niedziela, 15 marca 2015

Jak polubić Boga w trzech krokach

Wyślij sms o treści ICHTHYS pod numer 777, następnie udostępnij ten wpis, a wyślemy ci międzynarodowy certyfikat UE, CKE oraz EJEJE na istnienie Boga wraz z imiennym autografem od samego Jezusa Chrystusa! A jeśli zrobisz to już teraz, dostaniesz pozłacany modlitewnik gratis!

Wy wiecie, że żartuję, a ja za to, wiem coś o was. Niezależnie od światopoglądu, statusu społecznego, siły racjonalnych argumentów i zdolności samodzielnego przetrwania w świecie, każdy z nas wolałby żyć wiecznie w miejscu idealnym, aniżeli pewnego dnia nagle zniknąć, bo pierwsza wersja jest po prostu o wiele bardziej pozytywna. Ten wpis jest dla wszystkich, którzy czasem chcą, ale nie potrafią. Żaden ze mnie teolog, więc mam nadzieję, że nie wkradnie nam się tu zbyt wiele herezji, ale nie obiecuję.


1. Stań w prawdzie

Nie jesteś żadnym chrześcijaninem niepraktykującym, bo po pierwsze: to taka sama głupota jak nudysta niepraktykujący, a po drugie: praktykowanie chrześcijaństwa nie polega jedynie na chodzeniu do kościoła, tylko świadomym naśladowaniu postaw Jezusa Chrystusa. Dlaczego więc tak bezrefleksyjnie zasłaniasz się tym hasłem? Z przyzwyczajenia? Bo lubisz ten komfort psychiczny, że nie umrzesz na zawsze, ale jednak nie chce ci się nawet podnieść tyłka w niedzielę? Bo „ohoho, ja wierzę w Boga, ale nie wierzę w księży”?

Żyjemy w kraju, gdzie każdy odgórnie uznawany jest za chrześcijanina. Wytwarza to często jakiś toksyczny nacisk społeczeństwa. Wielu moich znajomych, jeszcze do niedawna, mówiło rodzicom, że idzie do kościoła, a tak naprawdę chodziło przez godzinę wokół niego, bo z jednej strony wysyłano ich tam na siłę, a z drugiej za Chiny nie chcieli wejść do środka. Słyszałam nawet historie o tym jak to cała rodzina jedzie na zakupy, udając przed babcią, że idą na mszę. Kochani moi, ile my mamy lat? Przymus w niczym tu nie pomoże, wręcz przeciwnie, czasem trzeba odejść, żeby zatęsknić. A więc bądź dojrzały, przemyśl co czujesz, gdzie jesteś i gdzie chcesz być, a potem…


2. Podejmij decyzję

Wiara to świadoma decyzja, nic innego. Nie można do niej nikogo zmusić albo namówić. Nie poznasz działania Boga, jeżeli sam nie wpuścisz go do siebie, ani też, jeżeli się nawrócisz, nie zaczniesz czuć jego obecności dzień w dzień. To nie dezodorant czy kiełbasa, nie oczekuj, żeby ostatecznym dowodem istnienia Boga było dowożenie cię na chmurce po zakupy do warzywniaka.

Jest mnóstwo głosów za i przeciw, a wszystkie wydają się być równie przekonujące. Musisz wybrać sam, bo dobro należy do Boga, zło do szatana, a do ciebie należą wybory. Masz ci los. Może stwierdzisz, że jednak nie chcesz, może ten dylemat wróci za kilka lat, może za kilkadziesiąt, może nigdy. To nic, wciąż cię lubię. On też.


3. Próbuj

Dużo czasu poświęcamy na dysputy o homoseksualizmie, rozwodnikach, in vitro czy eutanazji. Myślisz sobie, ale ten gej ma przerąbane, nie może być z tym, kogo kocha, a ten młody też ma przerąbane, bo musi wziąć ślub, żeby zamieszkać z dziewczyną - jakie to głupie, trzeba to zmienić! A tymczasem może masz żonę, a w teorii wystarczy, żebyś podczas zbliżenia, pomyślał o niej przedmiotowo i popełniłeś już grzech, bęc. Ja myślę, że w drodze z łóżka do łazienki popełniam przynajmniej z pięć. To są bardzo trudne tematy dla mądrzejszych ludzi ode mnie i na pewno powinny być poruszane w innych miejscach niż nasz niewinny Vroobelson, ale powiem wam, że grzech to grzech, więc może przestaniesz rzucać te papierki na trawnik, zaczniesz mówić dzień dobry, oddasz niepotrzebne rzeczy biednym, bo niezależnie od tego czy jesteś gejem, hetero, dyrektorem, sprzątaczką, chrześcijaninem lub ateistą, jesteś takim samym grzesznikiem jak reszta. Jednocześnie ich zachowania nie usprawiedliwiają twoich.  

Ciężko jest zauważyć Boga w kościele. Idziesz tam i często widzisz jedynie smutek, bierność, obłudę, pazerność. Nie miej im wszystkim tego za złe, są tylko słabymi ludźmi jak ty. Wyjdź poza kościół i poznaj prawdziwy Kościół. Jestem tego żywym przykładem. Wiem, że jeżeli nie pojechałabym na Spotkanie Młodych w Wołczynie, dzisiaj byłabym niewierząca. Proponuję ci zacząć od tego.

Bóg nie egzekwuje od nas niczego, co jest ponad nasze siły. On nie wymaga, żebyśmy się zmienili, ale abyśmy chcieli i próbowali być lepsi. To wszystko. Pozwala nam ponosić porażki, ale tyle razy ile my się od niego odwrócimy, tyle razy on przyjmie nas z powrotem. Może będziesz musiał wrócić do punktu pierwszego, ba, ja ci gwarantuję, że jeszcze tam wrócisz i to nie raz. Ja też wracałam i nikt nie powiedział, że jeszcze nie wrócę.

Bardzo mnie cieszy, jeżeli dotarłeś do ostatniego kroku, ale w tym specyficznym przypadku, koniec poradnika jest dopiero początkiem.


Jeżeli chciałbyś porozmawiać to pisz śmiało do mnie maila na billie.sparrow.vroobelek@gmail.com albo na fejsie, buzi.

3 komentarze:

  1. To co napisałaś jest bardzo mądre i dobrze, że poruszasz ten temat. Ja sama jestem ateistką, jednak kładę duży nacisk na bycie słownym w obu przypadkach. Irytują mnie "ateiści", którzy próbują udowodnić nieistnienie Boga jak i katolicy, którzy katolikami są tylko z nazwy. Nie lubię słyszeć od znajomych katolików, że nie idą do kościoła, na rekolekcje, na mszę rozpoczynającą rok szkolny, w środę popielcową czy na pasterkę. Nie lubię słyszeć, że ktokolwiek ukrywa przed rodzicami, że nie chodzi do kościoła, bądź też jest przez nich do tego zmuszany(sic!). Ludzie mogą na to dziwnie reagować, bo jak to, niby ateistka a burzy się, że nie chce mi się iść na mszę! Ale ja po prostu nie znoszę hipokryzji. Myślę, że mogłabym na ten temat jeszcze wiele napisać, ale wystarczy jak na jeden komentarz. Trzymaj się i pisz dalej!
    PS Będę odrobinę grammar nazi- Szatan też piszemy dużą literą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre podejście. Dzięki, będę :)
      PS Z tego co mi wiadomo, głosy są podzielone, ale taką stylistyką kładę szczególny nacisk na to, że nie mam do niego grama szacunku ;)

      Usuń
  2. Jestem ciekawa jakie jest twoje podejście odnośnie seksu przedmalzenskiego. Zyjemy w takich czasach, że seks stał sie normalnością, promują go wszędzie, głównie w popkulturze. Często tez słyszę cos w stylu "kto normalny czeka z seksem do ślubu, no blagam". Co o tym sadzisz? Jako osoba wierzaca czekasz z tym do slubu?

    OdpowiedzUsuń