wtorek, 17 marca 2015

Jak schudłam? #5 - 3 rozmiary w dół

Stroje kąpielowe, krótkie spódniczki, bluzki z odsłoniętym brzuchem i obcisłe sukienki. O tak. Co druga dziewczyna chciałaby je ubrać, a tylko odsetek  może sobie na to pozwolić, ale zdarza się czasem, że nawet założenie czegokolwiek jest niełatwe.


Przymierzalnia w centrum handlowym. Piąta, dziesiąta czy dwudziesta, kto by to liczył? Przeszłam już wszystko wzdłuż i wszerz. Po raz kolejny próbuję wcisnąć na siebie największą parę spodni, którą tylko udało mi się znaleźć w całym sklepie. Cholera, nie ma szans. Z góry pada światło, które z niesamowitą dokładnością eksponuje mój cellulit. Widzę w lustrze, że z każdym ruchem,  moje ciało dosłownie faluje. Czuję bezsilność i przygnębienie, trudno nie płakać w takich chwilach. Ostatecznie zgarniam jakieś rozciągliwe legginsy, bo przecież w czymś chodzić trzeba, a potem idę pooglądać buty i torebki.

*

Zbliża się impreza sylwestrowa. W żadnej czarnej sukience nie wyglądam dobrze, bo rzecz jasna, mierzę tylko czarne. Moje wymarzone, obcisłe kreacje, jedynie omiatam wzrokiem. W końcu biorę pierwszą i ostatnią, która w ogóle na mnie pasuje. Tak wyglądają każde moje zakupy. Kupuję wszystko, w co się wciskam, a więc nie mam za wielkiego wyboru.

*

Minął już pierwszy miesiąc diety oraz ćwiczeń. Kupuję sobie motywacyjną, krótką koszulkę. Co jakiś czas zakładam ją, kontrolując jak wyglądam. Tygodniami leży sobie w szafie i czeka na swój moment. Nadchodzi ten dzień, ubieram ją na imprezę. Jest pięknie. Osiągnęłam to. Victoria.


Nienawidziłam zakupów i ubierania się przed każdym wyjściem. Próbowałam tysiąca stylizacji, przekopywałam całą szafę, a we wszystkim czułam się okropnie. Moje kompleksy doszły do tego stopnia, że przez cały sezon letni nie założyłam krótkich spodenek, choćby nie wiem ile było stopni. Nie i koniec. Za wszelką cenę unikałam pokazywania się w stroju kąpielowym, chociaż zawsze lubiłam pływać. To było życie w klatce, w której zamknęłam sama siebie. Tylko ja miałam do niej kluczyk.

Teraz zwykle wchodzę tylko do trzech ulubionych sklepów, bo wszędzie znajduję tyle rzeczy na siebie, że i tak nie byłabym w stanie ich wszystkich kupić. Ostatecznie zjechałam z 44/42 na 38/36. Sukienki i spódniczki mniejsze, ale spodnie zwykle większe, bo kto ma ogromny tyłek, niechaj będzie go miał na wieki. Luz, ogromny, ale jędrny – wszystko pod kontrolą.

Jeżeli kiedykolwiek płakałaś w przymierzalni, musisz wiedzieć, że nie jesteś jedyna.

10 komentarzy:

  1. Wróbelku, jesteś śliczną i niesamowicie motywującą dziewczyną :-) moje pytanie, tak na szybko, bo szukałam kogoś o takim podejściu do diety jak Ty - co zwykle zjadasz w ciągu dnia ? Tak przykładowo ? dzięki z góry za odpowiedź, pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Rano i w szkole jem kanapki z ciemnego pieczywa albo serek wiejski czy jogurt, na obiad na przykład pierś z kurczaka z warzywami, a na kolację owsiankę.

      Usuń
  2. Jesteś świetna. Ogromny szacunek za to, co osiągnęłaś. Też wielokrotnie płaczę w przymierzalni. Niestety, wszystkie moje zamiary i plany i tak ulegają autodestrukcji po dwóch dniach. ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedz sobie, że tym razem nie będziesz próbować, tym razem po prostu to zrobisz :)

      Usuń
  3. Hej! Dokładnie znam te przeżycia i wulkany negatywnych emocji w przymierzalniach. Coś okropnego! Doszło do tego że nigdy z niczym nowym nie wychodziłam, bo po prostu w przymierzalni odechciewało się wszystkiego.
    Ja jestem na początku drogi walki o siebie, ale bardzo motywujesz :D Ciągle sobie powtarzam, że to się nie stanie w ciągu jednej nocy, tygodnia czy miesiąca, bo czasami dopadają myśli żeby to wszystko rzucić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walcz, bo naprawdę się opłaca. Ja, kiedy ktoś chwalił mnie, że schudłam, mówiłam "To dopiero początek", a gdy miałam chwile słabości, myślałam "Nie od razu Rzym zbudowano" :D Trzymam kciuki!

      Usuń
  4. nie wierzę, że nosiłaś 44/42 :O gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiedz mi, jak teraz podtrzymujesz sylwetkę? Czy cały czas jesteś na diecie i ćwiczysz, czy teraz już więcej luzu?
    A w czasie diety jak to pogodziłaś z życiem szkolnym i towarzyskim? Jak z alkoholem? Pijasz w ogóle? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku mocno przyciskałam. Na wyjścia do maka zabierałam z domu własną owsiankę z jabłkiem, serio :D Teraz już zluzowałam. Piję, ale tylko przy większych okazjach i znowu bez przesady. Nie mam żadnego problemu z utrzymaniem sylwetki, bo ja po prostu lubię ćwiczyć, całą mnie nosi jak nie poćwiczę trzy razy w tygodniu, a z jedzeniem też spoko, bo choć jem o wiele więcej słodyczy nić powinnam, zwyczajnie polubiłam zdrowe jedzenie.

      Usuń