niedziela, 22 marca 2015

Małe miasteczko - wielkie plotki

Znam jej byłego, aktualnego, a nawet przyszłego, wiem dokładnie co robiła na ostatniej imprezie, jest daleką kuzynką mojej koleżanki z klasy, słyszałam, że ostatnio pokłóciła się ze swoją przyjaciółką, w końcu wszyscy wiedzą, że tamta jest strasznie pusta, ale nie, nie powiem jej cześć, bo przecież się nie znamy. Mogę dać lajka na insta, nic więcej – czyli witamy w małym mieście!


Pomimo dwóch przeprowadzek, w moim krótkim życiu, nigdy nie przeniosłam się dalej niż o jakieś pięć kilometrów. W drodze z liceum mijam ten sam słup, na który wpadłam podczas jednego z pierwszych samodzielnych powrotów do domu. Dzięki Bogu, siniaki nie są tak permanentne jak słupy. Kupuję chleb w tej samej Biedronce, gdzie nieraz wjeżdżałam do środka na rolkach z koleżankami. Z każdym kolejnym chłopakiem siadam nad tym samym stawem, ba, na tych samych ławkach! Wszyscy dziwią się, jeżeli w rozmowie wyniknie, że ktoś kogoś nie kojarzy. Ale spokojnie, szybki research na fejsie wystarczy, żeby dopasować twarz do nazwiska. To wszystko jest na swój sposób kochane, klimatyczne, pełne sentymentu, ale chwilami wręcz przerażające.

Jako małe dziecko pamiętam, że dorośli często mówili: Zobacz, ten znowu idzie narąbany, ale on zawsze był głupi! albo O, chodziła ze mną do klasy. Nie zapowiadała się nigdy, a teraz robi taką karierę. Powoli sama wkraczam w ten etap. Nadchodzą ważne wybory, stałe związki, dzieci, czasem przychodzi nawet śmierć. Co więcej, są też takie sytuacje, że wydawałoby się, iż jeszcze wczoraj jadłyśmy naprzeciw siebie obiad w szkolnej stołówce, podczas gdy nasze mamy czekały na zewnątrz, żeby nas odebrać, a tu nagle okazuje się, że po sieci banglają jej nagie zdjęcia. Znamy się tu wszyscy doskonale, więc przesyłanie informacji idzie w zawrotnym tempie. Obserwujemy zmiany wokół i nie przestajemy nawzajem się oceniać. Czasem może być to równie uciążliwe, co wielkomiejska samotność.

Nauczyciele są szczególnie wszędobylscy - dwie szkoły na krzyż, a wiek emerytalny wzrasta, więc dobrze znają całe pokolenia. Wiem, bo nie brakuje ich w mojej rodzinie. Skoro jesteśmy przy nauczycielach, pozwolę sobie przytoczyć anegdotkę, jak to zupełnie obcy pan zaczepił w sklepie mojego kolegę z klasy, pytając do jakiej szkoły chodzi, kto go uczy i jak mu się podoba. Opisał panią w samych superlatywach i jego szczęście, ponieważ nieznajomy  skwitował: no wiem, bo to moja córka. AHA, OKEY. Do dzisiaj dziękuję Bogu, że nie mnie to spotkało, bo ja się nie nadaję do polityki. Jestem z natury zbyt szczera i bezpośrednia, a że nie ma ludzi idealnych, na pewno bym coś palnęła.

Idziesz ulicą i wszędzie znajomi, to jest niby sympatyczne, a na pewno było za dzieciaka, bo nie trzeba się jakoś specjalnie umawiać i można zostawać na dworze po zmroku, nie to co w dużych miastach. Wszystko fajnie, są plusy mieszkania w małych miejscowościach, ale trzeba nauczyć się przesiewać informacje i nie przejmować szeptami, tylko robić to, co uważamy za słuszne. Męczy mnie już, że co byś nie zrobił, jak byś nie wyglądał, złośliwi sami połączą sobie puzzelki, powołując się na twoje drzewo genealogiczne i ostatnie lata życia. Ech, to chyba nie jest mój wymarzony styl życia. Mam czasem wielkie łaknienie nowych ludzi, miejsc i anonimowości. Przepraszam, ale na mnie już czas.

PS: Jest miejsce, z którego nigdy wam nie zwieję, o tutaj!

5 komentarzy:

  1. Małomiasteczkowa mentalność jest straszna. Również mam nadzieję, że uda mi się stąd jak najszybciej wyrwać. Nie będę tego robić bez smutku, oczywiście, ale to chyba po prostu nie moje miejsce.
    Świetny wpis, Wróbelku!
    /W.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój wujek zmarł na zawał. Zanim tata zdążył poinformować swojego kuzyna następnego dnia, ten dzwonił już z drugiego końca Polski z wyrazami współczucia ze względu na 'tragedię jaką była samobójcza śmierć poprzez powieszenie'. Widać ta małomiasteczkowa mentalność osiąga nowy poziom i zaczyna zataczać coraz szersze kręgi... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Konkretnie, miałem identyczny przypadek.:) Wydawało mi się, że jest jedyny, a tu proszę. :)
      Ale u mnie telefon był po ~1h od przybycia karetki pod dom. ;D

      Usuń