niedziela, 17 maja 2015

W końcu umarła! - podsumowanie Pamiętników Wampirów

źródło: facebook.com/thevampirediaries
Uwaga! Tekst zawiera spojlery. Jeżeli jednak nigdy nie widziałeś Pamiętników Wampirów, wyłącz ten tekst i je odpal, bo to wciągający serial z ciekawymi postaciami, klimatem i świetną muzyką. Nadrób, a potem tu wróć. Nie, to nie jest Zmierzch, i nie, to nie jest tylko dla dziewczyn.


Pamiętniki Wampirów są moim ulubionych serialem, ale muszę przyznać, że od drugiego sezonu poziom spadał w dół niczym po równi pochyłej i oglądałam go tylko z przywiązania oraz nostalgii do pierwszych, niesamowicie dobrych odcinków. Gdy niedawno oświadczono, że Nina Dobrev, odtwórczyni jednej z głównych postaci, odchodzi z serialu, a producenci nie planują skończyć transmisji, bardzo mnie to zdziwiło. W czwartek wyemitowano ostatni epizod z jej udziałem. Zepnijmy klamrą ten cały bałagan.   


Szybki przekrój

Pierwszy sezon był piorunująco dobry, bo przede wszystkim - mroczny. Gdzie podziały się te czasy, gdy Damon swoją obecność obwieszczał krukiem! Czy Stefan przestał prowadzić dzienniki? Drugi sezon wciąż był dobry, bo utrzymywał tajemniczą aurę, bohaterowie wciąż opowiadali o wampirach pierwotnych, które zastąpiły Katherine w byciu złem najwyższym. Później, gdy zaprzyjaźniliśmy się z rodziną Mikaelsonów, wkroczył Silas. Od tego momentu zaczęło się sypać. Magia zdominowała wampiryzm, a Damon powoli tracił swoje charakterystyczne, bezwzględne i cyniczne usposobienie na rzecz miłości do Eleny, której płaczu nad sobą miałam już serdecznie dosyć. Zupełnie nie przeszkadzało to innym bohaterom, bo oni wszyscy zawsze ją uwielbiali i ustawiali się w kolejce do poświęceń dla panny Gilbert. Dlatego późniejsze wyłączenie przez nią człowieczeństwa i zabawy w Nowym Yorku były ciekawą odskocznią od żali, ale brakuje w nich mroku. Następnie pojawili się, jeszcze straszniejsi - Podróżnicy. Wkrótce zastąpił ich Kai, a ja byłam przejedzona coraz to nowymi i gorszymi postaciami, które szybko dawały się oswoić, robiąc miejsce kolejnym. No i jest końcówka szóstego sezonu, dowiadujemy się, że Elena zniknie z obsady. Jak oni chcą to zrobić, skoro do tej pory, wszystko kręciło się wokół niej?

źródło: facebook.com/thevampirediaries




Nigdy jej nie lubiłam

Pomimo sympatii do Niny Dobrev, nigdy nie uważałam jej za dobrą aktorkę. W roli Eleny sprawdzała się dostatecznie, prezentując płaczliwy okrzyk gaaah!, na zmianę z uśmiechem. Poza tym, sama postać panny Gilbert była dla mnie najgorzej napisaną ze wszystkich. Niby pomocna i kochająca, a poza rzewnym gadaniem, nigdy nie poniosła żadnej straty na rzecz innych. Ba, jej bliscy po prostu nie chcieli jej na to pozwolić, bo uważali, że jest zbyt wspaniała i to oni muszą się poświęcić. Dlatego nie boli mnie jej odejście. Zastanawiam się tylko jak z tym poradzi sobie fabuła. Przecież trzonem opowieści było dwóch wampirzych braci, którzy w naszych czasach spotykają dziewczynę, wyglądającą identycznie jak ich miłość sprzed setek lat.

Jeżeli chodzi o odcinek finałowy, Elena i Bonnie zostały połączone zaklęciem: dopóki nasza wiedźma Bennett będzie żyła, dopóty jej przyjaciółka będzie spała. Bohaterowie, używając swojej wampirzej mocy, mogą kontaktować się z Eleną, wkradając się do jej głowy. Wspólnie ustalają, że przecież nie zabiją Bonnie. Przypominam, ostatni odcinek szóstego sezonu, a Elena, której główną cechą jest dobre serce, po raz pierwszy rzeczywiście poświęca się dla drugiej osoby. No wow, brawo!


Ale to było beznadziejne

Otrzymujemy wspaniałe pożegnanie trzech przyjaciółek, które naprawdę wycisnęło mi łzy z oczu, nie mniej piękne były rozmowy z Mattem i Stefanem, ale jak można tak zepsuć rozstanie z Damonem? No Chryste. Stoją na ulicy i zaczynają tańczyć, ale zamiast przytulańca, ładnego zbliżenia na ich zapłakane buzie oraz kilku mądrych, wzniosłych zdań, dostajemy jakąś absurdalną choreografię. Kochankowie życia rozstają się na 70 lat, a zamiast odchodzić od zmysłów, wpadają nagle w szalony wir tańca, serie obrotów, podniesień i co tylko! To ani nie jest musical, ani nikt wcześniej nie wspomniał, że nasi bohaterowie są takimi znakomitymi tancerzami. Aktorzy też nie – to widać. Więc po co tak na siłę?

źródło: facebook.com/thevampirediaries



No i co teraz?

Nasuwają mi się dwie opcje:

Wielka smuta

Wszystkie dialogi i wątki skupione są wokół Eleny. Nic tylko płacz nad nią i szukanie sposobu na ewentualne rozbudzenie jej. Do tego dochodzi jeszcze załamanie nerwowe Alarica (zabili mu ukochaną już drugi raz w tym serialu, co było naprawdę słabym posunięciem). Jeżeli tak się stanie, będę bardzo poirytowana, ale przecież nie przystanę oglądać, co nie?

Wszyscy zadowoleni

Stefan do Caroline, Damon do Bonnie i gotowe! W końcu porzucamy motyw rozczulonej Eleny, a na tapetę bierzemy o wiele ciekawsze postaci, przede wszystkim dwie niesamowicie silne, samodzielne kobiety.

źródło: facebook.com/thevampirediaries





Napisałam tu wiele gorzkich słów, ale hej, czy nie jest tak, że najbardziej srodzy jesteśmy dla tych, których kochamy najmocniej? Więcej Damonowego sarkazmu, więc krwi, więcej czerni i mgły - tego chcę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz