piątek, 29 maja 2015

Kręci mnie twój umysł



Nie zadurzam się zbyt często. Jeżeli facet jest przystojny, a nie nazywa się Ian Somerhalder, po prostu stwierdzam zdawkowo, że dobrze wygląda. Nie chce mi się nawet zwracać jego uwagi na siebie. Jednak jest taki jeden typ, którego szukać ze świecą długo i głęboko. To mnie bierze. Oj, jak mnie to bierze! Na amen.


Inteligencja

Niektóre dziewczyny lecą na piłkarzy, inne lubią skejtów, a ja, choć zawsze miałam słabość do artystów, zdałam sobie sprawę, że to nigdy nie było głównym kryterium moich wyborów. Kręciła mnie inteligencja, a ludziom, którzy ją posiadali, byłam w stanie wybaczyć wszystko. Czy to lenistwo, czy wzgardę drugim człowiekiem, nawet mną. Uwielbiałam ich błyskotliwe, cyniczne docinki i osobliwe poczucie humoru. Na szczęście dorosłam i tacy przebiegli inteligenci już dawno przestali mi imponować. Teraz kręci mnie towar wyjątkowo deficytowy.


Mądrość

Bingo. Wyższy poziom inteligencji, dokąd trafiają ludzie, którzy postanowili jej nie zmarnować. Choć naprawdę uwielbiam tańczyć, on nie musi być mistrzem, nie potrzebne mu wykrzykiwać, że jest we wszystkim najlepszy, ma mocną głowę i pięści (ale dłonie muszą być ładne, o tyle proszę), nie trzeba mu dwóch metrów, muskulatury czy niebieskich oczu Somerhaldera. To wszystko traci znaczenie, bo kiedy otwiera usta, okazuje się, że opowiada z zapałem o swojej pasji, jest absolutnym specjalistą w jakiejś dziedzinie i ma własne zdanie na wiele tematów. Co ja czuję, kiedy jego bogactwo językowe oplata moje uszy! Damn! To dlatego, że dużo czyta i słucha. Do tego obserwuje ludzi, wyciągając z tego wnioski, jego znajomość obrazów wykracza poza Bitwę pod Grunwaldem, a nader wszystko – traktuje mnie jak równego partnera w dyskusji.

… a kiedy zwraca uwagę na poprawność językową, ja już mdleję wewnątrz. Ja już mam mokro.


Cierpliwość

To cecha, której trzeba, jeżeli cierpi się na fascynację takimi osobami, tak mocno jak ja. Nie dość, że jest ich niewielu, nie pokazują swoich mocnych stron na zdjęciach, nie epatują nimi, mijając cię na chodniku. Musisz sama zatrzymać się i porozmawiać, a oni powiedzą ci wszystko o otaczającym świecie, jednak na długo pozostawiając swoje wnętrze w skrytości. Najciężej zdobyć zaufanie ludzi mądrych.


No ej, bo będę musiała zostać starą panną

Kochani chłopcy, jeżeli nie idzie wam podryw na grubych melanżach ani zupełnie nie odnajdujecie się na boisku, czytajcie książki, wypowiadajcie się składnie, traktujcie ludzi z szacunkiem, a w końcu znajdzie się ktoś, komu to zaimponuję.

Daję słowo.

czwartek, 28 maja 2015

W środę nie robię - przegląd rzeczy fajnych #14



Wróciłam wczoraj z wycieczki trochę martwa, więc przegląd jest dzisiaj. Środa w czwartek, czy kogoś to obchodzi? I tak byście nie zauważyli, gdybym wam nie powiedziała, ha.

Katedra Świętych Wita, Wacława i Wojciecha - znajduje się w Pradze i jest pię-kna. Neogotyk - miodzio. Te szczegółowe witraże i strzeliste wieżyczki, zachowujące umiar formy. Uwielbiam katedry od kiedy obejrzałam Dzwonnika z Notre Dame. Zdjęcia nie oddadzą okazałości tej budowli, więc musicie pojechać tam sami, a ja pojadę z wami, bo pani Śmieszka-przewodniczka, z jakiegoś powodu, postanowiła tylko stanąć na środku, truć piętnaście minut i wyjść, nie dając nam nawet możliwości obejścia katedry dookoła. 

Ciastko. Tak, to było fajne ciastko. Dopóki go nie zjadłam, łamiąc zasady nowych dwóch tygodni bez słodyczy. Miałam nadzieję, że dam radę, ale ostatecznie popłynęłam na tej wycieczce. Choć zachowałam odpowiednie pory posiłków i cały dzień jadłam same zdrowe rzeczy, wieczory mnie pokonały. No jak można żyć między ludźmi, którzy wpieprzają samą czekoladę i kabanosy? Najlepszy by się złamał!

Jednak dużo chodziliśmy, niemało po górach, więc jestem w stanie jakoś sobie to wybaczyć. Powiedzmy, że wyszłam na zero. 

Naprawdę chcę dociągnąć jeszcze te dwa pełne tygodnie, chociaż zaczyna się to robić jakoś coraz bardziej uciążliwe, chyba straciłam zapał i motywację. Postanowiłam, że zaczynam od dzisiaj nowe odliczanie czternastu dni. 

Czy piersi składają się tylko z sutków?  - o. mój. Boże. Co za debilny czelendż, niech on natychmiast przestanie się rozprzestrzeniać. Ten kretynizm zwrócił uwagę Janka na to, co uznawane jest za cenzurę, w przypadku kobiecych piersi. Ma on całkowitą rację.



Wyzwania YouTuberów są na porządku dziennym, ale to jest naprawdę wyjątkowe. Myślę o nim, jak o artystycznym performance'sie. Ludzie przychodzili obserwować Martina, wykonującego codzienne czynności, w szklanym domu, zbudowanym w centrum handlowym. Jego zadaniem było nasmrodzić jak najbardziej, a później popsikać wszystko Ambi Purem, bo właśnie jego reklamą było całe przedsięwzięcie. Blogerzy zawsze mówią, że najważniejsza jest zasada potrójnego zwycięstwa, gdzie zleceniodawca, wykonawca i odbiorca mają korzyść z projektu. Ja tutaj dopisałabym jeszcze jeden win - dla sztuki.

poniedziałek, 25 maja 2015

Dwa tygodnie bez słodyczy - jak było i co dalej?

Niedawno obwieściłam, że podejmuje się wyzwania życia, rzucając słodycze na dwa tygodnie. Dzisiaj mija ten termin. Jak myślicie, dałam radę?


Pierwsze dwanaście dni przeszłam bez najmniejszego uszczerbku

Na pewno zjadłam o wiele więcej owoców niż normalnie, ale to nic. W chwilach słabości wrzucałam sobie omlet z bananem lub serek wiejski z żurawiną. Piłam mnóstwo wody i sikałam dziesięć razy częściej od statystycznego Polaka. Często myślałam o tym, żeby zjeść coś słodkiego, ale ani razu tego nie zrobiłam, bo wiedziałam, że nie mogę i koniec. Ani wizyta w maku, ani ciastka na stole mnie nie skusiły.


Aż nadszedł dzień dwunasty

Nie do końca spełniłam wyzwanie, bo wprawdzie nie tknęłam słodyczy, ale raz złamałam się z fast foodami. Wszystko dlatego, że jest taki jeden koleś, który kupuje jedzenie niby dla siebie, ale zawsze z myślą o mnie. Był piątek przed północą, w drodze do domu wylądowaliśmy w maku. Zgłodniałam, bo od piątego posiłku minęło już mnóstwo czasu, a do tego te zdradliwe smakołyki zostały mi podsunięte pod sam nos. No i zeżarłam tego cheeseburgera. Okey, frytki też.

W niedzielę miałam uczcić dwa tygodnie wielkim kawałkiem tortu z Nutellą, ale po tym czasie, odzwyczaiłam się od słodyczy i nie zjadłam więcej niż jedną piątą tego, co miałam na talerzu, bo było dla mnie za słodkie. 


Ale i tak przedłużam do miesiąca!

Jest super. Dwa tygodnie dobiegły końca, a ja naprawdę nie mam ochoty rzucić się na słodycze, szczególnie, że widzę efekt w lustrze. Jestem głupkiem, bo zapomniałam się zmierzyć, ale trochę schudłam i nie wzięło się to znikąd. Odwyk uświadomił mi, ile razy pomyślałam o słodyczach przez ostatnie 14 dni, i że normalnie za każdym razem bym po nie sięgnęła. Ileż to pustych kalorii! Spodnie robią się luźne, a nie ćwiczę więcej niż wcześniej, więc aż żal byłoby zrezygnować z takiego skutecznego sposobu na zrzucenie zbędnych kilogramów! Lecę następne dwa tygodnie i mam wielką nadzieję, że tym razem nie schrzanię pod koniec. Po miesiącu będzie bardziej filozoficzna notka. #4wws

Niektórzy z was zapowiedzieli, że przyłączają się do mnie. Daliście radę? Jakieś przemyślenia? Piszcie!

czwartek, 21 maja 2015

Zostawcie mnie w spokoju

Ten moment, kiedy znalazłeś już idealną pozycję w łóżku, zagmatwane myśli powoli stają się coraz bardziej abstrakcyjne – przychodzi sen. Twoje powieki są tak ciężkie, że wydaje się, jakby nic nie mogło zmusić cię do ich otwarcia. Wtem, dźwięk. Py-rym. Py-rympy-rym … Py-rym.


Dajcie. Mi. Wszyscy. Spokój.

Jestem uzależniona od telefonu i social mediów, to oczywiste. Jednak, od pewnego czasu, coraz częściej mam ochotę wziąć telefon i wyrzucić go przez okno. Nieustannie przychodzące powiadomienia, nie dość, że wciąż mnie rozpraszają, bo przecież „tylko przejrzę i zabieram się do roboty”, co jest notorycznym kłamstwem każdego z nas, to zwyczajnie wkurzają. Czasem jestem naprawdę zajęta, a kilka osób naraz zawraca mi dupę i zadaje pytania.


Ewakuacja do samolotu, szybko!

Jest bardzo późno, próbuję się uczyć, a słyszę tylko fejsbukowe py-rym py-rym. Coraz częściej po prostu włączam tryb samolotowy i rzucam komórkę na drugi koniec łóżka. W szkole robię tak, zamiast jedynie ją wyciszyć, a jeżeli chodzi o sen, zwykle samolot jest jedynym ukojeniem. Czasem zapomnę i praktycznie zawsze zostaję zbudzona. Czy to popołudniowa drzemka, czy położyłam się spać trochę wcześniej niż inni, znajdzie się ktoś, kto ma do mnie jakąś sprawę.


Oesu

Najbardziej w tym drażni mnie, iż wyrobiliśmy sobie taki nawyk, że gdy ktoś nie odbiera albo zniknął z sieci na cały dzień, to od razu OBOŻEUMARŁ. Eh. Ale co ja mogę? Takimi nas uczyniła cywilizacja. Przecież też zaczynam się martwić, jeżeli ktoś mi bliski, cały dzień nie odpowiada i sama spamuje innym, gdy są zajęci, bo skąd mam o tym wiedzieć, skoro zielona kropeczka widnieje przy ich nazwisku 24/7?

Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że nie lubię pisać sobie z ludźmi. Wręcz przeciwnie! Ale czy wy też nie macie czasem tak, że najchętniej nakleilibyście sobie na czoło znaczek tego trybu samolotowego, żeby wszyscy dali wam spokój?

niedziela, 17 maja 2015

W końcu umarła! - podsumowanie Pamiętników Wampirów

źródło: facebook.com/thevampirediaries
Uwaga! Tekst zawiera spojlery. Jeżeli jednak nigdy nie widziałeś Pamiętników Wampirów, wyłącz ten tekst i je odpal, bo to wciągający serial z ciekawymi postaciami, klimatem i świetną muzyką. Nadrób, a potem tu wróć. Nie, to nie jest Zmierzch, i nie, to nie jest tylko dla dziewczyn.


Pamiętniki Wampirów są moim ulubionych serialem, ale muszę przyznać, że od drugiego sezonu poziom spadał w dół niczym po równi pochyłej i oglądałam go tylko z przywiązania oraz nostalgii do pierwszych, niesamowicie dobrych odcinków. Gdy niedawno oświadczono, że Nina Dobrev, odtwórczyni jednej z głównych postaci, odchodzi z serialu, a producenci nie planują skończyć transmisji, bardzo mnie to zdziwiło. W czwartek wyemitowano ostatni epizod z jej udziałem. Zepnijmy klamrą ten cały bałagan.   


Szybki przekrój

Pierwszy sezon był piorunująco dobry, bo przede wszystkim - mroczny. Gdzie podziały się te czasy, gdy Damon swoją obecność obwieszczał krukiem! Czy Stefan przestał prowadzić dzienniki? Drugi sezon wciąż był dobry, bo utrzymywał tajemniczą aurę, bohaterowie wciąż opowiadali o wampirach pierwotnych, które zastąpiły Katherine w byciu złem najwyższym. Później, gdy zaprzyjaźniliśmy się z rodziną Mikaelsonów, wkroczył Silas. Od tego momentu zaczęło się sypać. Magia zdominowała wampiryzm, a Damon powoli tracił swoje charakterystyczne, bezwzględne i cyniczne usposobienie na rzecz miłości do Eleny, której płaczu nad sobą miałam już serdecznie dosyć. Zupełnie nie przeszkadzało to innym bohaterom, bo oni wszyscy zawsze ją uwielbiali i ustawiali się w kolejce do poświęceń dla panny Gilbert. Dlatego późniejsze wyłączenie przez nią człowieczeństwa i zabawy w Nowym Yorku były ciekawą odskocznią od żali, ale brakuje w nich mroku. Następnie pojawili się, jeszcze straszniejsi - Podróżnicy. Wkrótce zastąpił ich Kai, a ja byłam przejedzona coraz to nowymi i gorszymi postaciami, które szybko dawały się oswoić, robiąc miejsce kolejnym. No i jest końcówka szóstego sezonu, dowiadujemy się, że Elena zniknie z obsady. Jak oni chcą to zrobić, skoro do tej pory, wszystko kręciło się wokół niej?

źródło: facebook.com/thevampirediaries




Nigdy jej nie lubiłam

Pomimo sympatii do Niny Dobrev, nigdy nie uważałam jej za dobrą aktorkę. W roli Eleny sprawdzała się dostatecznie, prezentując płaczliwy okrzyk gaaah!, na zmianę z uśmiechem. Poza tym, sama postać panny Gilbert była dla mnie najgorzej napisaną ze wszystkich. Niby pomocna i kochająca, a poza rzewnym gadaniem, nigdy nie poniosła żadnej straty na rzecz innych. Ba, jej bliscy po prostu nie chcieli jej na to pozwolić, bo uważali, że jest zbyt wspaniała i to oni muszą się poświęcić. Dlatego nie boli mnie jej odejście. Zastanawiam się tylko jak z tym poradzi sobie fabuła. Przecież trzonem opowieści było dwóch wampirzych braci, którzy w naszych czasach spotykają dziewczynę, wyglądającą identycznie jak ich miłość sprzed setek lat.

Jeżeli chodzi o odcinek finałowy, Elena i Bonnie zostały połączone zaklęciem: dopóki nasza wiedźma Bennett będzie żyła, dopóty jej przyjaciółka będzie spała. Bohaterowie, używając swojej wampirzej mocy, mogą kontaktować się z Eleną, wkradając się do jej głowy. Wspólnie ustalają, że przecież nie zabiją Bonnie. Przypominam, ostatni odcinek szóstego sezonu, a Elena, której główną cechą jest dobre serce, po raz pierwszy rzeczywiście poświęca się dla drugiej osoby. No wow, brawo!


Ale to było beznadziejne

Otrzymujemy wspaniałe pożegnanie trzech przyjaciółek, które naprawdę wycisnęło mi łzy z oczu, nie mniej piękne były rozmowy z Mattem i Stefanem, ale jak można tak zepsuć rozstanie z Damonem? No Chryste. Stoją na ulicy i zaczynają tańczyć, ale zamiast przytulańca, ładnego zbliżenia na ich zapłakane buzie oraz kilku mądrych, wzniosłych zdań, dostajemy jakąś absurdalną choreografię. Kochankowie życia rozstają się na 70 lat, a zamiast odchodzić od zmysłów, wpadają nagle w szalony wir tańca, serie obrotów, podniesień i co tylko! To ani nie jest musical, ani nikt wcześniej nie wspomniał, że nasi bohaterowie są takimi znakomitymi tancerzami. Aktorzy też nie – to widać. Więc po co tak na siłę?

źródło: facebook.com/thevampirediaries



No i co teraz?

Nasuwają mi się dwie opcje:

Wielka smuta

Wszystkie dialogi i wątki skupione są wokół Eleny. Nic tylko płacz nad nią i szukanie sposobu na ewentualne rozbudzenie jej. Do tego dochodzi jeszcze załamanie nerwowe Alarica (zabili mu ukochaną już drugi raz w tym serialu, co było naprawdę słabym posunięciem). Jeżeli tak się stanie, będę bardzo poirytowana, ale przecież nie przystanę oglądać, co nie?

Wszyscy zadowoleni

Stefan do Caroline, Damon do Bonnie i gotowe! W końcu porzucamy motyw rozczulonej Eleny, a na tapetę bierzemy o wiele ciekawsze postaci, przede wszystkim dwie niesamowicie silne, samodzielne kobiety.

źródło: facebook.com/thevampirediaries





Napisałam tu wiele gorzkich słów, ale hej, czy nie jest tak, że najbardziej srodzy jesteśmy dla tych, których kochamy najmocniej? Więcej Damonowego sarkazmu, więc krwi, więcej czerni i mgły - tego chcę!

czwartek, 14 maja 2015

Moje doświadczenia paranormalne

Zwykle to ja się mądrzę i mówię wam co jest fajne, co głupie, co warte uwagi, co olać ciepłym moczem - co robić. Jednak to nie znaczy, że sama zawsze się odnajduję. Jestem wyjątkowo zmartwiona pewnymi zjawiskami, które nie odstępują mnie na krok, od kiedy tylko pamiętam. Postanowiłam w końcu ujawnić swoje obawy.


Przesuwające się przedmioty

Klucze, telefony, portfele. Wszyscy domownicy zaprzeczają, jakoby mieli ich dotykać, a ja to już na pewno nie, przecież wiem, co robię. Kto w takim razie? Sądząc po rodzaju "spacerujących" przedmiotów, chciwe muszą być złe moce, które są za to odpowiedzialne. O tym stanowi też fakt, iż czasem zwyczajnie je kradną. Najwidoczniej w ostatniej chwili wyciągają rzeczy z mojej torebki, a potem zwracają po długim czasie, gdy zagubione przedmioty są mi zupełnie niepotrzebne.


Szalone zegary

To jest jakaś plaga! Ilekroć zamykam oczy i pogrążam się we śnie, one przyśpieszają niemiłosiernie. Nie dość, że te szatańskie zmory, nie dają mi odpocząć, to same wyłączają budzik, żebym nie wstała o odpowiedniej porze. Jak żyć? No nie da się. Chyba będę musiała udać się do prezydenta, może on na to coś poradzi. Ostatnio w modzie takie wizyty, bo Bronisław jakoś wyjątkowo otwarty.


Ja już nie wiem, co się dzieje

Do tego wszystkiego, ten szarawy pył, który wiecznie osiada na moich meblach. Nie rozumiem. Nie wygląda jak proszek Dzwoneczka, bo owszem, jakby uwidacznia się w słońcu, ale nie błyszczy. Czy to znak, zwiastujący czarną magię? Zła aura wokół mnie?

Boję się. Ewidentnie się boję. Zmywarka, która zapełnia się od nowa w nieskończoność, czas, zmieniający bieg, co następne? Tajemnicze szepty? Czy potrzebuję egzorcysty? Kochane BRAVO, proszę o radę.


Tego tekstu nie miało być

Pisząc to, siedzę sobie na korytarzu w szkole językowej i przeklinam na siebie, trochę na świat. Trochę też się śmieje, bo tak mi było śpieszno na francuski, że jestem przed czasem. Godzinę. Dzisiaj nie miało być notki, ponieważ weny i czasu jakby brak. Dlatego cwany los mnie tu przywlekł i posadził w miejscu, gdzie nic nie rozprasza, nawet temat podał. Dzięki. Możesz uciec od pracy, ale ona nie ucieknie od ciebie.

A mówiłam, to przesunięcie czasu na letni jest bez sensu.

środa, 13 maja 2015

W środę nie robię - przegląd rzeczy fajnych #13



No w końcu wszystko uporządkowałam, wróciłam do regularnego blogowania i mogę polecić wam moje zajawki z ostatniego czasu! Wzięłam się ostro do pracy, z czego jestem bardzo zadowolona. Lubię tak. Nie przedłużając, nie uważacie, że zdjęcie w nagłówku jest wprost przepiękne?


Dajesz szansę nie temu facetowi - przeczytałam to dosłownie przed chwilą i szczerze mówiąc, planowałam podobny wpis, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. W każdym razie, stanowcze i warte zapoznania się, bo daje dużo do myślenia.



Mam nową fryzurę, proszę państwa! Jeszcze całkiem niedawno włosy sięgały mi za cycki, ale od pewnego czasu sukcesywnie je skracam i bardzo mi się to podoba, więc nie zdziwiłabym się, gdybym kiedyś wyskoczyła na zapałkę. Jest wygodnie i fikuśnie. Fioletowe love, daję wielkiego kciuka i nagrodę fajności dla krótkich włosów. Jeżeli wahacie się przed obcięciem to raz się żyje!

Na zdjęciu chodzi o ekspozycję fryzury, no ale Józefiak to jest taka medialna osobowość, że do każdego zdjęcia się wciśnie!

Oczywiście to żaden news dla osób, które obserwują mojego fejsa czy insta.








To jest po prostu magiczne i jeżeli nie potrafisz przeznaczyć chwili na obejrzenie, weź idź sobie.




Uwielbiam takie przekroje przez epoki (a za tydzień jadę do Ewy na kolczyk, ale ciii)!




Hohoh, a kogo my tu mamy? Jeżeli ktokolwiek przegapił, w końcu wrzuciłam film na YouTube. Przy okazji bardzo dziękuję za pozytywny odbiór. Będzie fajnie, wiem to!



Na koniec ostatnie Vroobelki:

poniedziałek, 11 maja 2015

Miesiąc bez słodyczy!

W zeszłe wakacje obiecałaś sobie, że za rok będziesz szczuplejsza, kilka miesięcy później, gdy zagryzałaś karpia ciastem, mówiłaś: dieta od początku stycznia, potem pocieszałaś się, że do lata daleko – masz jeszcze tyle czasu! Niedawno spojrzałaś w kalendarz, policzyłaś tygodnie i zorientowałaś się, że dni uciekają jakby coraz szybciej. Wpadłaś w panikę. I ja też!

Nie mam najmniejszego problemu z ćwiczeniami, mogę uprawiać sport codziennie. Lubię to. Jednak słodycze i fast foody są moją największą słabością. Naprawdę ciężko mi z nich zrezygnować, ale chcę zrzucić trochę tłuszczyku do wakacji, więc żeby było ciekawiej, połączę dietę z eksperymentem na samej sobie. Od dziś wyrzekam się czekolady, lodów, frytek, chipsów i co tylko! Zastąpię je owocami, musli czy owsianką.

Porwałam się trochę z tym miesiącem w tytule. 30 dni to taka zgrabna liczba, ale za bardzo mnie przeraża. Zacznę od dwóch tygodni, dla mnie to i tak wielkie wyzwanie i pierwsza taka stanowcza rozłąka z ulubionymi łakociami. Po tym czasie zrobię podsumowanie. Okaże się czy dałam radę, być może będę pisała ten tekst w izolatce, skrobiąc ściany paznokciami, ale istnieje też taka możliwość, że zaskoczę wszystkich (siebie najbardziej) i przedłużę wyzwanie do miesiąca.

Nie chcielibyście mnie trochę powspierać, co? Chodźcie ze mną! Na pewno nie wyjdzie wam to na złe! Będę wrzucała zdjęcia na insta, a posty na twittera i fejsa, z hashtagiem #2wws (2 weeks without sweets – fajnie się rymuje, nie?). Zachęcam was do tego samego!

11 maja zjadłam ostatnią kostkę gorzkiej czekolady. Amen. Czas start! 

sobota, 9 maja 2015

Dlaczego kocham czytać blogi?





1. Cenzura w komentarzach


To nie brzmi dobrze, ale daję na pierwszym miejscu, bo wystarczy poczytać komentarze na jakimś portalu i po kilku minutach głowa pęka od tych zawistnych bzdur, zero merytoryki czy prawdziwego dialogu. Te komentarze są bezwartościowe. Za to ogarnięci blogerzy banują takich delikwentów. Nie mylić z ograniczeniem wolności słowa, to tylko ograniczenie braku kultury i czystej głupoty. W Internecie też potrzebne są zasady. 


2. Łatwy kontakt

Niesamowite jest, że w każdej chwili mogę odezwać się do swojego ulubionego blogera czy to drogą mailową, czy tylko podesłać ciekawy link na fejsie i na pewno uzyskam odpowiedź. Mogę go podziwiać, jednocześnie nie robiąc z niego pomnika, bo jest człowiekiem na wyciągnięcie mojej ręki.


3. Zaufanie

Liczę się z jego zdaniem, jestem na bieżąco z tym co robi i lubi, dzięki Snapchatowi, Instagramowi czy Facebookowi. Ma na mnie duży wpływ. Wiem, że mogę spokojnie oglądać filmy, które poleca, dzięki niemu dowiaduję się o nowym modelu butów lub idę do jakiegoś miejsca, które opisał za fajne. Ufam mu i wiem, że nie poleciłby czegoś, co jest z nim niezgodne, bo dba o swoich czytelników i własną wiarygodność.


4. Emocje

Najlepsi blogerzy potrafią grać emocjami, to właśnie one do nich przyciągają. Dzięki nim czytelnicy czują związek z autorem i mają ochotę do niego wracać tudzież pokazać tekst innym. Bez tej umiejętności nie ma szans rozkręcić bloga, to ona sprawia, że materiał jest tak unikatowy. W pewnym sensie już wszystko zostało powiedziane, więc liczy się forma.


5. Społeczność

Wszystko to tworzy grupę ludzi, którzy podobnie postrzegają świat, interesują się zbliżonymi tematami, rozumieją stałe powiedzonka z tekstów, a co najważniejsze, wymieniają się pozytywnymi emocjami.


Warto czytać blogi!

piątek, 8 maja 2015

Ty świnio!

Słoneczne popołudnie, okolica pełna wesołego gwaru, bo w sercu szkół, osiedli i warzywniaków. Tyłem do ulicy, na widoku, pod czyjąś bramą, beztrosko sika pewien mężczyzna. Żaden z niego menel, bo biała koszula, sweterek i pełna świadomość są na miejscu. Rozgląda się w konsternacji i natychmiast, zza szyby samochodu, napotyka mój przeszywający wzrok, będący w tym momencie istnym laserem pogardy. Widziałam, proszę pana.

No jak? No ja się pytam: jak? Mnie się to w głowie nie mieści i wcale nie dlatego, że najprawdopodobniej matematyka opanowała już całą przestrzeń mojego mózgu (R.I.P.). Bóg wie jak bardzo nienawidzę ludzi, którzy w przestrzeni publicznej, zachowują się jakby ledwo co wyszli z buszu. Ja rozumiem, że panu chciało się siusiu, ale są miejskie toalety, można się wprosić do jakiejś kawiarni, można przetrzymać te pięć minut do domu, można się schować gdzieś głębiej! No trochę szacunku do siebie i innych.


W dupę wsadź sobie tego ćmika

Podobnie denerwuje mnie rzucanie petów gdzie popadnie. Mam wrażenie, iż z jakiegoś powodu, wydaje się zupełnie normalne i oczywiste, że ktoś spali, pstryknie za ziemię i przydepcze. To jest śmieć jak każdy inny i jeżeli już chcesz zatruwać siebie oraz swoich bliskich to zabierz ze sobą ten bilecik, mówiący: O heej, dostanę raka! Nie musisz mi go zostawiać, bo ja to wiem.

A teraz uwaga – klasyk, który przytaczam średnio raz na tydzień od bardzo dawna, więc musicie sobie wyobrazić jak mnie to uderzyło. Pewnego dnia, siedząc w ławce, mój kolega wrzucił papierek do doniczki, która stała na parapecie. Tak po prostu. Wcisnął papierek do kurwa doniczki. Jak się do niego obróciłam, jak zwyzywałam od wieśniaków to ino roz, ni ma chłopa. Myślę, że już nigdy tak nie zrobi, pozdrawiam ciepło.


Praca pokoleń

Pamiętam, że kiedy byłam mała, babcia zawsze mówiła, żeby nie rzucać śmieci na ziemię ani nie pluć na nią, bo w domu przecież też nikt tak nie robi, a na zewnątrz jest domek zwierzątek. O ile jeszcze nigdy nie widziałam sarenki, spacerującej po chodniku, o tyle to jest bardzo ładnie powiedziane. Ja rozumiem, że nie każdy ma babcię Elę, ale czy aż tak ciężko jest przyswoić sobie podstawy kultury?

Mając niespełna osiemnaście lat, wciąż rozglądam się w poszukiwaniu mądrych ludzi. Potrzeba mi autorytetów i to naprawdę smutne, że w odpowiedzi na postępowanie wielu dorosłych ludzi, mogę jedynie unieść brwi w grymasie. Jeżeli smarkacz z gimnazjum zachowuje się jak wieprz, obrywając kwiatki albo plując na ulicę, jestem w stanie to zrozumieć. Najwyraźniej nikt mu jeszcze nie wytłumaczył, że nie powinien tak robić, ale czas go w końcu upomnieć, bo inaczej wyrośnie na kolejnego buraka, który nie będzie dobrym przykładem dla własnych dzieci. Tak koło się zamyka. Jeżeli nie chcecie, żebym wyszła na ulicę i własnoręcznie pourywała głowy wszystkim tym świniom, lepiej to ogarnijcie. My, my ogarnijmy. 


środa, 6 maja 2015

Ogarnięta środa

Spaprałam. Stopniowo przestałam wierzyć, że pisanie bloga ma sens. Miałam poczucie winy, bo nic nie wrzucałam, a nie wrzucałam, bo miałam poczucie winy. Z każdym dniem było mi ciężej przerwać ten twórczy zastój. Okropne są takie spirale, grr. Przepraszam was. Siebie też.

Wyjazd, szkoła, choroba, kolejny wyjazd, wewnętrzne rozterki - tym wpisem kończę wszystkie swoje wymówki. Ostatnio wiele się działo, ale od dzisiaj porządkuję to wszystko i biorę się w garść. Czuję przypływ weny, liczę na to, że nie tylko pojawią się nowe notki, ale i wiersze, do tego mam pomysł, który może być trochę nietypowy, ale bardzo mój. Taki Roman Opałka* nowa generacja! Jestem podekscytowana, bo w końcu mam chęci i czas do pracy!

Filmik też jest zmontowany, potrzeba tylko ostatnich poprawek. Choć wstydzę się niemiłosiernie, muszę go udostępnić, bo inaczej nigdy nie zrobię kroku w przód. Każdy kolejny będzie lepszy, ale żeby tak się stało, najpierw trzeba przebrnąć przez najgorsze.

Nie zapomnijcie, że możecie znaleźć mnie na fejsie, insta, tt i snapie (billie_sparrow). Mam nadzieję, że jesteście jeszcze ze mną, bo w tej chwili przyda mi się wsparcie. Buzi!

*koleś nagrywał na dyktafon jak czyta liczby, które wymalowywał na swoich obrazach