piątek, 8 maja 2015

Ty świnio!

Słoneczne popołudnie, okolica pełna wesołego gwaru, bo w sercu szkół, osiedli i warzywniaków. Tyłem do ulicy, na widoku, pod czyjąś bramą, beztrosko sika pewien mężczyzna. Żaden z niego menel, bo biała koszula, sweterek i pełna świadomość są na miejscu. Rozgląda się w konsternacji i natychmiast, zza szyby samochodu, napotyka mój przeszywający wzrok, będący w tym momencie istnym laserem pogardy. Widziałam, proszę pana.

No jak? No ja się pytam: jak? Mnie się to w głowie nie mieści i wcale nie dlatego, że najprawdopodobniej matematyka opanowała już całą przestrzeń mojego mózgu (R.I.P.). Bóg wie jak bardzo nienawidzę ludzi, którzy w przestrzeni publicznej, zachowują się jakby ledwo co wyszli z buszu. Ja rozumiem, że panu chciało się siusiu, ale są miejskie toalety, można się wprosić do jakiejś kawiarni, można przetrzymać te pięć minut do domu, można się schować gdzieś głębiej! No trochę szacunku do siebie i innych.


W dupę wsadź sobie tego ćmika

Podobnie denerwuje mnie rzucanie petów gdzie popadnie. Mam wrażenie, iż z jakiegoś powodu, wydaje się zupełnie normalne i oczywiste, że ktoś spali, pstryknie za ziemię i przydepcze. To jest śmieć jak każdy inny i jeżeli już chcesz zatruwać siebie oraz swoich bliskich to zabierz ze sobą ten bilecik, mówiący: O heej, dostanę raka! Nie musisz mi go zostawiać, bo ja to wiem.

A teraz uwaga – klasyk, który przytaczam średnio raz na tydzień od bardzo dawna, więc musicie sobie wyobrazić jak mnie to uderzyło. Pewnego dnia, siedząc w ławce, mój kolega wrzucił papierek do doniczki, która stała na parapecie. Tak po prostu. Wcisnął papierek do kurwa doniczki. Jak się do niego obróciłam, jak zwyzywałam od wieśniaków to ino roz, ni ma chłopa. Myślę, że już nigdy tak nie zrobi, pozdrawiam ciepło.


Praca pokoleń

Pamiętam, że kiedy byłam mała, babcia zawsze mówiła, żeby nie rzucać śmieci na ziemię ani nie pluć na nią, bo w domu przecież też nikt tak nie robi, a na zewnątrz jest domek zwierzątek. O ile jeszcze nigdy nie widziałam sarenki, spacerującej po chodniku, o tyle to jest bardzo ładnie powiedziane. Ja rozumiem, że nie każdy ma babcię Elę, ale czy aż tak ciężko jest przyswoić sobie podstawy kultury?

Mając niespełna osiemnaście lat, wciąż rozglądam się w poszukiwaniu mądrych ludzi. Potrzeba mi autorytetów i to naprawdę smutne, że w odpowiedzi na postępowanie wielu dorosłych ludzi, mogę jedynie unieść brwi w grymasie. Jeżeli smarkacz z gimnazjum zachowuje się jak wieprz, obrywając kwiatki albo plując na ulicę, jestem w stanie to zrozumieć. Najwyraźniej nikt mu jeszcze nie wytłumaczył, że nie powinien tak robić, ale czas go w końcu upomnieć, bo inaczej wyrośnie na kolejnego buraka, który nie będzie dobrym przykładem dla własnych dzieci. Tak koło się zamyka. Jeżeli nie chcecie, żebym wyszła na ulicę i własnoręcznie pourywała głowy wszystkim tym świniom, lepiej to ogarnijcie. My, my ogarnijmy. 


2 komentarze: