nie potrafią. Żaden ze mnie teolog, więc mam nadzieję, że nie wkradnie nam się tu zbyt wiele herezji, ale nie obiecuję.


1. Stań w prawdzie

Nie jesteś żadnym chrześcijaninem niepraktykującym, bo po pierwsze: to taka sama głupota jak nudysta niepraktykujący, a po drugie: praktykowanie chrześcijaństwa nie polega jedynie na chodzeniu do kościoła, tylko świadomym naśladowaniu postaw Jezusa Chrystusa. Dlaczego więc tak bezrefleksyjnie zasłaniasz się tym hasłem? Z przyzwyczajenia? Bo lubisz ten komfort psychiczny, że nie umrzesz na zawsze, ale jednak nie chce ci się nawet podnieść tyłka w niedzielę? Bo „ohoho, ja wierzę w Boga, ale nie wierzę w księży”?

Żyjemy w kraju, gdzie każdy odgórnie uznawany jest za chrześcijanina. Wytwarza to często jakiś toksyczny nacisk społeczeństwa. Wielu moich znajomych, jeszcze do niedawna, mówiło rodzicom, że idzie do kościoła, a tak naprawdę chodziło przez godzinę wokół niego, bo z jednej strony wysyłano ich tam na siłę, a z drugiej za Chiny nie chcieli wejść do środka. Słyszałam nawet historie o tym jak to cała rodzina jedzie na zakupy, udając przed babcią, że idą na mszę. Kochani moi, ile my mamy lat? Przymus w niczym tu nie pomoże, wręcz przeciwnie, czasem trzeba odejść, żeby zatęsknić. A więc bądź dojrzały, przemyśl co czujesz, gdzie jesteś i gdzie chcesz być, a potem…


2. Podejmij decyzję

Wiara to świadoma decyzja, nic innego. Nie można do niej nikogo zmusić albo namówić. Nie poznasz działania Boga, jeżeli sam nie wpuścisz go do siebie, ani też, jeżeli się nawrócisz, nie zaczniesz czuć jego obecności dzień w dzień. To nie dezodorant czy kiełbasa, nie oczekuj, żeby ostatecznym dowodem istnienia Boga było dowożenie cię na chmurce po zakupy do warzywniaka.

Jest mnóstwo głosów za i przeciw, a wszystkie wydają się być równie przekonujące. Musisz wybrać sam, bo dobro należy do Boga, zło do szatana, a do ciebie należą wybory. Masz ci los. Może stwierdzisz, że jednak nie chcesz, może ten dylemat wróci za kilka lat, może za kilkadziesiąt, może nigdy. To nic, wciąż cię lubię. On też.


3. Próbuj

Dużo czasu poświęcamy na dysputy o homoseksualizmie, rozwodnikach, in vitro czy eutanazji. Myślisz sobie, ale ten gej ma przerąbane, nie może być z tym, kogo kocha, a ten młody też ma przerąbane, bo musi wziąć ślub, żeby zamieszkać z dziewczyną - jakie to głupie, trzeba to zmienić! A tymczasem może masz żonę, a w teorii wystarczy, żebyś podczas zbliżenia, pomyślał o niej przedmiotowo i popełniłeś już grzech, bęc. Ja myślę, że w drodze z łóżka do łazienki popełniam przynajmniej z pięć. To są bardzo trudne tematy dla mądrzejszych ludzi ode mnie i na pewno powinny być poruszane w innych miejscach niż nasz niewinny Vroobelson, ale powiem wam, że grzech to grzech, więc może przestaniesz rzucać te papierki na trawnik, zaczniesz mówić dzień dobry, oddasz niepotrzebne rzeczy biednym, bo niezależnie od tego czy jesteś gejem, hetero, dyrektorem, sprzątaczką, chrześcijaninem lub ateistą, jesteś takim samym grzesznikiem jak reszta. Jednocześnie ich zachowania nie usprawiedliwiają twoich.  

Ciężko jest zauważyć Boga w kościele. Idziesz tam i często widzisz jedynie smutek, bierność, obłudę, pazerność. Nie miej im wszystkim tego za złe, są tylko słabymi ludźmi jak ty. Wyjdź poza kościół i poznaj prawdziwy Kościół. Jestem tego żywym przykładem. Wiem, że jeżeli nie pojechałabym na Spotkanie Młodych w Wołczynie, dzisiaj byłabym niewierząca. Proponuję ci zacząć od tego.

Bóg nie egzekwuje od nas niczego, co jest ponad nasze siły. On nie wymaga, żebyśmy się zmienili, ale abyśmy chcieli i próbowali być lepsi. To wszystko. Pozwala nam ponosić porażki, ale tyle razy ile my się od niego odwrócimy, tyle razy on przyjmie nas z powrotem. Może będziesz musiał wrócić do punktu pierwszego, ba, ja ci gwarantuję, że jeszcze tam wrócisz i to nie raz. Ja też wracałam i nikt nie powiedział, że jeszcze nie wrócę.

Bardzo mnie cieszy, jeżeli dotarłeś do ostatniego kroku, ale w tym specyficznym przypadku, koniec poradnika jest dopiero początkiem.


Jeżeli chciałbyś porozmawiać to pisz śmiało do mnie maila na billie.sparrow.vroobelek@gmail.com albo na fejsie, buzi.

czwartek, 12 marca 2015

Jakie jest życie licealisty?

Gimnazjum to już legenda, która z nietrafionej reformy szkolnictwa, przeobraziła się w swoistą inspirację internetowej satyry. Mówi się o nim wiele, tak samo jak snuje opowieści studenckie. Na czym więc umykają nam te trzy lata, czy są aż tak mało charakterystyczne i monotonne? Co dzieje się zaraz po tym, gdy zrzucamy z siebie to gorzkie jarzmo bycia gimbusem?


Pewnego dnia, prosto z krainy bydła i smoły, udajesz się w drogę do Nowego Świata. Nikt na ciebie nie krzyczy, bo i nie ma po co, nie wygania z toalety, nie każe się przesunąć o metr w prawo, usiąść tu, a nie gdzie indziej. Wszystkie mamusie, które skakały wokół ciebie i błagały, żebyś obdarzył ich zainteresowaniem, zamieniają się we współpracowników o wyższym szczeblu niż ty. Tu pogadanki wychowawcze na temat życia uskuteczniane są jedynie, gdy ktoś zachodzi w ciążę.

Uczysz się cztery razy więcej, a oceny masz dwa razy gorsze. Zrobiłeś coś dobrze – no i? Taka była twoja powinność, więc nie wiem jakich laurów teraz oczekujesz? Zrobiłeś coś źle – nikt nie będzie się litował, albo sobie radzisz, albo najwyraźniej się tu nie nadajesz. Nie każdy musi mieć maturę. Większa odpowiedzialność jest ceną za większą swobodę.

Po raz pierwszy nie tylko czujesz się dorosły, ale inni zaczynają cię tak postrzegać, i nie mówię tutaj jedynie o dzieciach z przedszkola. Kiedy przychodzi rok osiemnastek, wszyscy już są pozamiatani. A tutaj prawo jazdy, a tu wielkie plany na studia. Co ja mówię, na życie! Wieczorem, leżąc w łóżku, zamykasz oczy i widzisz siebie na drugim końcu globu albo po ślubie. Tylko uczyć się nie ma komu, a matura nadchodzi wielkimi krokami. No właśnie, Matura. Powoli zaczynam myśleć, że to mityczny stwór, który ukręci mi głowę. Chyba kiedy już dostanę ją do ręki, zawołam z niedowierzaniem: o Boże, to ona! Ona tu jest!

Są setki rzeczy, które w tym okresie życia zrobisz po raz pierwszy, więc na pewno nie będzie nudno. Samodzielne wyjazdy, związki, imprezy ze studentami, zgony, tatuaże i tyle jedynek, ile w całym życiu nie dostałeś. No chyba, że robiłeś już to wszystko w gimnazjum, to weź się trochę zastanów nad sobą, ale przecież jesteś moim czytelnikiem, ty jeden znasz pana doktora Z. M. Rozsądka.

Już kilka razy usłyszałam od gimbusów, że licealiści są tacy sami jak oni, tylko udają mądrzejszych. Nie, moi drodzy, nie udajemy, ale zanim się obruszycie, powiem że lada chwila wy też dojrzejecie i zgodzicie się ze mną.

Jakie jest życie licealisty? Srakie, przyzwyczaisz się po dwóch miesiącach i wnet przyjmiesz nową rutynę. Ot co, kolejny etap życia i nie jest na twoje siły ani za trudny, ani znowu zbyt łatwy. Całkiem fajny, a na pewno taki, że nie wróciłbyś się do gimbazy. Tylko jedna rzecz zawsze będzie siedziała mi w głowie. Obraz dobrze zbudowanych, rosłych facetów, którzy palili papierosy przed szkołą na długiej przerwie. Doskonale dało się ich zauważyć z boiska mojej podstawówki. Myślę o tym za każdym razem, gdy przechodzę tamtędy i witam się z nimi.

… a oni wcale nie są tacy dorośli i wielcy.



A jakie są wasze obawy przed liceum albo już przemyślenia po? Piszcie w komentarzach, lajkujcie na fejsie, cya!

środa, 11 marca 2015

W środę nie robię - przegląd rzeczy fajnych #8


W środę nie robię. A wy mi na to odpowiecie, że we wtorek też nie. Ani w czwartek, ani w piątek! Bo ja tutaj ostatnio nic nie robię, ale to tylko efekt powrotu do szkoły i maratonu różnych obowiązków. Sorrka. Ten tydzień będzie lepszy.


Wiosna - proszę państwa, to ona. Nadchodzi! Należę do tych ludzi, którzy jak roślinki, potrzebują dużo światła, żeby zakwitnąć. Dlatego okres od listopada do lutego jest dla mnie najgorszym w całym roku. Szczerze nienawidzę tego stanu, gdy budzę się rano i jest ciemno, a popołudniu nawet nie zdążę wrócić do domu przed zachodem słońca. O-kro-pień-stwo. Nic tylko spać - taki komunikat wysyła mi moja podświadomość podczas zimy. No czy to nie oczywiste, skoro jest ciemno?

#StopGwaltom - kapitalna akcja, mająca na celu zaprzestanie szablonowego myślenia, że to ofiara jest winna zbrodni, bo pijana, wyzywająco ubrana czy pomalowana. Zryw wsparli między innymi Krzysiu Gonciarz i Paweł Opydo. Polecam przejrzeć ten tag na fejsie lub insta, gratuluję i dziękuję wszystkim panom, bo trzeba mieć jaja, żeby wrzucić takie zdjęcie, a w tej sprawie wsparcie mężczyzn jest szalenie ważne.

10 najlepszych piosenek z filmów Disneya - ranking zupełnie subiektywny, ale obudził we mnie wiele wspomnień, ochów i achów, bo przyznajmy się do tego, że każdy ma swoje ulubione animowane kawałki. Ja osobiście nie potrafiłabym uszeregować własnych, ale na pewno połowa byłaby z Pocahontas. Jakie są wasze typy?


Na koniec coś zupełnie specjalnego - wielki zastrzyk dowartościowania. Masz to obejrzeć i koniec. Nie obchodzi mnie, że nie masz teraz czasu albo ochoty. Włączaj.

wersja dla pań

i dla panów


A na koniec tylko dwa smutne Vroobelsony, które czekają na was:

Do jutra! A tym czasem zlajkujcie mnie na fejsie, buzi!

poniedziałek, 9 marca 2015

JS? #4 - Polska dla Polaków, siłka dla siłaczy

Sport? Phi! To nie dla mnie, ja wolę ćwiczenia intelektualne! Na siłownię chodzą sami faceci o wielkich karczkach, a nie takie łajzy jak ja, które nie umieją odkręcić butelki wody.

 - ja tak właśnie kiedyś myślałam i jeżeli tobie podobne myśli siedzą w głowie to wyrzuć je, fe fe.


Na początku, gdy zaczęłam ćwiczyć, wstydziłam pokazać się nawet własnej matce. Wyobrażałam sobie jak bardzo moje ruchy muszą być pokraczne, do tego czułam, że pocę się jak świnia, jestem cała czerwona, o włosach nie wspominając. Źle czułam się też za każdym razem, gdy ktoś mijał mnie podczas biegania. Zawsze powtarzałam sobie, że muszę porządnie nabrzydnąć, żeby za kilka miesięcy wyglądać świetnie. Dawało mi to dużo motywacji, ale nie aż tyle, żeby w końcu przełamać uprzedzenia i pójść na siłownię. Cała koncepcja ćwiczeń w grupie była dla mnie jakąś abstrakcją, przecież nikt nie mógł zobaczyć jaką jestem niedojdą.

Jeden z kolegów wspierał mnie w tamtym okresie. Jako że ma duży zakres wiedzy w dziedzinie sportu, udzielał mi wielu rad na temat odchudzania. Przy każdej rozmowie próbował przekonać mnie do pójścia na siłownię. Obiecywałam, że się tam wybiorę, ale wciąż nie było mi po drodze. W końcu mu się udało. Zabrałam koleżankę, bo przecież razem raźniej i… zakochałam się na amen.

Początki były trochę śmieszne i na pewno ciekawe, bo poznawałyśmy obsługę każdego ze sprzętów. Z czasem poczułam się tam jak w domu i nie miałam już problemu z przychodzeniem samej. Długo czułam się zmieszana tym, że wszyscy automatycznie są na „ty”, ale i do tego przywykłam. Jest fajnie, po prostu fajnie.

Od kiedy zaczęłam korzystać z siłowni, odczułam znaczną różnicę w swojej kondycji, nie tylko jest to ciekawsza opcja niż ćwiczenia w domu, ale daje o wiele lepsze efekty oraz motywuje, bo jak już kupiłeś ten karnet, to rozmyślisz się i pozwolisz, żeby przepadł? Albo, jak już tam przyjdziesz, usiądziesz po piętnastu minutach na dupsku i zaczniesz odpoczywać przez najbliższa godzinę? Oczywiście, że nie. Jedynym minusem siłowni jest to, że faktycznie możesz nabawić się kontuzji. Dlatego wskazane jest trochę poczytać, a przynajmniej popytać, żeby się nie załatwić.

Tak jak kiedyś wstydziłam się spocić, tak teraz, z podniesioną głową, wchodzę sobie do pakerni i ćwiczę z ciężarkami lub ze sztangą, wśród samych facetów. A wiecie co oni na to? Nic. Bo nikogo to nie obchodzi, tam każdy robi swoje. Chyba, że potrzebujesz w czymś pomocy, wtedy od razu znajdzie się chętny, żeby np. pomóc ustawić ci sprzęt.

A więc wyzywam cię, żebyś spróbował. Trzy razy w tygodniu. Tylko ty, bieżnia i ciężary. Nie wstydź się, ci pakerzy też kiedyś zaczynali, przy czym naprawdę nikt nie wymaga od ciebie, żebyś był taki jak oni.

sobota, 7 marca 2015

Jak znaleźć na wszystko czas?

Oto on! Krótki przepis jak wykonać wszystkie obowiązki oraz zadbać o kondycję ciała i umysłu!


1. Sen jest dla słabych!

Ej weź nie śpij, to jest w ogóle bez sensu. Wiesz ile godzin w skali życia tracisz na spanie? Czy ty sobie zdajesz sprawę z tego ile przykładów z matmy mógłbyś wtedy rozwiązać? Tysiąc! To zapewni ci przewagę nad społeczeństwem i pomoże odnaleźć w dzisiejszym pędzącym świecie!


2. Jedno słowo: mul-ti-tas-king!

Wyobraź to sobie, biegniesz, a w słuchawkach już leci Lalka Prusa, jedziesz rowerkiem stacjonarnym, czytając artykuły w Internecie, myjesz zęby przy robieniu przysiadów. Do tego jesz w samochodzie, ale tak wiesz, nie za często, bo to jednak też zajmuje dużo czasu.


3. Wyjścia w weekend?

Naah, to głupie. Podczas gdy społeczeństwo dąży do nieuchronnej degradacji, ty zostań w domu i rozwijaj się intelektualnie. Czytaj książki, pisz, maluj, rozmyślaj nad życiem, a że ustaliliśmy już, iż nie będziesz w ogóle sypiał, zyskasz całą noc dla siebie(!), a wiadomo, że jest to najbardziej inspirujący czas.


4. Cewnik

Dziękuję.


5. NIE ODDYCHAJ

Ileż czasu się marnuje, gdy nabierasz oddechu między słowami! Ileż energii wkładasz w złapanie tchu! Panie, to się w ogóle nie opłaca.



Jak znaleźć na wszystko czas?




No ja już kurwa nie wiem.

środa, 4 marca 2015

W środę nie robię - przegląd rzeczy fajnych #7



Chrystusie, znowu środa! Czy ten czas rozpędza się coraz bardziej? W każdym razie stawiam się punktualnie!


Gry planszowe - śmiejcie się, ale dopiero w tym tygodniu odkryłam jak bardzo je uwielbiam. Wyciągnęłam z szafy zakurzone Monopoly, Scrabble, Jenga i zaprosiłam do siebie kilka przyjaciółek. No kosmos! Integracja i dobra zabawa gwarantowane, polecam każdemu.

Polityka na głowie czyli rzecz o dobrych włosach - Zwierz poruszył szalenie ciekawy temat, który ludziom z naszych stron jest zupełnie obcy. W życiu bym na to nie wpadła. Już zawsze będę zwracała uwagę na czarnoskóre kobiety o "normalnych" włosach, bo nie wychodzi mi z głowy myśl o pracy, którą musiały w to włożyć, a przecież w naturalnej wersji są równie piękne.

Nowoczesny model rodziny to koszmar dla idiotów - pośmiejmy się razem. Polecam przejrzeć komentarze.




Płaczę. Wcześniejsze konflikty były dobre, ale te są najlepsze.





A to małe oszustwo, bo ta sukienka miała być fajnością zeszłego tygodnia, ale na śmierć o niej zapomniałam. Żadna ze mnie blogerka modowa. Wrzucam, bo kilka osób pisało na snapie, że bardzo ładna, a i mi wyjątkowo przypasowała. Oczywiście z H&M'u, musicie wiedzieć, że to mój ulubiony sklep.


Vroobelsony, których nie możesz przegapić:


- 20 faktów o mnie - dajcie znać, który jest waszym ulubionym,

- Ja schudłam? #3 - Ruszyłam dupę - tyle w temacie. Kontynuujemy odchudzającą serię,

- Dlaczego się boję? - intymna atmosfera, szczere słowa. Ważny dla mnie wpis.


Życzę dużo siły na następny tydzień i przypominam o tym, że możecie śledzić mnie na Facebooku, Instagramie, Twitterze i Snapie. 

poniedziałek, 2 marca 2015

Dlaczego się boję?



Kiedy byłam małym dzieckiem, bałam się wszystkiego. Bestii z Disneya i zjeżdżalni w parkach wodnych, przerażały mnie nawet porady seksualne w Bravo, a żadnego horroru nie obejrzałam dłużej niż ułamek sekundy napisów początkowych. Potem zaczęłam dorastać, nastał taki okres, że nic oprócz śmierci nie wywoływało u mnie dreszczy. Ani pająki, ani ciemność czy wysokość nie były mi straszne. Ale teraz znowu się boję.

Czasem jestem kompletnie przerażona. Że nie sprostam czyimś wymaganiom, że popełnię błąd, że wezmę na swoje barki zbyt wiele, że zawiodę siebie i innych, że ktoś zawiedzie mnie. W epoce Disneya nie wiedziałam o istnieniu takich lęków, bo najwyraźniej moje dzieciństwo było beztroskie, za to jeszcze kilka lat do tyłu, one gdzieś sobie istniały, ale zupełnie mnie nie dotyczyły.

Boję się, nie śpię po nocach, bo zależy mi na tym, na Niej, na Nim. Dbam i tak bardzo nie chcę tego zepsuć. Strach nie jest zarezerwowany tylko dla dzieci i słabych dorosłych. To jest dobry znak, świadczy o naszej dojrzałości. Boimy się, bo mamy świadomość przyjmowanej odpowiedzialności za siebie oraz innych.

Bardzo łatwo przywiązuję się do ludzi, mają znaczny wpływ na moje życie. Za każdym razem, gdy oficjalnie zostaje powiedziane, że mam nowego chłopaka, codziennie rano budzę się z ogromnym bólem brzucha i najchętniej cały dzień spędziłabym skryta pod kołdrą. Jestem nerwowa, bo od teraz tak wiele rzeczy ulegnie zmianie, przy czym chorobliwie boję się, że na końcu znowu zostanę sama i zawiedziona. Mam ochotę zwiać, wycofać się, ale tego nie zrobię, bo przecież zależy mi, wiem to. Dlatego cały ten strach zamieniam w pieczołowite starania i rozsądne wybory, które być może uchronią mnie przed spełnieniem najsmutniejszych wizji.

Też tak czasem masz, że strach paraliżuje cię, jak gdybyś stąpał po cienkim ludzie, nie mogąc postawić pewnego kroku? Ja z każdym dniem jestem silniejsza, ale nigdy zupełnie nie przestanę się bać, tak jak nigdy nie przestanę tych lęków pokonywać. Strach potrafi wzbudzić w człowieku ogromne pokłady emocji, więc zamieniam je w energię, a tę zaś w czyny. Każdego potwora da się oswoić, nie pozwól, żeby cię zatrzymał, bo możesz przegapić coś niesamotnego. Ja naprawdę uwielbiam wodne zjeżdżalnie. 

Jak schudłam? #3 - Ruszyłam dupę

Jak schudłam? Ruszyłam dupę! Tak właśnie. W zasadzie cały swój przepis zawarłam już w tytule, więc możesz albo od razu wstać i ruszyć swoją, albo jednak zostać jeszcze chwilę ze mną, jeżeli to hasło niewystarczająco pobudziło twoją wyobraźnię i wciąż jesteś pełen pytań… lub po prostu mnie lubisz. 

Żadna magia

Gdy już opanowaliśmy swoją dietę, w czym pomógł nam doktor Rozsądek, czas przejść do tematu ćwiczeń. Wielokrotnie dostawałam pytania na asku i gochat’cie z prośbą o linki do ćwiczeń, które wykonuję. Za każdym razem miałam nieodparte wrażenie, że rozmówca oczekuje filmiku, który będzie krótki, przyjemny i magicznie sprawi, iż jego sylwetka w tydzień stanie się idealna. To jest skrajnie naiwne, ale rozumiem taką nadzieję, bo myślę, że poniekąd sama kiedyś tego oczekiwałam, buszując po Internecie, gdy byłam jeszcze smutną grubaską. Prawda jest taka, że magia nie istnieje, więc nie schudniecie od liczby przeczytanych artykułów o poprawnych ćwiczeniach.




Nie zastanawiaj się

Jak biegać to tylko w sportowych butach, w tygodniu zostawić sobie co najmniej jeden dzień bez aktywności fizycznej, nie zapominać o rozgrzewce przed ćwiczeniami i rozciąganiu po, a na siłowni dokładnie oglądać obrazki na urządzeniach, żeby nie zrobić sobie krzywdy. To wszystko co musisz wiedzieć, żeby zacząć. Pojawi się jeszcze cała chmara różnych zagadnień i pytań, ale odpowiedzi wyjdą w praniu. Przestań wymyślać, po prostu wstań. Biegaj, ćwicz z Mel B, jeźdź na rowerze, pływaj, tańcz, cokolwiek.


Nie mam czasu

Co za kłamczuch! O matko, patrzcie państwo, jak mu się z nosa kopci! A na fejsie to kto siedzi cały dzień? Nie wierzę, że jeżeli zsumowalibyście każdą minutę swojego dnia, w której nie robiliście nic produktywnego, nie wyszłaby wam ta godzinka. Wystarczy wszystkie obowiązki upchać ciasno w czasie, żwawo je wykonać i wszystko zdążycie zrobić, gwarantuję.




Niezłomność!

Może masz dzisiaj gorszy dzień, jesteś zmęczony, to nic. Każdemu się zdarza, to nie powód, żeby się poddać, a może po prostu jesteś sierotą, tak jak ja. To, że biegam i chodzę regularnie na siłownię wcale nie czy ni mnie fanką szeroko pojętego sportu. Wciąż o wynikach meczów dowiaduję się jedynie z fejsa, nadal nie rzuciłam bramki w ręczną. Nigdy nie będę dobrym sportowcem, ty może też nie, ale jeżeli nie potrafisz przebiec więcej niż sto metrów to przebiegnij ich sto dziesięć i traktuj to jako wielki sukces. Ciesz się z tego, że założyłeś buty i wyszedłeś, rób cokolwiek i koniecznie…


Systematycznie!

Trzeba mieć w sobie ogromną cierpliwość, efekty nie pojawią się od razu, ale to nie znaczy, że należy się poddać. No spójrzcie na mnie, jak jedna osoba mi tu skomentuje wpis to jest kosmos, a ja mimo tego, niemalże codziennie, piszę w pocie czoła, bo wierzę, że kiedyś to się opłaci. Uważaj tylko, żeby nie popaść w monotonię, a w tym pomoże ci…




Siłka!

Siłka jest złotem. Siłka jest najlepsza, ale… to jest szerszy temat na za tydzień! A gdy już będziemy mieli omówione podstawy, wkradną nam się bardziej filozoficzne oraz intymne tematy. Do zobaczenia, Ćwirki!