piątek, 26 czerwca 2015

Jak spędzić wakacje życia?

fot. Igor Zawodny



  
Dopiero wróciłam do domu. Jest późno i ciemno, a wciąż ciepło – idealna pogoda, żeby się zakochać. Podążam tanecznym krokiem w stronę bujanej ławki. Chyba wyglądam idiotycznie. Tak, potwierdzone info, wyglądam naprawdę idiotycznie. Zapuszczam w słuchawkach Disclosure, delikatnie odpychając się moimi różowymi Adidaskami od bruku. Dopiero teraz czuję, że moje muszę ograniczyło się do oddychania, siusiania i jedzenia. (Przede wszystkim siusiania – piję przepisowe kilka litrów wody mineralnej dziennie.) Powiem ci coś w związku z tym.


Jeżeli  przez ostatnie dziesięć miesięcy, uczyłeś się jak popierdolony i ćwiczyłeś na WF-ie, jakby mieli przyznać ci złote galoty, za wygrany mecz w koszykówkę, żeby rodzice nareszcie mogli poklepać cię po ramieniu, zamiast odbić czerwony pasek na dupie, a teraz postanawiasz się rozerwać – proszę bardzo! Jeżeli wolisz przerabiać materiał na następny rok – droga wolna! Może masz ambicje zostać największym zgonem tego lata – dajesz! Chcesz się nauczyć szydełkować? Zostaw te imprezy, wełna i jedziesz! A co, jeżeli nie chcesz robić nic? Śpij i wsuwaj fast foody! Może cieszysz się, że w końcu masz czas na rozwijanie swoich pasji i nic innego cię nie interesuje? Wyłącz wszystkie telefony, mesendżery i dąż do swojego celu!


Oczywiście, że ja, jak i wszyscy inni, uznamy cię za frustrata/oszołoma/debila/odludka/człowieka bez ambicji/naiwniaka. Ale wiesz co? Tylko nie mów nikomu... okey?

To nie ma żadnego znaczenia.


Zwykle poradziłabym wam, że najlepiej jest spisać w punktach zadania do zrealizowania, wstawać wcześnie rano i zdrowo się odżywiać, ale nie tym razem. Te dwa miesiące to jedyny czas w roku, którym możecie w pełni zarządzać. To jest tylko wasz czas. Wasze wybory, wasze decyzje – lepiej się przyzwyczajcie. Zróbcie wszystko to, co sami chcecie, cokolwiek to będzie. Tylko się przy tym nie pozabijajcie. O to zadbajcie. Byłaby wielka szkoda, gdyby Vroobelek stracił swoich szczątkowych czytelników. 


Ugh, one wróciły. 
Komary,
grr.