piątek, 15 stycznia 2016

Na jedną noc



Jedną nogą jesteś w Nowym Jorku, a drugą już gdzieś w Norwegii. Chciałabyś robić kolaże. Słyszałaś, że Szymborska robiła, ale nie chcesz być jak ona, bo jeden wiersz Wisławy, to trzydziestu płaczących maturzystów. Chciałabyś być reżyserem teatralnym albo wychodzić zza kurtyny, mówiąc: I’m your host. Chciałabyś nie zmarnować niczego, nie bać się czerpać. Pokazać tym wszystkim ludziom, którzy sobie pobłażają, że można inaczej. Choć ich wnukowie nie będą cię znali, bo tacy ludzie nie chodzą do muzeów.

Wtedy obok wszystkiego, zmęczona, chciałabyś tylko kogoś pocałować. Tak delikatnie. Pozbyć się myśli bycia niewystarczającą. No co? Przecież jesteś dopiero trochę dorosłym. Takim 0,25 dorosłym, mniej dorosłym, niż masz wadę wzroku. A jednak nie, bo nosisz minusy. Wielkie szczęście, że nie chcesz zostać matematykiem.

Pocałować i poznać chciejstwa tego ktosia. I przez jedną noc zapomnieć, że to tylko chciejstwa. I cieszyć się.


A nie, to nie ty. Przepraszam, to tylko ja.