niedziela, 11 października 2015

Nie bój się być artystą

Obserwując różne dziedziny życia społecznego, widzimy, że łatwo nam jest tak sortować na lewo i prawo, ale niestety, świat nie jest czarno-biały. Abstrahując od tego, iż założenie, że humanistą jest ten, który nie będzie potrafił policzyć, ile tapety potrzebuje na remont sypialni, jest wysoce krzywdzące, to dobrze, kiedy opowiadasz się po jednej lub drugiej stronie. Wtedy szkoła z uciechą przybije ci na czole pieczątkę „gwarancja normalności” i nikt nie będzie się czepiał.

Do niedawna sądziłam, że jestem humanistką. Od zawsze byłam na bakier z liczbami, więc wizja kariery inżynierskiej nigdy nie przyszła mi na myśl. Dlatego też, dałam wpędzić się w przeciwną szufladkę. Lubimy dzielić ludzi na tych, którzy matematykę rozumieją, czyli „ścisłowców”, i na tych drugich – debili. Przepraszam, miałam na myśli humanistów, ale znając powszechną opinię o nich, szacuję, że niedługo zaczniemy używać tych określeń zamiennie.

Często słyszę: „Ty pewnie lubisz takie pamięciówki, daty ci wszystkie wchodzą do głowy – z ciebie jest prawdziwa humanistka!” Wiesz… nie. Nie mam pojęcia, kiedy i w jakich okolicznościach zawiązała się Unia Lubelska, choć uczono mnie o tym co najmniej trzy razy. Nie znoszę „pamięciówek”, nie umiem się na nich skupić, bo uważam je za stratę czasu. Mam lepsze, własne rzeczy do robienia. Zapamiętuję tylko to, co jest dla mnie inspiracją, stąd wiem, że Franz Kafka pracował w ubezpieczalni i znam wszystkie daty, dotyczące życia Michaela Jacksona, choć nigdy świadomie nie postanowiłam ich zapamiętać.

Głównie zamiłowanie do pisania, omylnie zasugerowało mi bycie humanistą. Jednak z czasem zauważyłam, że moje zainteresowania rozwijają się w inną stronę. Tak jak lubię pisać, tak też nagrywać filmiki, śpiewać, mazać farbą, robić kolaże, gotować bez przepisów, tańczyć. Dobierać, komponować, modyfikować. Nie liczyć, nie zapamiętywać – W Y M Y Ś L A Ć - bo to, co kocham, to tworzenie! Siedzi we mnie maniakalne przemycanie pierwiastka siebie do otaczającego świata, nadawanie mu własnych emocji. Rozpraszanie cząsteczek, wynikłych w skutek wewnętrznych sporów, nawet jeżeli nie uważam ich za bezbłędne, ale godne. Jest to trochę egoistyczne, nie zaprzeczę, lecz nie mam z tym problemu. Choć to pretensjonalne określenie, jestem artystą. W wolnym tłumaczeniu: osobą, której naprawdę ciężko wpisać się w system szkolnictwa i nie tylko.

Społeczeństwo wymaga od ciebie, żebyś konkretnie nazwał swój przyszły zawód, np. „Mamo, będę górnikiem”. No i fajnie! Oczywiście masz być nim do końca życia, to chyba oczywiste, że nie wolno wychodzić spoza własnej strefy komfortu. Inne pomysły nie mieszczą się ludziom w głowach. Albo uważają je za niemożliwe, albo nic nie rozumieją z twoich słów.

Może nie znajdujesz swoich zainteresowań w szkole, odczuwasz wszystko ze zdwojoną siłą, przeskakujesz ze skrajnego ekstrawertyzmu w introwertyzm, wierzysz w idee, w które już nikt nie potrafi, jesteś o krok przed teraźniejszością, często z dala od rzeczywistości lub po prostu czujesz się trochę niestandardowy. Pocieszę cię, być może (podkreślam: może) nie jesteś pretendentem do szpitala psychiatrycznego. Sprawdź to koniecznie, bo co, jeżeli jesteś artystą?

Nie zmienisz całego systemu tak, żeby cię rozumiał, ale możesz spokojnie wybierać z niego to, co pomaga w twoim rozwoju. W szkole, zamiast poddać się tresurze rozwiązywania testów, notuj i zapamiętuj to, czego widzisz realne zastosowanie w swojej przyszłej karierze lub po prostu bardzo cię interesuje. Angażuj się w mniej rzeczy, ale na sto procent, stawiaj swoją pasję na szczycie priorytetów, a przede wszystkim, nie daj poddać się presji. Zrób to tak, żebyś za 20 lat nie ocierał łez niespełnienia stertami papierkowej roboty. Nie musisz żyć dla pracy ani pracować dla życia. Możesz pracować, bo uwielbiasz swoją pracę i równocześnie żyć pełnią życia. Jeżeli jesteś starszy i czujesz, że już minął twój czas na poszukiwania, nie skreślaj sam siebie. Nigdy nie jest za późno na realizację prawdziwej pasji, a zmiany są dobre.

Do tego wpisu zainspirowała mnie wiadomość od jednego z czytelników, który napisał, że od dłuższego czasu, cyklicznie powraca do mojego tekstu i wciąż czyta go od nowa. Poczuł te emocje, którymi sama delektowałam się przy tworzeniu. To jest absolutne spełnienie dla artysty, domknięcie kręgu wzajemnego nakręcania się i obcowania ze sztuką. Kiedy realizuję swoje pomysły, czas płynie szybciej, mogłabym zajmować się tym bez końca. Stąd wiem, kim jestem.  

Nie osiągnięcia czynią artystę. To nie tak, że będziesz mógł się nim nazwać po pierwszym Oscarze czy występie w filharmonii. Jedyny wymóg, jaki trzeba spełniać, to bycie sobą. Jeżeli wtedy czujesz, że nim jesteś, to jesteś. Kropka. Nie bój się tego przyznać. To powołanie pełne przywilejów i zarazem odpowiedzialności, a przede wszystkim, wbrew temu, co można by sądzić, ciężkiej pracy. Nie bój się jej podjąć, choćby wymagało to przejścia dalekiej drogi pod prąd. 

----------------------------------------------------

Tutaj będę sporadycznie. Częściej można znaleźć mnie na YouTube, a codziennie na Facebooku i Snapchacie (billie_sparrow). Buziaki.